Wyścig na tureckim bazarze

Istanbul, tegoroczna gra spod ręki Rüdigera Dorna, zdążyła już otrzymać nominację do tytułu Kennerspiel des Jahres. Planszę gry budujemy z szesnastu płytek lokacji, po których poruszamy się w stroju arabskiego kupca, ciągnąc za sobą świtę asystentów. Asystenci ubiją dla nas przyziemne transakcje w każdym z odwiedzanych miejsc, podczas gdy my zajmiemy się długofalowym planowaniem pozyskania drogocennych, iskrzących się szlachetną czerwienią kamieni. Zapach orientalnych przypraw, rozgardiasz targowiska, barwny świat Bliskiego Wschodu i w końcu szorstki dotyk upragnionych rubinów – czy to wszystko, poza drażnieniem zmysłów, złoży się też na interesującą grę? Zapraszam na istambulski bazar.

Istanbul, gra wydana przez Pegasus Spiele w dwujęzycznej, angielsko – niemieckiej wersji, jest grą przeznaczoną dla 2 do 5 graczy. Rozgrywkę rozpoczynamy ze stosem czterech dysków asystentów oraz wierzchnim dyskiem reprezentującym kupca. Tym stosem poruszamy się o maksymalnie dwa pola po modularnej planszy składającej się z lokacji oferujących unikalne akcje. Po wykonaniu ruchu pozostawiamy jednego z naszych asystentów na docelowym polu – lub zabieramy obecnego tu już asystenta z powrotem do stosu – i wykonujemy przypisaną miejscu akcję. Dysponujemy też własnym kramikiem – planszą gracza, na której gromadzimy dostępne na targu dobra oraz zdobyte rubiny. Celem gry jest zebranie pięciu rubinów (w rozgrywce dwuosobowej sześciu). Gracz, który zrobi to pierwszy kończy grę (runda dogrywana jest jednak do końca). Zwycięzcą zostaje gracz, który posiada najwięcej rubinów.

Miejsca, które zechcemy odwiedzić pozwolą nam na wypełnienie naszego kramiku po brzegi wybranym towarem, pozyskanie różnej kombinacji dóbr, ich sprzedaż lub bezpośrednią wymianę na rubiny, uzyskanie kilku kafelków usprawnień, czy kart bonusowych ułatwiających później zdobywanie rubinów. W niektórych lokacjach spotkać możemy też postać gubernatora oraz szmuglera, którzy pomogą nam w zdobyciu karty bonusowej lub potrzebnego towaru.

Bezpośrednia interakcja w grze ogranicza się do możliwości spotkania kupców przeciwników, którym musimy za spotkanie zapłacić. Ciekawą opcją jest akcja wykonywana na posterunku policji, okupowanym przez urwisowatego członka naszej rodziny, którego wyciągamy z aresztu, by wysłać go w dowolne inne miejsce planszy, gdzie wykona za nas potrzebną akcję. Możemy też ciągnąć profity za przyłapanie w którejś z lokacji szemranych krewnych innych współgraczy i odesłanie ich za kraty.

Zaskakujące jest to, iż mimo braku większej interakcji między graczami, presja wyścigu potrafi być na tyle duża, że cały czas kontrolujemy sytuację przeciwników. Rozgrywka jest szybka, nawet w maksymalnym składzie zamkniemy partię w godzinie. Końcówka partii bywa bardzo emocjonująca, gdyż często różnice w liczbie posiadanych rubinów to jeden lub dwa kamienie – do końca mamy więc nadzieję na zwycięstwo. Emocje pojawiają się też dzięki możliwości oddania się hazardowi – zarówno herbaciarnia, jak i czarny rynek pozwalają nam na zdobycie pieniędzy lub dóbr dzięki szczęśliwemu rzutowi kośćmi. Możemy też losowi trochę pomóc przez zdobycie kafla usprawnień, który da szansę zmodyfikować rzut kośćmi na swoją korzyść.

Początkowo kluczem do wygranej wydaje się być znalezienie najkrótszej drogi wymian i stworzenie mikroskopijnego i tymczasowego silniczka przerabiającego dobra i pieniądze na rubiny. Ogranicza nas możliwość ruchu o maksymalnie dwa pola oraz liczba i rozłożenie asystentów, którzy przeprowadzają akcje. Często będziemy zatem wracać tą samą wydeptaną już ścieżką, wykonując powtórnie akcje, by zebrać dyski naszych pomagierów w stos. Akcja centralnie umiejscowionej fontanny pozwala ponownie zebrać wszystkich asystentów pod skrzydłami kupca, lecz nieraz zmarnowanie ruchu na zwołanie pomocników – w grze, w której warto się śpieszyć –  może nas drogo kosztować.

Po kilku rozgrywkach dostrzegamy już wagę wczesnego zdobycia kafli usprawnień, specjalnych zdolności bonusów, czy zwiększenia pojemności indywidualnego kramiku. Kłopot w tym, że również wczesne udanie się do pałacu sułtana, czy warsztatu jubilera, które umożliwiają bezpośrednie zdobycie rubinów za odpowiednią kombinację dóbr lub pieniędzy jest opłacalne, bo każdy następny kamień dostępny w tych lokacjach będzie droższy. Każdy z graczy może tu przyjąć własną mini-strategię, którą czasem też będzie modyfikował w trakcie gry, pod presją działań innych graczy.

Instrukcja proponuje kilka różnych możliwości rozłożenia płytek lokacji. Rozstawienie dla początkujących graczy grupuje razem współdziałające miejsca, zaś trudniejsze rozstawienia wymagają kluczenia i dłuższych wędrówek po zaułkach Istambułu. Warto też rozłożyć płytki losowo, tym samym unikając tak znudzenia grą, jak i wypracowania pewnej rutynowej sekwencji ruchów. Możemy też wypróbować wariant z użyciem neutralnych dysków asystentów, który powoduje, że rozgrywka jest jeszcze szybsza, sprawniejsza.

 

 

Temat trzyma się gry całkiem nieźle. Orientalny przepych kapie z ilustracji płytek miejsc. Zapach owoców i przypraw wydziera się z magazynów; meczety, pałac sułtana, czy karawanseraj wołają bizantyjskimi esami-floresami; zaciszną atmosferą kusi herbaciarnia z planszą tryktraka, małymi szklaneczkami słodkiego napoju i opcją robienia zakładów. Tak drewniane komponenty, nieregularne bryłki rubinów, jak i grube kartonowe kafle są bardzo solidnie wykonane. Gra jest niezależna językowo – poza nazwami odwiedzanych miejsc wszystko zobrazowano czytelnymi ikonami. Trudno chyba też znaleźć lepszą lokalizację dla gry polegającej na handlu i wymianie, jak Istambuł – miasto bazarów, niegdyś handlowe serce świata, centrum wielu kupieckich szlaków. Miejsce spotkania Azji z Europą stało się świetną scenerią dla eleganckiej, choć niezbyt trudnej eurogry z ciekawą mechaniką worker-placement w orientalnym przybraniu.

 

Istanbul to proste i intuicyjne zasady, presja wyścigu, dobrze działająca mechanika. Możliwość różnego rozłożenia płytek rewelacyjnie zmienia grę i strategie, każe szukać nowych ścieżek, wypróbować nowe połączenia, stworzyć nową mikro-maszynkę przerabiającą dobra i pieniądze w rubiny. Korzyści uzyskane z kafelków ułatwień wymodlonych w meczetach, czy rozszerzeń planszy gracza zrównoważone są przez sprytny mechanizm bezpośredniego zakupu rubinów, które drożeją w oczach.

Często mówimy, że jakaś gra sprawdzi się do wprowadzania nowych graczy w nasze hobby. Istanbul, moim zdaniem, sprawdzi się do nakłonienia graczy już zarażonych wirusem planszowym do sięgnięcia po trudniejsze tytuły. Doskonale i w lekkiej kolorowej formie uczy budowania podstawowych strategii, dokonywania optymalnych wyborów, planowania kilku ruchów do przodu. Przy tym nie znudzi, nie zmęczy – to jest prawdziwy wyścig z towarzyszącym mu napięciem.

Nie jest to trudna pozycja, nie jest też jakoś wyjątkowo głęboka. Nie zadowoli raczej doświadczonych graczy, kochających budowanie złożonych strategii, uciekających od każdego przejawu losowości. Nie jest to chyba gra dla precyzyjnych matematyków, wymaga lżejszego podejścia. Określiłabym ją mianem zaawansowanej gry rodzinnej.

Czy Istanbul ma jakieś wady? Naprawdę niewiele. Niewielka dawka bezpośredniej interakcji powoduje czasem, iż w końcówce gry niemożliwe jest powstrzymanie gracza pewnie zmierzającego po zwycięstwo. Wariant z neutralnymi spodnimi dyskami asystentów, prezentowany w instrukcji jako alternatywa dla doświadczonych graczy, moim zdaniem, raczej upraszcza rozgrywkę niż ją komplikuje. Nie jest to też może gra, która zaintryguje tematem, czy opisem zasad każdego gracza. Ale gdy już zostaniemy wciągnięci w rozgardiasz tureckiego bazaru jest duża szansa, że polubimy Istanbul. Podoba mi się w tej grze pośpiech z jakim chcemy dobić owocnego targu, skorzystać z lepszej oferty przed innymi graczami, te małe zwycięstwa w ubijaniu drobnych interesów. Lubię też tracić czas i turę gracza przesiadując zrelaksowana w herbaciarni. Istanbul to szybka, prosta i lekko losowa gra, która wcale nie jest głupia. Różne możliwości rozkładania kafli lokacji zapewniają regrywalność, gra też dobrze się skaluje i nawet dwuosobowa rozgrywka potrafi być emocjonująca. Do tego wyjątkowo elegancka mechanika w barwnym ubraniu czyni z niej grę, której na pewno warto dać szansę.

 

MINUSY:

niewiele bezpośredniej interakcji

 

 

  • Witam na ZnadPlanszy 🙂 A teraz zabieram się za czytanie tego i poprzednich wpisów, bo tytuły ciekawe i rzadko opisywane 🙂 Życzę regularności i wielu gier do opisywania 🙂

    • Cześć! Dziękuję. Postaram się, żeby było regularnie i ciekawie 🙂