Puluc – kukurydziana droga. Wojenna gra Majów.

Puluc to wyścigowa gra wojenna rozgrywana między innymi przez Indian Mopán i Kekchi, uważanych za potomków Majów. Celem gry jest przechwycenie wszystkich pionów przeciwnej drużyny. W puluc grano ponoć podczas ceremonii i uroczystości poprzedzających dzień wysiewu kukurydzy. Gra znana jest również pod nazwą bul lub boo’ik albo bardziej swojsko jako „droga kukurydzy” (La Carretera del Maíz). Ta ostatnia nazwa wzięła się prawdopodobnie stąd, iż zgodnie z opisami etnografów planszę gry tworzono z rzędów ziaren lub kolb kukurydzy, a przestrzenie między nimi tworzyły pola toru gry. Kolby kukurydzy układane były na ziemi równolegle i w odstępach, jak szczeble drabiny.

Tak ułożony tor, zazwyczaj jedenastu pól, tworzył swoiste pole bitwy, z miastami – bazami graczy rozłożonymi na przeciwległych końcach planszy. Obie drużyny biegły w swoją stronę, by zetrzeć się w walce i pojmać jeńców. Gdy gracz wchodził na pole zajmowane już przez pion lub stos pionów kontrolowany przez przeciwnika sam przejmował nad nim kontrolę. Cały stos zmieniał wówczas kierunek ruchu, zmierzając w stronę bazy kontrolującego gracza.

Charakterystyczną cechą gry jest to, że stosy mogą nawet kilkukrotnie zmieniać właścicieli zanim dotrą do celu. Przy całym swym chaosie, wynikającym z losowości rzutów kośćmi, które decydują o ruchu graczy, puluc jest też grą zaskakującą, zmienną i trzymającą w napięciu. Jest wręcz grą imprezową, tym bardziej, że zgodnie z historycznymi przekazami, częściej niż pojedynkiem dwóch osób, był grą rozgrywaną przez wielu graczy podzielonych na dwie wrogie drużyny. Nie ma wciąż jednoznacznego dowodu wskazującego kiedy i gdzie narodziła się gra. Nazwa Bul pojawia się jednak w wielu językach majańskich, oznaczając zawsze kości lub grę z kośćmi.

Zdecydowałam się opisać puluc, bo myślę, że to gra, która w ciekawy sposób połączyła dwie obsesje Majów – kukurydzę i wojnę.

 

Kukurydza

Kultura Majów osiągnęła szczytowy punkt rozwoju w okresie klasycznym (300-900 r. n.e.) kiedy plemiona Majów zdominowały półwysep Jukatan i południowe obszary – dzisiejsze tereny Gwatemali i Hondurasu. Jednym z dokumentów pochodzącym już z epoki kolonialnej, spisanym wprawdzie po majańsku, ale w alfabecie łacińskim, jest Popol Vuh – Księga Rady – która zawiera m.in. charakterystyczny dla każdej mitologii i religii mit stworzenia. Według Majów świat jaki znamy dzisiaj nie był pierwszy. Poprzedziło go wiele innych światów, tworzonych i następnie niszczonych. Pierwszy Ojciec i Pierwsza Matka mieli stworzyć najpierw świat oraz zwierzęta i rośliny. Co ciekawe, samo mierzenie wszechświata opisano za pomocą słowa milpa, oznaczającego budowę domu lub wytyczanie pola kukurydzy. Następnie próbowali stworzyć człowieka z błota czy drewna, lecz wszystkie te próby spełzły na niczym. Człowieka udało się ukształtować dopiero z ciasta kukurydzianego. Do dzisiaj Majowie określają siebie samych jako lud kukurydzy. Stworzenie pierwszych ludzi wiąże się z wyrośnięciem pierwszej kukurydzy, ukazywanym w folklorze Majów jako narodziny młodego Boga Kukurydzy.

Kukurydza, wraz z fasolą i kabaczkami była pierwszą rośliną uprawną. Przy jej uprawie stosowano system zwany w Mezoameryce milpa, oznaczający pole i formę gospodarki żarowej, polegającą na wypaleniu lasu na kawałku ziemi przeznaczonym pod zasiew. Takie wypalanie musiało odbywać się w odpowiednim momencie, przed nadejściem pierwszych deszczy monsunowych, a cały system wymagał wiedzy o czasie, topografii i obserwowania zjawisk natury. Z takiej między innymi potrzeby narodził się kalendarz. Żadna inna wcześniejsza kultura nie przykładała tak wielkiej wagi do rejestrowania czasu jak Majowie. Potrzebowali bardzo dokładnego kalendarza, gdyż położenie ciał niebieskich decydowało o wszystkim co robili, począwszy właśnie od uprawy pól. Niebagatelną rolę grały też czynniki religijne, które kazały wytyczać pole uprawne zawsze w formie prostokąta zorientowanego zgodnie ze stronami świata. Przed posianiem pierwszych nasion błogosławiono je, wypowiadając zaklęcia na cztery strony świata i okadzając ziarna.

Jeszcze w 1588 roku, franciszkanin Alonso Ponce, odbywający inspekcję po Jukatanie, opisywał swoje zdumienie metodą uprawy kukurydzy przez Indian. Pisał, że nasiona wysiewane są wśród skał, gdzie pozornie nie ma żadnej wilgoci. Jednocześnie jednak uprawy nie wymagają typowych prac, jak oranie czy kopanie – wystarcza tylko spalenie krzewów we właściwym czasie, które tak użyźnia glebę, że kukurydza rośnie wyjątkowo silna. Czym lepiej wypalona jest milpa tym lepsze zbiory daje, bo ogień pali korzenie chwastów i owady, a powstały w nim popiół służy jako nawóz. Kukurydza zasiana na wypalonej milpie tuż przed nadejściem deszczu – który to czas jest dokładnie przez Indian wyliczany – szybko kiełkuje i rośnie.

Kukurydza w czasach prekolumbijskich stanowiła główne pożywienie Majów. Najprawdopodobniej jednak przyrządzano ją inaczej niż dzisiaj. Nie w postaci placków kukurydzianych zwanych tortillas, lecz w formie bochenków. Nadziewano je wówczas papryką i fasolą albo mięsem. Ofiarne bochny kukurydziane są także niezbędnym elementem uroczystości religijnych, nawet tych bardziej nam współczesnych, np. ceremonii sprowadzania deszczu, na początku pory deszczowej. Wraz z innym pożywieniem ofiarnym – miskami zupy i napoju z kory drzewa balché – umieszcza się je na ołtarzu, a zgromadzeni proszą bóstwa majowskie i boga chrześcijan o „przyjęcie świętych kąsków” oraz wysłuchanie próśb o deszcz.

Gra w puluc towarzyszyła kiedyś podobnym obrządkom i ceremoniom. Kukurydza będąca istotnym elementem życia Majów, zarówno w rozumieniu praktycznym, jak i symbolicznym, stała się też elementem gry oraz główną bohaterką uroczystości podczas których w puluc grywano.

 

Wojna

Ludy Mezoameryki żyły w wielu królestwach o ograniczonych terytoriach oraz bezpośrednio ze sobą sąsiadujących. Rządzone były przez „boskich władców”, toczyły ze sobą nieustanną rywalizację i prowadziły zaciekłe wojny. Stąd bierze się mnogość przedstawień wszelkiego rodzaju bitew i walk, zwycięzców i zwyciężonych, w architekturze i sztuce Majów. Wiele z tych świadectw przedstawia też egzekucje i tortury pojmanych więźniów. Sposób, w jaki najczęściej przedstawiano upokorzenie wroga to obrazy królów lub dowódców oraz związanych jeńców leżących pod ich stopami. Oznaką upokorzenia wroga było deptanie pochwyconych jeńców. Stąd też częste są wyobrażenia dowódców i władców stawiających nogi na głowie lub ciele swoich ofiar. Wiele wskazuje na to, że spore znaczenie miało nie tyle natychmiastowe zabicie wroga, co pochwycenie żywych jeńców, po to by eksponować ich i upokarzać w mieście zwycięzcy. Następnie byli oni zazwyczaj torturowani i zabijani.

Moim zdaniem gra w puluc odzwierciedla również ten aspekt życia Majów. Celem gry jest bowiem przechwycenie pionów przeciwnika. Umieszczenie ich pod swoimi stopami (w stosie przykrytym pionem zwycięzcy), a następnie doprowadzenie pionów pojmanych przez gracza do własnej bazy – miasta. Dopiero tu jeńcy zostaną zabici – wypadają z gry. Piony zwycięzcy powracają natomiast do walki.

 

Najwyższy czas zatem przejść do zasad gry, dla uproszczenia dla dwóch osób.

Puluc rozgrywany jest przez dwóch graczy na planszy podzielonej równoległymi liniami na jedenaście pól. Pola z obu końców planszy stanowią bazę graczy, pozostałe dziewięć pól tworzy tor gry. Każdy gracz rozpoczyna grę z pięcioma pionami swego koloru umieszczonymi w bazie. Ruch wyznaczany jest przez rzut czterema dwuściennymi kośćmi – w pierwotnej wersji były to ziarna kukurydzy zaczernione po jednej stronie lub ziarna specjalnej odmiany, których jedna strona jest biała, zaś druga żółta. Wartość rzutu to liczba oznaczonych stron skierowanych do góry; jeśli wszystkie kości upadną nieoznaczoną stroną ku górze oznacza to ruch o 5 pól. Tura gracza polega na rzucie kośćmi i poruszeniu się jednym ze swoich pionów. Gdy pion gracza ma wylądować na polu zajętym już przez pion przeciwnika umieszczany jest na tym pionie, przejmując kontrolę nad stosem. Podobnie pion przeciwnika stając na polu ze stosem kontrolowanym przez gracza, umieszczany jest na górze i sam kontroluje stos. Piony poruszają się w kierunku miasta przeciwnika i mogą zmienić kierunek jedynie gdy dotrą do ostatniego pola przed tym miastem lub dokonają pojmania piona lub stosu przeciwnika. Celem gry jest dotarcie kontrolowanym stosem z powrotem do własnej bazy. Wygrywa ten z graczy, który pojmie lub odrzuci z gry wszystkie piony przeciwnika.

Istnieje wiele wariantów zasad gry w puluc. Niektóre źródła podają, że gdy stos dotrze do końca toru – a więc wrogiego miasta – tam kończy swój ruch i dekomponuje stos zwracając własne piony do bazy oraz odrzucając z gry piony przeciwnika z kontrolowanego stosu. Warianty gry pozwalają też na zwiększanie lub zmniejszanie wielkości „planszy”, liczby pól toru gry, liczby pionów, rozgrywanie gry na różną liczbę graczy (drużynowo).

Trudno chyba mówić o jakichś poważnych strategiach gry w puluc, gdy wszystko wydaje się tu zależeć od losowości rzutu kośćmi. Pewne znaczenie ma prawdopodobieństwo wyrzuconych wyników – najłatwiej uzyskać wynik dwa, najtrudniej cztery lub pięć. Dzięki tej wiedzy można starać się odpowiednio umieszczać własne piony decydując który z nich poruszymy – albo by chronić się przed pojmaniem albo by przygotować sobie pozycję do ataku. Stosy mogą być przejmowane raz za razem, warto więc tak rozplanować pozycje wszystkich swoich pionów, by móc ponownie przejąć stos zagarnięty przez przeciwnika. Inne decyzje mogą dotyczyć tego, czy poruszać się szybko samotnym pionem w głąb toru gry, czy poruszać się powoli całą grupą pionów, które będą wzajemnie się zabezpieczać.

Wrażenia z rozgrywki – co za heca!

Współczesne wersje zestawów do puluc tworzone są zazwyczaj jako wersje dwuosobowe, ale tradycyjnie gra była rozgrywana drużynowo, gdzie każdy z graczy kontrolował jeden lub kilka pionów w swoim kolorze. Choć sama bawiłam się nią właśnie w wersji dwuosobowej uważam, że puluc ma ducha gry wieloosobowej. Lepiej ukazuje wówczas atmosferę wojny i zmiennych wojennych kolei losu pojedynczego pionka; wzbudza więcej emocji. Choć gra jest prosta do bólu, to wywołuje wiele śmiechu i zaskoczenia zmieniającą się co chwila sytuacją. Gra bywała ponoć rozgrywana w grupach nawet trzydziestoosobowych, zaś przy rozgrywkach uwzględniających kilka wariantów mogła potrwać nawet kilka godzin. Mnie najbardziej rozbawiło ciągłe zyskiwanie i tracenie kontroli nad pionami, oczekiwanie na wynik rzutu i zaklinanie pozytywnego wyniku. Mimo pewnych podstawowych strategii, które można w niej zastosować, dominuje poczucie rzucania się w wir walki na hura!; podkreślony jest jej charakter rozrywkowy.

 

 

Puluc to gra dająca wrażenie gry imprezowej. Myślę, że współczesnego gracza może zainteresować głównie przez swą historię i pochodzenie oraz odniesienia do kultury ludów Mezoameryki. Wiele osób zaciekawi się nią dzięki walorom estetycznym, a nawet artystycznym. Współczesne wersje mogą spodobać się entuzjastom oryginalnie zdobionych gier tradycyjnych. Sam przebieg gry – która przy odpowiedniej liczbie pionów i wielkości planszy może być rozgrywana w większym gronie, drużynowo – może budzić wesołość. Podczas gry w puluc szybko zmienia się sytuacja, zaskakuje jej dynamika, a zwroty akcji przyprawiają o zawrót głowy. Taka prawdziwa gra dla hecy.