Cat Town – po kocich śladach

Dziś zapraszam do Miasta Kotów. To gra lekka, sympatyczna i bardzo relaksująca. Inaczej być nie mogło, wszak gra, która bierze sobie za głównych bohaterów koty, musi mieć w sobie coś rozbrajającego. Cat Town to gra karciana typu memory, z elementami przeszukiwania talii, zbierania zestawów i zarządzania ręką kart. Oparta jest więc na mechanice królującej zwykle w grach przeznaczonych dla dzieci. Stało się jednak tak, że sama ją bardzo polubiłam. Czy to z racji tego, że raczej nie mam w życiu problemu z przełączaniem się z trybu dorosłego w tryb dziecka? W drugą stronę jest mi trudniej. Czy to z racji tego, że łatwo wchodzę w rolę kociej mamy dokarmiającej wszystko co ma futerko i miauczy. Czy też może z racji tego, że Cat Town jest po prostu grą zabawną i niegłupią?

Autorem gry jest Jog Kung, a wydana została przez tajwańskie wydawnictwo TwoPlus Games. Gra przeznaczona jest dla 2 do 4 graczy, a rozgrywka nie powinna zająć nam więcej niż pół godziny. W niewielkim pudełku znajdziemy siedem pocztówek przedstawiających urocze lokacje Miasta Kotów, w czasie rozgrywki służące tylko jako miejsce trzymania kart. Podstawę gry stanowi 100 kart, na które składają się zielone karty akcji, niebieskie karty przedmiotów i rozkoszne karty kotów. Całość uzupełniają figurki kociaków i myszy w kolorach graczy.

W zależności od liczby graczy Kocie Miasto składać będzie się z czterech lub sześciu lokacji, a w każdej z nich umieścimy kilkanaście zakrytych kart z przetasowanej talii. Dodatkowo w centrum miasta, na pocztówce przedstawiającej stację kolejową, znajdziemy pięć losowo wybranych odkrytych kart, zaś kolejnych pięć zakrytych kart umieścimy w stosie odrzutów. Zadaniem graczy jest przeszukiwanie miasta i odnalezienie ukrytych w nim kotów. Wiadomo jednak, że koty to zwierzęta kapryśne, i jeśli nie chcą być znalezione, nic nie wskóramy. Autor gry postanowił więc sprawę nieco ułatwić. Celem gry jest zdobycie 6 punktów. Punkty można pozyskać na trzy sposoby: wykładając przed sobą kartę kota, zbierając zestawy dwóch jednakowych przedmiotów lub zagrywając specjalną kartę akcji Travel notes.

Gracze rozpoczynają rozgrywkę z ręką dwóch kart (przynajmniej jedna z nich musi być kartą akcji) oraz z figurką swojego kota umieszczoną w jednej z lokacji miasta. W swojej turze gracz musi wybrać jedną z czterech akcji. Najbardziej oczywistą akcją będzie wałęsanie się po mieście, które polega po prostu na przeskoczeniu figurką kota swego koloru do sąsiedniej lokacji (lokacje-pocztówki umieszczone są na okręgu wokół stacji kolejowej). Dzięki temu gracz może albo zabrać na rękę wierzchnią kartę ze stosu kart, który właśnie przeskoczył albo zdecydować się wyłożyć przed sobą tę kartę – jednak to co zrobi musi zadeklarować jeszcze przed ruchem. Trzecią opcją jest zagranie karty z ręki i wykonanie efektu na niej opisanego. To serce tej gry. Efekty kart akcji i kart przedmiotów (mocniejsze) pozwalają graczom na podglądanie kart z wierzchu lub spodu wybranych lokacji, zamienianie ich ze sobą, pobieranie odkrytych kart ze stacji, zaglądanie do kart na ręku rywala, podkradanie mu kart z ręki, rozdzielanie podejrzanych kart na stosy innych lokacji, odwracanie porządku kart w stosie itp. Karta akcji lub przedmiotu zagrana w ten sposób jest następnie odrzucana. Czwarta możliwość to poproszenie przeciwnika o wybranie jednej karty z zakrytych kart na naszej ręce – tę kartę możemy wyłożyć przed sobą, o ile szczęśliwie będzie to akurat karta kota lub przedmiotu.

Królestwo za kota!

Podstawą dobrze poprowadzonej rozgrywki jest znajomość efektów i możliwości kart akcji i przedmiotów. Cała zabawa płynie z kombinowania kolejności zagrywania kart, prób zdobycia i zapamiętania wielu informacji o znajdujących się w poszczególnych stosach kartach, zanim przejdzie się do ich zdobywania czy wykładania przed sobą. Warto w Cat Town grać bardzo świadomie, unikając losowości polegającej na łażeniu po mieście i odkrywaniu na chybił trafił wierzchnich kart. Fakt, że na upartego można rozegrać całość w ten zupełnie losowy sposób, psując tym rozgrywkę przede wszystkim samemu sobie. Jednak esencja gry polega na próbach wyeliminowania tej losowości i takim rozegraniu partii, by większość działań była absolutnie celowa. Podoba mi się to, że fakt posiadania na ręce pasującej nam karty przedmiotu lub kota niczego jeszcze nie determinuje. Nie tak łatwo jest bowiem wyłożyć ją przed sobą – pozwala na to tylko jedna z akcji, w której to przeciwnik losuje kartę z naszej ręki za nas. By wykonać taką akcję musimy więc być do niej przygotowani zrzucając uprzednio wszystkie karty – śmieci. Z drugiej strony próbujemy mieć na ręce ciekawe karty akcji pozwalające jak najszybciej zebrać wiele informacji. Czasem potrzebujemy zebrać ich kilka, by móc skorzystać z własności specjalnej karty Travel notes, dającej nam punkt za zrzucenie z ręki trzech kart naraz. Zastanawiamy się, czy wykładać karty przedmiotów przed sobą dla zdobycia punktów, czy też skorzystać z ich dość mocnych efektów zagrywając je jak karty akcji. Przy tym wszystkim ścigamy się z przeciwnikami, obserwujemy ich miny w trakcie przeglądania stosów kart i dedukujemy: czy ten rozanielony uśmiech oznacza, że właśnie zobaczyli kota?

Podoba mi się interakcja między graczami polegająca na wyścigu o odkrycie, poznanie i wyłożenie kart. Balansowanie między niecierpliwym zrzuceniem wszystkiego na los a zaplanowaniem kolejnych kroków i akcji. Ciekawie działają tu bonusy, których ikony widnieją na niektórych kartach akcji. Pozwalają one dobrać odkryte karty z centralnej stacji, przeskoczyć figurką kota do innych lokacji, a nawet zablokować przeciwnika zmuszając go do zagrania karty z ręki w sytuacji, gdy chciałby wyłożyć ją przed sobą jako punktujące trofeum. Sprawdza się możliwość podbierania i odrzucania kart przedmiotów, które zbiera przed sobą przeciwnik. Ważne jest zachowanie pokerowej twarzy podczas jakże częstego w tej grze podglądania kart w stosach. To w tym momencie gry wszyscy wpatrują się w nas jak sroka w gnat i kontrolowanie własnej mimiki jest bardzo pożądane.

Losowość w grze jest oczywiście obecna i dodaje jej pieprzu, bo często w końcowej części rozgrywki – która jest w sumie wyścigiem o to kto pierwszy zgarnie 6 punktów – wolimy odkrywać karty nawet na chybił trafił, lecz szybciej.

Gracze z góry nastawieni „na nie” do wszelkich gier lekkich i losowych raczej nie mają tu czego szukać. Tę grę można polubić jeśli chce się zajrzeć poza wierzchnią warstwę uroczych kocich pyszczków i nie ma się problemu z zarzutami o infantylność tytułów, które serwujemy na stół. Choć Cat Town jest w ogólnym rozrachunku lekką grą, trzeba ją jednak trochę poznać i chcieć w nią zagrać świadomie.

Gdzie kot twój, tam serce twoje

Dla mnie Cat Town jest również grą całkiem klimatyczną i fajnie prezentującą trud nawoływania i poszukiwania ulubionego kota wśród zaułków miasta. Trudno nie zachwycić się przeuroczymi ilustracjami kart i nie docenić pomysłu przedstawienia lokacji miasta na prawdziwych pocztówkach z odciskiem kociej łapy w miejscu na znaczek. Nie spotkałam jeszcze osoby, która przy pierwszym kontakcie z grą nie bawiłaby się figurkami kotów i myszy.

Gra posiada trzy warianty rozgrywki, opisany tu wariant to wariant normalny. Tryb najprostszy nadaje się chyba wyłącznie do gry z młodszymi dziećmi, bo pozbawiany jest całej trudności wykładania kart przed sobą i bawienia się efektami kart akcji. To tryb całkowicie losowy. Wariant zaawansowany również zmienia charakter akcji jakie możemy wykonać w swojej turze, wprowadza możliwość stracenia część posiadanych kart przez pechowy dociąg, zmienia i komplikuje zasady wykładania kart przedmiotów przed sobą. Mi nie przypadł on do gustu. Za bardzo przyzwyczaiłam się już do prostoty i harmonii trybu normalnego.

Gra dobrze działa na dwie i trzy osoby – w tym drugim przypadku poruszamy się między sześcioma lokacjami zamiast czterech, co daje więcej sensu w korzystaniu z bonusów przemieszczania i wprowadza więcej ograniczeń w podglądaniu kart. Z drugiej strony trudniej tu coś zaplanować. W dwie osoby gra jest dość szybka, zajmuje 20 do 30 minut, pozwala też na nieco większą kontrolę, gdyż jeden rywal nie psuje tak często naszych zamierzeń, jak czyni to rywali dwóch. Nie grałam dotąd w wariancie czteroosobowym, w którym to dzielimy się na dwie drużyny i łączymy wyniki osób z jednej drużyny.

Gra jest zależna językowo, gdyż cały jej przebieg zależy od właściwego manipulowania efektami i zdolnościami kart – teksty na nich muszą być więc zrozumiałe dla każdego gracza.

Właściwie jedyne co nie podoba mi się w tej grze ogranicza się do wspomnianych dodatkowych wariantów rozgrywki oraz niewykorzystania potencjału pięknych pocztówek. Chciałabym wycisnąć z tego pomysłu jeszcze więcej i znaleźć jakieś zastosowanie poszczególnych lokacji w rozgrywce poza służeniem za miejsce ułożenia stosów kart. Na szczęście w pudełku z grą znajdziemy też kilka dodatkowych niezadrukowanych kart akcji, dzięki którym możemy wprowadzić własne zasady do rozgrywki. Może uda mi się wymyślić jakieś przygody i zasadzki czekające na graczy w różnych dzielnicach Kociego Miasta?

Podsumowanie

Grę przedstawiam jako ciekawostkę, gdyż Cat Town, będąc produkcją tajwańską, jest jeszcze trudniejsze do znalezienia w jakimkolwiek sklepie niż ukrywający się kot. Gdyby gra była normalnie dostępna, polecałabym ją przede wszystkim graczom rodzinnym, osobom grającym z dziećmi i miłośnikom kotów szukającym czegoś do bardzo niezobowiązującego grania. Osobom rozumiejącym i akceptującym obecność losowości w grze traktującej o poszukiwaniach kotów. Mi, Cat Town, jak na grę typu memory, spodobało się ponadprzeciętnie, szczególnie jako zabawa dwuosobowa. Na pewno swój udział mają tu rozbrajające ilustracje kart i pocztówek. Zupełnie odświeżająco podziałało też na mnie użycie mechaniki memo, bo rzadko po takie gry sięgam. Ale bardzo spodobała mi się również możliwość planowania, układanie w głowie kilku ruchów do przodu, próby przechytrzenia rywala i blefowania.

Cat Town polecam w kategorii gier lekkich i zabawnych, które zarazem pozwalają na pewne kombinowanie i dają graczowi podstawowe narzędzia kontrolowania losowości.