Stoisko Taiwan Boardgame Design

Essen 2016, część pierwsza – gry z Dalekiego Wschodu i gry logiczne

Wróciłam z tegorocznych targów gier planszowych w Essen naładowana bardzo pozytywną energią. Tym razem jechałam bez wielkich oczekiwań, bo nie umiałam wybrać wcześniej żadnego szczególnego tytułu, który koniecznie chciałabym mieć. Wiedziałam, że będzie to poszukiwanie igły w stogu siana i przeczesywanie hal w nadziei znalezienia jakiegoś ciekawszego tytułu. Nie planowałam kupować niczego w ciemno, planowałam najpierw przede wszystkim grać. Żeby uznać doświadczenie grania na targach za pełne, zwykle muszę znaleźć interesujące tytuły w następujących czterech kategoriach: coś logicznego, coś japońskiego, coś mięsistego i coś małego&sprytnego. W tym roku prawie się to udało. Ale co w tym roku najbardziej mnie podbudowało, to niezwykle sympatyczne rozgrywki z tak wieloma graczami z całego świata – bardzo wesołe rozgrywki – dzięki którym będę pamiętać te targi jako, jak dotąd, najbardziej roześmiane Essen.

Udało mi się zagrać w większości pełne partie w dwadzieścia tytułów; wiele innych poznałam tylko z wierzchu, słuchając reguł lub rozgrywając jakąś przykładową rundę. Świadomie pominęłam jednak cztery duże tytuły, chyba najbardziej mnie w tym roku interesujące: wiedząc, że doczekają się wersji polskiej (Railroad Revolution oraz The Last Friday) oraz te, na których polskie wydanie bardzo bardzo liczę (Great Western Trail oraz A Feast for Odin). Właściwie to zostawiłam je sobie na koniec targów, ale nie dałam już rady bliżej ich poznać… Do rzeczy zatem. Wpis ten podzieliłam na trzy części: dziś przedstawię krótkie wrażenia z pierwszych rozgrywek w wybrane tytuły egzotyczne oraz logiczne; w najbliższych dniach – gry planszowe i kafelkowe oraz oddzielnie gry karciane. Ostrzegam jednocześnie, że są to bardzo pierwsze wrażenia z rozgrywek w warunkach targowych, nie biorę więc żadnej odpowiedzialności za to, co tu napiszę oraz zastrzegam sobie prawo do wycofania się z opinii o przedstawionych tytułach w przyszłości 😉

 

W tym roku zamiast w stronę japońską zwróciłam się w stronę chińską. Z szerokiej oferty Japon Brand żadna z gier jakoś nie mogła mnie do siebie przekonać. Zainteresowałam się więc Tajwanem. Wystawcy stamtąd, pod jednym szyldem Taiwan Boardgame Design prezentowali między innymi takie tytuły, jak: The Perfumer (Big Fun Games), Cat Town (TwoPlus Games), Conflicting Legends, Coffee Roaster (Homosapiens Lab), Round House, Hanamikoji, Planet Defenders (EmperorS4), Far East War 1592 (Imjin Creative).

Hanamikoji (dwuosobowa gra karciana – japońskiego! a jednak – autora, Kota Nakayama)

Gracze współzawodniczą o przychylność siedmiu gejsz, z których każda jest mistrzynią w jednej dziedzinie sztuki. Gracze zbierają więc karty przedmiotów, które każdej z nich przynależą i zagrywają je na stół we własnym rzędzie przy odpowiedniej gejszy. Kto z graczy będzie miał najwięcej przedmiotów danego typu przy wizerunku danej artystki zdobędzie jej przychylność. Bardzo prosta karcianka, która jednak daje popalić, gdyż w fazie akcji, z ręką sześciu kart przedmiotów i po dobraniu z talii kolejnej karty, gracz musi wybrać jedną z czterech opcji akcji, za każdym razem inną. Może albo wybrać w sekrecie jedną kartę przedmiotu, która na pewno będzie punktować w fazie punktacji; albo odłożyć dwie karty, które nie będą liczone do punktacji w tej rundzie; albo odkryć z ręki trzy karty, z których przeciwnik wybiera jedną i wykłada jako własną; albo też odkryć z ręki cztery karty w dwóch zestawach, z których przeciwnik wybiera jeden zestaw i wykłada przed sobą, nam pozostawiając dwie karty. Bardzo mnie urzekła ta gra w pierwszej rozgrywce i wcale nie z powodu urody grafik, lecz właśnie sposobu kombinowania podczas rozgrywki. Sprytne cacko.

Cat Town (gra dla 2 – 4 osób, której autorem jest Jog Kung)

Na ten tytuł początkowo nie zwróciłam uwagi i dopiero kolejnego dnia przysiadłam się do niego bez wielkich oczekiwań, bo akurat zwolnił się stolik. Okazało się, że choć temat i nawet oprawa gry mogą wydawać się dziecinne, gierka pokazała pazurek. W miarę zagłębiania się w rozgrywkę widziałam coraz więcej możliwości. Przy tym muszę szczególnie pochwalić przemiłego pana tłumaczącego tę grę, który w trakcie rozgrywki opisywał również swój proces myślowy i tłumaczył decyzje jakie podejmuje, tym samym pokazując głębszą warstwę gry. To karcianka z elementem memory oraz przede wszystkim przeszukiwania talii i zarządzaniem ręką kart i ich efektami. By lepiej ją ocenić potrzeba na pewno więcej rozgrywek, bo wymaga znajomości kart akcji i przedmiotów, ich możliwości. Zadaniem graczy jest odnalezienie kart kotów, które ukryte są w taliach różnych lokacji składających się na kocie miasto. Gracze punktują również za zagranie takich samych kart przedmiotów oraz specjalnych kart połączonych ze zrzucaniem innych kart z ręki. Gra zawiera trzy warianty rozgrywki: prosty nadający się nawet do gry z dziećmi, normalny oraz zaawansowany. Pocieszne figurki kotów (i myszy), podobnie jak ilustracje, dodają jej uroku. Na razie mogę tylko powiedzieć, że zapowiada się interesujący tytuł, który będę chciała lepiej poznać.

Coffee Roaster (gra 1-osobowa, japońskiego autora Saashi)

Gra pokazująca proces palenia kawy, bazująca na budowaniu/tworzeniu woreczka żetonów reprezentujących ziarna kawy i różne efekty. W grze mamy do wyboru 22 odmiany kawy o różnym stopniu trudności, co stanowi na pewno jakieś wyzwanie dla rozgrywek solo. Spośród wielu możliwych odmian kawy gracz wybiera na grę trzy z nich, wrzuca żetony odpowiadające wybranej odmianie do woreczka, a następnie w każdej turze losuje z niego żetony ziaren, które poddawać będzie kolejnym etapom procesu palenia. W trakcie tury mamy też wiele możliwości poprawy walorów smakowych naszej mieszanki, skorzystania z różnych efektów żetonów. Gdy gracz uzna, że jest gotowy, wykonuje pewnego rodzaju próbę smaku i zdobywa punkty. Każda z odmian ziaren stawia inne wymagania zaawansowania procesu palenia. Zadaniem w grze jest osiągnięcie jak najlepszego wyniku, który zestawiamy z poziomami mistrzostwa jakie możemy osiągnąć w tej grze. Moim zdaniem zasady gry są nieintuicyjne i wyjątkowo trudno było mi się tu odnaleźć. Gra wydała mi się też bardzo abstrakcyjnym i suchym tytułem. Mocno drażniła mnie losowość i ciągłe, jakby automatyczne dociąganie żetonów z woreczka. To gra raczej nie dla mnie, ale może zainteresuje osoby lubiące takie poprawianie własnego wyniku, jest bowiem dość oryginalną propozycją.

Przejdźmy do gier logicznych.

Vikingdoms (gra dla 2 osób od Mind Fitness Games, której autorem jest József Dorsonczky)

To właściwie gra strategiczna, traktująca o najazdach wikingów, lecz umieściłam ją pośród gier logicznych z uwagi na osobę autora. József Dorsonczky jest bowiem twórcą Six Making, gry w której gracze tworzą ze swych pionów stosy, a te poruszają się jak różne figury szachowe w zależności od swej wysokości. Stosy te można również dzielić. Wygrywa ten, kto jako pierwszy zbuduje stos sześcioelementowy ze swym pionem na górze. Na tym właśnie pomyśle oparta jest cała pierwsza faza rozgrywki w Vikingdoms, w której gracze próbują stworzyć oddział co najmniej sześciu wikingów (tak, reprezentuje go stos minimum sześciu pionów!). Jest to unikalne dla mnie połączenie czystego logicznego pojedynku ze strategiczną obudową związaną z pozyskiwaniem nowych terytoriów, grabieżą monet, pozyskiwaniem sojuszników. Gracze mogą nawet przetrzymywać piony przeciwnika jako swych więźniów. Choć mi najbardziej podoba się ten aspekt logiczny, ponoć granie w Vikingdoms tak jak w Six Making prowadzić będzie do klęski (co nawet nastąpiło w naszej pierwszej rozgrywce), bo rozważenie wszystkich opcji strategicznych związanych z terytoriami, ewentualnymi buntami itp., jest równie ważne. Rozgrywka sprawiła mi trudność i właśnie dlatego tak bardzo mi się spodobała. Gra prezentowana była na dwóch bardzo okazałych planszach pokazowych. Pierwsze wrażenie: gra świetna, bardzo oryginalna, a przy tym wyjątkowo tania, jak na to, co oferuje. Choć zapakowana jest w malutkie pudełeczko, dała mi więcej do myślenia niż większość gier w wielkich kartonach. Śmiało polecam już po tej jednej rozgrywce.

Codinca (gra dla 2 – 4 osób, Leonard Boyd, David Brashaw, Backspindle Games, drugie wydanie międzynarodowe, polskie zasady w pudełku)

Obszar gry tworzy tu szesnaście pionów w czterech kolorach. Gracze kontrolują cztery piony  jednego koloru i próbują ułożyć je zgodnie ze wzorem otrzymanym na sekretnych kartach zadań przed rozgrywką (np. linię prostą, cztery narożniki itp.). Obie strony pionów zawierają różny kolor symbolu wyrytego na nim, a karty zadań określają również kolor tego symbolu na każdym pionie. W trakcie rozgrywki gracze będą więc starać się nie tylko przesuwać piony, ale i odwracać je; dodatkową pomocą służą specjalne karty pozwalające zamienić całe kolumny pionów lub obrócić cały blok pionów. Fajna gra, może nie jakoś szczególnie odkrywcza, ale pozwalająca pokombinować. Spokojna w dwie osoby, sporo trudniejsza na więcej osób. Tegoroczne wydanie ma standardowe wykonanie oraz małe przenośne poręczne pudełko.

Z oferty wydawnictwa Clemens Gerhards poznałam w tym roku trzy tytuły.

Paletto (gra dla 2 i 3 osób, autor: Dieter Stein)

Gra, którą rządzi cyfra 6. Rozgrywana na planszy 6×6, w której zadaniem graczy jest zdejmowanie z planszy pionów, występujących w 6 kolorach po 6 sztuk. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zbierze wszystkie sześć pionów jakiegokolwiek kolory lub ten, kto zabierze ostatni pion z planszy. Tylko piony, które są z dwóch stron wolne (na początku rozgrywki są to np. piony narożne) mogą zostać zabrane z planszy; podczas zdejmowania nie można odizolować żadnego piona. W mojej opinii: niezbyt trudna, szybka gra logiczna, może bez zbyt wielkiego wyzwania stojącego przed graczem, ale zabawna, łatwo przyswajalna i wciąż każąca zastanowić się nad każdym ruchem.

Fendo (gra dla 2 osób, autor: Dieter Stein)

Każdy z graczy posiada 7 pionów, które może wprowadzić na planszę (7×7 pól otoczonych rowkami). Pion porusza się w linii prostej, w kształcie litery L, o dowolną liczbę pól. Po wykonaniu ruchu gracz umieszcza płotek z jednej strony pola, na którym stoi jego pion. Pion nie może przeskakiwać innych pionów ani postawionych płotków. Gracze starają się odgrodzić płotkami całe terytoria z zamkniętym w nich własnym pionem. Wygrywa gracz kontrolujący na końcu gry największe łączne terytorium.

Jak mi się ta gra spodobała. Jest bardzo otwarta, właściwie zdarzyć może się tutaj wszystko, a z początku człowiek czuje się zagubiony. Ale szybko walka staje się zaciekła. Próbujemy zamknąć przeciwnika w jakimś małym ogrodzonym poletku i zablokować jego piony. Musimy myśleć kiedy i jak wprowadzić nowe piony, jakie opcje otwieramy rywalowi każdym swoim ruchem. Zdecydowanie trudniejszy tytuł, który może przeciągnąć się nawet do pół godziny, a sytuacja na planszy zmienia się bardzo w trakcie rozgrywki.

Gry logiczne mają to do siebie, że takie opisywanie, czy czytanie o nich jest psu na budę. Trzeba jednak poznać je samodzielnie, żeby wiedzieć, czy gra jest w naszym guście. Fendo mi wyjątkowo podeszło, bo lubię chyba gry tak otwarte, w których zupełnie nie wiem co zrobić i ta otwartość mnie przytłacza. Gdy na stoisku Gerhards Spiel totalnie wciągnięta w rozgrywkę, całkiem spontanicznie stwierdziłam, że gra mnie absolutnie fascynuje i zakochałam się w niej, grający ze mną pan roześmiał się i odpowiedział: dziękuję ci bardzo. Wtedy dopiero spojrzałam na jego plakietkę i zdałam sobie sprawę, że od pół godziny rozmawiam i gram z autorem gry. Tytuł niestety zdążył się wyprzedać i nie mam swojej kopii, ale dołączam Fendo do listy gier do upolowania w przyszłości.

90 Grad (gra dla 2 osób, autor: Gunnar Kuhlencord)

Gracze rozpoczynają grę z siedmioma pionami – kulkami, z których jedna jest królem. Zadaniem gracza jest wypchnąć króla przeciwnika poza planszę lub umieścić własną Jej Wysokość Kulkę w samym środku planszy. W swoim ruchu gracz przesuwa jedną kulkę w pionie lub poziomie o tyle pól, ile kulek znajduje się w rzędzie prostopadłym do kierunku właśnie wykonywanego ruchu. Ciekawy tytuł, każący myśleć jaką sytuacją zaowocuje każdy ruch. Rozgrywka może skończyć się bardzo szybko, trzeba być niezwykle uważnym. Mi wyjątkową trudność sprawiało rozpatrywanie ruchu, który mam wykonać w oparciu o liczbę kulek w rzędzie prostopadłym. Ale gra spodobała mi się.

Inne prezentowane na stoisku wydawnictwa nowości to m.in.: RAUF!en, Penki, Tintas, Etoile. Wszystkie tytuły tego wydawnictwa to zawsze bardzo piękne, klasycznie wykonane gry, z drewnianymi planszami i ładnymi komponentami. Konkretną grę trzeba już jednak wybrać wedle gustów, bardzo pod siebie.

I na tym chyba zakończę dzisiejszy wpis. Po więcej wrażeń zapraszam w kolejnych dniach.