Say Bye to the Villains – kooperacja po japońsku

Dziś wyciągnęłam z szafy małą karciankę wydaną dwa lata temu przez AEG w serii Big in Japan. Jej autorem jest Seiji Kanai, a więc projektant znany choćby z Love Letter, czy serii Lost Legacy. W grze przeznaczonej dla 3 do 8 osób gracze wcielają się w bohaterów, których zadaniem będzie pokonanie złoczyńców, których nie capnęła dotąd ręka sprawiedliwości. Say Bye to the Villains jest grą kooperacyjną, która pomimo prostoty zasad rozwija się w serię trudnych pojedynków pomiędzy mścicielami a bandytami, zaś wygraną gracze odtrąbić mogą tylko wówczas, gdy każdemu z nich uda się wyjść ze swego starcia zwycięsko.

Zasady gry są bardzo proste. Zarówno postacie bohaterów, jak i złoczyńców opatrzone są trzema statystykami dotyczącymi prędkości, siły oraz życia. Niektóre z nich posiadają jakąś specjalną zdolność. Gracze wybierają postać, w którą chcą się wcielić i rozpoczynają grę z siedmioma kartami akcji na ręku. Karty te reprezentują przygotowania naszego bohatera do walki z bandytami.

Na środku stołu losowo układa się taką liczbę kart złoczyńców ilu graczy bierze udział w rozgrywce – w finalnej walce każda pozytywna postać zmierzy się z jednym z bandytów. Każdemu z nich dokładamy wskazaną na jego karcie liczbę zakrytych kart sytuacyjnych – reprezentujących obstawę i złych pomagierów, którzy zwiększać będą podstawowe statystyki bandyty oraz inne pułapki wymierzone w bohaterów.

Podstawą całej zabawy w grze jest czas. Każda karta akcji zagrywana na postać naszego bohatera zużywa bowiem określoną ilość czasu wskazaną na karcie. Każdy gracz ma do dyspozycji zaledwie dziesięć jednostek czasu; potem musi już zdecydować którego ze złoczyńców spróbuje pokonać.

Aktywny gracz w swej turze może zagrać kartę akcji z ręki, użyć specjalnej zdolności swojej postaci (co zazwyczaj również zużywa czas, oznaczany zagraniem kart akcji rewersem do góry) albo użyć jednej ze standardowych możliwości. Standardowo, zużywając jedną jednostkę czasu, gracz może dociągnąć karty z talii akcji, przekazać jakąś kartę innemu graczowi, podejrzeć jedną z kart sytuacyjnych na stole. Zagrywane karty akcji oferują wiele opcji przygotowania się do walki: poza zwiększaniem siły, czy prędkości postaci, pozwalają podejrzeć, odkryć lub odrzucić karty wspomagające złoczyńców, a także pomóc sobie lub innym graczom poprzez zabranie kart zabierających czas. Z kolei, karty przypisane bandytom, gdy zostają podejrzane lub odkryte mogą zawierać szczególne zasadzki, które zwykle konsumują czas lub osłabiają naszych bohaterów.

Każdy gracz po wykorzystaniu swego limitu czasu wybiera postać bandyty, z którym będzie walczyć. Odkrywane są wówczas wszystkie jeszcze nieodkryte karty sytuacyjne przypisane temu przestępcy. Serię finalnych pojedynków rozgrywa się jeden po drugim porównując statystyki dobrej i złej postaci. Postać szybsza atakuje pierwsza – porównujemy wtedy jej siłę ze statystyką życia broniącej się postaci. Gdy ta przeżyje – kontratakuje w ten sam sposób. Pojedynek uznaje się za sukces jedynie gdy bohater pokonał złoczyńcę (sam nie zginął, a jego siła była wyższa od „liczby żyć” przeciwnika). Całą partię uznaje się za wygraną jedynie wtedy gdy wszyscy gracze wygrali swe pojedynki, a więc wszyscy złoczyńcy zginęli.

Kooperacja a komunikacja

Say Bye to the Villains jest grą zespołową, w której gracze prowadzą różne postacie o różnych cechach i predyspozycjach. By każda z nich miała szansę w starciu ze złoczyńcą, gracze powinni sobie pomagać: starać się wzmocnić postacie słabsze przekazując im silne karty, solidarnie usuwać najsilniejsze karty wspomagające bandytów, dzielić się informacjami uzyskanymi dzięki akcji podejrzenia tych kart. Tu pojawia się pewien problem. Instrukcja nakazuje, by nie mówić o niczym zbyt konkretnie. Zezwala jedynie na udzielanie ogólnych informacji o tym, kto mógłby poradzić sobie z danym bandytą, jakiego typu kart potrzebujemy lub jakie możemy oddać. Przyznam, że mam spory kłopot z tą zasadą. Otóż wygranie rozgrywki zdarza się w tej grze rzadko. Gracze mają mało czasu, by wzmocnić swą postać o korzystne statystyki, a bandyci mają wiele silnych kart wspierających, których zwykle nie udaje się nawet podejrzeć, nie mówiąc już o ich wyeliminowaniu. Oszacowanie własnych szans w walce z danym złoczyńcą bez wymiany konkretnych informacji jest praktycznie niemożliwe.

Czytałam gdzieś, że język japoński słynie z eufemizmów i owijania w bawełnę. Chcąc być uprzejmym unika się bezpośredniej krytyki i klarownego stanowiska, ale osoby już doświadczone w takim typie komunikacji potrafią wyłapać wiele niewypowiedzianych znaczeń. My niestety subtelnością nie grzeszymy i reguła ’można się porozumiewać, ale bez przesady’ nie znalazła u nas wielkiego zrozumienia. Najpewniej po prostu gramy jak ostatnie fajtłapy, ale wbrew regułom naradzamy się i gadamy do woli w tej grze, a i tak najczęściej przegrywamy.

Say Bye to the Villains początkowo wydało mi się grą nieco chaotyczną i losową; długo do niej nie wracałam. Myślę, że nie doceniłam jej należycie. Gra ujęła nas niedawno elementem zabawy i działania drużynowego, łatwością wczucia się w prowadzoną postać. Nie znaczy to, że nie mam jej już nic do zarzucenia, ale zaczęłam dostrzegać jej mocne strony bardziej niż widziałam dotąd strony słabe.

Bardzo podoba mi się:

Sprytne zarządzanie czasem, gdzie musimy zdecydować jakie karty zagrać, a jakie poświecić, czy wzmocnić swa siłę, czy żywotność, czy poznać lepiej charakterystyki rywala kosztem ćwiczenia własnych umiejętności, czy może wreszcie pomóc komuś z własnej drużyny. To bardzo angażująca zabawa, dobrze oddająca temat przygotowania się do walki i uciekającego czasu.

Do rozgrywki możemy zaprosić od trzech do nawet ośmiu osób. Czym więcej osób tym zwykle trudniej będzie nam wygrać. Co ciekawe, gra w składzie dwuosobowym również działa dobrze i przynajmniej dla nas jest całkiem satysfakcjonująca.

Myślenie drużynowe: dzielenie się kartami, poświęcanie własnych jednostek czasu, by lepiej wyposażyć innego członka zespołu. Ciekawe jest to, że kooperacja nie polega tu na wspólnej walce. Każdy ostatecznie walczy indywidualnie z jednym przeciwnikiem, ale przygotowanie do tej walki wymaga współpracy całej drużyny.

Uczenie się z rozgrywki na rozgrywkę. Nie wiem, czy jest to tytuł do grania bez przerwy, ale na pewno pozwala na różnicowanie rozgrywek, dobieranie sobie postaci i dopasowywania gry pod jej zdolności. Jest nad czym się zastanawiać.

Bardzo czytelne, ładne, i czasem zabawne lub lekko dziwaczne grafiki kart. Dodają grze klimatu i wyjątkowości.

Ciekawy temat gry, który czuć podczas rozgrywki. Dodatkowo, w bardzo dobrze napisanej instrukcji, znajdziemy też wstęp fabularny i krótki opis historii każdej postaci występującej w grze. Pomaga to zidentyfikować się z prowadzoną postacią a nawet spróbować przejrzeć przestępcę, z którym przyjdzie się nam mierzyć.

Czasem udaje się w tej grze odnieść zwycięstwo. I jest to wyjątkowo pozytywne uczucie.

Mniej podoba mi się:

Losowość rozgrywki potrafi doskwierać. Zdarzają się sytuacje, że jedna silna karta psuje całe misterne przygotowanie albo brak szczęścia w dociągu kart nie pozwala zmierzyć się z silniejszym rywalem. Oczywiście sedno rozgrywki leży w radzeniu sobie z tymi ograniczeniami; to losowość stanowi o trudności doprowadzenia do wygranej, lecz niektóre karty wydają mi się naprawdę mocne. Z drugiej strony dodaje to emocji rozgrywce i dobrze odzwierciedla temat gry.

Zasady dotyczące porozumiewania się podczas rozgrywki.

Stopień trudności gry albo lepiej to ujmując, przegrywanie prawie za każdym razem. Chyba kluczem do dobrej zabawy w tej grze jest po prostu próba pokonania możliwie największej liczby rywali i czerpanie satysfakcji z każdego pojedynczego zwycięstwa.

Podsumowując, myślę, że Say Bye to the Villains można polecić osobom lubiącym gry kooperacyjne i czerpiącym przyjemność z trudnych wyzwań oraz akceptującym pewien poziom losowości w grach. Gra dobrze się skaluje, oferuje sporą dozę kombinowania (i liczenia), do tego wciąga graczy w klimat przygotowań do pojedynków dzięki ciekawym ilustracjom oraz opisom postaci. Jeśli lubicie oryginalne karcianki w małych pudełkach, a przy tym nie przeszkadza wam działanie w drużynie, trudność rozgrywki oraz istotna dawka losowości to może być ciekawa propozycja.