Ubongo 3D – trzy wymiary satysfakcji

Ubongo 3D to kolejna gra Grzegorza Rejchtmana, autora całej serii gier Ubongo, osadzona tym razem w przestrzeni trójwymiarowej. Gra wydana została właśnie przez Egmont w polskiej wersji językowej. Przeznaczona jest dla 1 – 4 graczy.

W pudełku znajdziemy 72 plansze z 671 różnymi zadaniami o czterech poziomach trudności. Standardowy zestaw uzupełniają kolorowe kryształki – klejnoty będące punktami zwycięstwa, mała klepsydra oraz planszetka służąca jako licznik rund. Najważniejszym elementem tej gry są jednak klocki: w czterech kolorach, o różnych dziwnie powyginanych kształtach. To one zapewnią nam zupełnie niestandardową zabawę na długi czas.

Rozgrywka toczy się przez 9 rund. Gracze otrzymują dziewięć plansz zadań i osiem  klocków – w czterech kolorach i różnych kształtach. Rzut kostką wskaże, które z zadań widocznych na planszy należy wykonać. Ubongo 3D, podobnie jak Ubongo klasyczne, polega na wykonywaniu zadań na czas, odmierzany piaskiem przesypywanym w klepsydrze. Gracz najpierw musi wyszukać trzy lub cztery klocki odpowiednie do wskazanego zadania, a następnie ułożyć je na pustych polach swojej planszy tak, by zapełnić dokładnie dwie warstwy. Kto wykona zadanie, krzyczy „Ubongo”. Najszybsi gracze zdobywają klejnoty – pobierane z toru rund i losowane z woreczka. Na końcu rozgrywki gracze sumują wartość punktową posiadanych klejnotów. Zwycięża ten, komu udało się zdobyć te najcenniejsze, lecz wcale nie punkty zwycięstwa przynoszą w tej grze największą satysfakcję…

 

Rozgrywka

– Hmm… to trudne jest…

– No, moje też…

– O już chyba wiem… A nie.

– Przesypał się już piasek, wiecie?

– No co ty, już?

– To bez sensu.

– A tak może być?

– Nie, no przecież nie może zwisać nad pustym.

– To inaczej się nie da. Obróć tę klepsydrę jeszcze raz

– Już trzecia przecież leci.

– Masakra. Tego nie da się ułożyć.

– Na pewno wzięłaś właściwe klocki?

– UBONGO!

– Udało ci się? Moje jest chyba trudniejsze. Tu jest coś nie tak, ciągle jakiś mi wystaje.

– Ułożyć ci?

– Nie, ja sama! … No dobra ułóż, już mnie głowa boli.

– Hmm… to trudne jest…

– Mówiłam przecież…

– Na pewno wzięłaś właściwie klocki??

 

Wrażenia

Nareszcie! Nareszcie gra, która odrywa mnie od płaskiego świata i daje rzeczywiście poważne wyzwanie umysłowi. Lubię gdy gry planszowe wychodzą poza płaszczyznę. Taluva, Torres, Java – wszystkie te tytuły zawsze angażowały mnie szczególnie. Ubongo 3D nie wprowadza już żadnej fabularnej otoczki, lecz oferuje graczom czysto abstrakcyjną zabawę w trzech wymiarach. Aj, jakie to jest przyjemnie trudne!

Po przeczytaniu zasad sądziłam, że zadania 3D nie będą wymagały jakiegoś ponadprzeciętnego wysiłku, a charakter rozgrywki nie będzie znacząco odbiegał od wrażeń z klasycznego Ubongo. Przecież do zapełnienia mamy zaledwie dwie warstwy układanki. Ileż może być sposobów na połączenie trzech czy czterech klocuszków ze sobą i wpasowanie ich w kratki planszy? Jednak tutaj musimy patrzeć inaczej i myśleć inaczej. Dotychczas miałam chyba przesadzone mniemanie o możliwościach ludzkiego umysłu. Nagle okazało się, że pozornie nieskomplikowana dwupiętrowa konstrukcja sprawia wszystkim sporą trudność.

Żeby tego było mało, konieczność wykonywania zadań w czasie rzeczywistym wprowadza dodatkowy stres do rozgrywki i jak to ze stresem bywa, niektórych graczy on motywuje, a innych rozprasza. Ubongo 3D to nie jest gra dla każdego. Choć docenić trzeba fakt, że zasady i elementy gry dobrano tak, by zachęcić do niej jak najszersze grono osób. Plansze zadań podzielono na cztery poziomy trudności i można ich używać w tej samej rozgrywce, by wyrównać szanse osób o różnych poziomach zaawansowania. Sposób punktowania wykonanych zadań wprowadza też element losowości, dzięki czemu nawet najsłabszy gracz może mieć poczucie, że ma jeszcze o co walczyć. Przyjemna oprawa gry i kolorowe klocuszki mogą kojarzyć się z zabawami z dzieciństwa. Trudno byłoby jednak nazwać tę grę powrotem do dzieciństwa. Dzieciństwo większości z nas nie było tak frustrujące… Mimo wszystko lepiej, by gracze siadający do rozgrywki mieli mniej więcej podobne zdolności myślenia w trójwymiarze. Lub też podobną zaciętość i upór w dążeniu do odnalezienia rozwiązania.

Tym, co szczególnie podoba mi się w Ubongo 3D jest fakt, iż wyraźnie czuję, że robię postępy. Szukam nowych rozwiązań, zaczynam myśleć inaczej, łatwiej obracam całą bryłę w wyobraźni. W końcu widzę matrix. Wbrew pozorom poszukiwanie właściwego rozwiązania wcale nie musi polegać na przypadkowym dopasowywaniu do siebie klocków, na zasadzie: „a nuż się uda”. Z czasem na pierwszy plan wysuwają się zręczne palce wyobraźni, a na drugi plan schodzą zręczne palce rąk. Całkiem szybko nabieramy wprawy w tym typowo abstrakcyjnym myśleniu.

Jednak te wszystkie walory mają też swoje ciemniejsze strony. Zadania są naprawdę wciągające i zachodzą za skórę tak bardzo, że nikt nie godzi się z tym, by nagle zaprzestać  prób i odłożyć je na bok. A zgodnie z zasadami gry, po dwukrotnym przesypaniu się piasku w klepsydrze, runda dobiega końca i gracze powinni przystąpić do rozwiązywania kolejnego zadania. Przyznam, że w moich rozgrywkach nikt się tych reguł nie słuchał. Ważniejsze było samo rozkminianie zadania i znalezienie rozwiązania. Prawdziwą nagrodą nie były kryształki punktów zwycięstwa, tylko to cudowne uczucie dopasowania ostatniego elementu układanki.

W gronie doświadczonych graczy lepiej sprawdzał nam się drugi system końcowego punktowania zaproponowany w instrukcji, eliminujący losowość dociągu klejnotów z woreczka. Natomiast w każdym gronie, zdecydowanie lepiej sprawdziła się klepsydra trzy razy większa niż ta dostarczona w pudełku z grą. Mała klepsydra Ubongo 3D wyznacza czas na ułożenie każdego zadania na zaledwie 60 sekund, co w przypadku zadań wykorzystujących cztery klocki niepotrzebnie frustrowało graczy.

Podoba mi się, że Ubongo 3D, będąc w sumie grą polegającą na samodzielnym i z pozoru samotnym układaniu kolejnych łamigłówek, angażuje wszystkich graczy przy stole i daje wyraźne odczucie wyścigu. Powiedziałabym też, że raczej dostosowuje swój charakter do charakterów graczy. Może być dość luźną zabawą w układanie łamigłówek, może być zabawką edukacyjną, i może być całkiem stresującą rywalizacją. Doskonale sprawdza się też w rozgrywkach solo i próbach pobicia własnego wyniku. Możemy starać się wykonać jak najwięcej zadań w ciągu wyznaczonego czasu lub – odwrotnie – w jak najkrótszym czasie ułożyć określoną liczbę zadań.

 

Ubongo 3D sprawiło mi wyjątkową frajdę i dało wiele satysfakcji. To tytuł o wyjątkowej regrywalności, a przy tym prawdziwe wyzwanie dla umysłu. Bawię się nią teraz codziennie i wciąż dostarcza mi satysfakcji z ułożenia każdej trudnej zagadki. Rozgrywka w wieloosobowym składzie cieszy, gdy udaje nam się wykonać zadanie pod presją czasu i szybciej od przeciwników, zaś rozgrywka solo pozwala zauważalnie rozwinąć swój zmysł przestrzenny. Całości dopełnia ładne, kolorowe i przyjazne wykonanie. Bardzo polecam ten tytuł osobom szukającym wyzwań w grach i tym, które ponadprzeciętnie cenią pokonywanie trudności w trójwymiarowej rzeczywistości.

 

Dziękuję Wydawnictwu EGMONT za przekazanie gry do recenzji

 

  • Edyta, bardzo fajny tekst, jak zwykle dobrze się go czyta. Przyznam, że czuję się zachęcony twoją recenzją do sprawdzenia na sobie, jak dobrze poradzę sobie z trójwymiarowymi układankami (choć kiedyś odrobinę udało mi się poćwiczyć, gdy z własnymi dziećmi rozwiązywałem układanki z Trzech Tracków 😉 ).

    • A powiem Ci, że gra jest doskonała, żeby właśnie tak sprawdzić samego siebie. Można się bardzo zdziwić: niektórzy są zaskoczeni jak ciężko jest im ułożyć cokolwiek, inni wręcz przeciwnie – odkrywają że mają talent w tym kierunku 🙂 W sumie normalnie nie mamy zbyt wielu okazji, żeby trójwymiarowe myślenie poćwiczyć. Gra bardzo wciąga, najpierw trudno się oderwać, ale potem czuć już też wysiłek umysłowy.