Sherlock Holmes – zestawienie trzech części przygód bandy z Baker Street

Bardzo oryginalna gra paragrafowa pochodząca jeszcze z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, ku uciesze fanów przygód wielkiego detektywa, została wreszcie wydana w języku polskim. Wydawnictwo Rebel uraczyło nas szkarłatnym pudłem noszącym tytuł: Sherlock Holmes. Detektyw doradczy – Zagadka Kuby Rozpruwacza i Przygody na West Endzie.

Czekałam na to pudło i ja, bo książki o przygodach Sherlocka Holmesa towarzyszyły mi od dzieciństwa, zaś pierwszą grą z tej serii, autorstwa Gary’ego Grady’ego, Suzanne Goldberg i Raymonda Edwardsa, cieszyłam się już kilka lat temu. Było to wydanie anglojęzyczne, od Ystari Games z 2012 roku, zawierające dziesięć niezależnych spraw, znane teraz jako Sherlock Holmes Consulting Detective: The Thames Murders & Other Cases. O moich pierwszych wrażeniach i pierwszym zetknięciu się ze specyfiką gry możecie poczytać tutaj. Kolejne zagadki z tamtego pudła rozgrywałam sama, bo bariera językowa była zbyt duża, by traktować tę grę jako typową grę kooperacyjną. Już wówczas marzyłam jednak o polskojęzycznym wydaniu. Kilka lat później natknęłam się na dodatek do gry, będący wznowieniem dodatku do przygód Sherlocka z lat 80-tych, pt. The Mansion Murders, wydany w 2014 roku przez Edge Entretainment jako Sherlock Holmes: Carlton House. Znów prowadziłam swe śledztwa samotnie i ciągle czekałam z nadzieją na polską edycję tej gry. Ta pojawiła się w tym roku, jako pudło z zupełnie nowymi dla mnie zagadkami – Przygody na West Endzie to wznowienie Sherlock Holmes: West End Adventures z 1995 roku, zaś Zagadka Kuby Rozpruwacza jest oddzielną kampanią, autorstwa Jerome Roperta. W końcu mogłam rozegrać Sherlocka Holmesa kooperacyjnie. W ostatnich trzech latach Space Cowboys wznowiło wymienione tu trzy części gry w języku angielskim, z różnymi drobnymi zmianami w stosunku do oryginalnych zestawów spraw sprzed trzydziestu lat. Trudno już być może się w tych wznowieniach, reedycjach i wersjach językowych połapać, ale w tym wpisie zamierzam przedstawić tylko krótkie zestawienie i porównanie trzech głównych części Sherlocka Holmesa: zestawu SHCD The Thames Murders, zestawu spraw SHCD Carlton House oraz wydanych właśnie po polsku – Przygód na West Endzie i Zagadki Kuby Rozpruwacza.

Celem gry jest rozwiązanie spraw kryminalnych znajdujących się w każdym zestawie, a przy okazji próba pokonania Sherlocka Holmesa, który w rozwiązaniu każdej z zagadek objaśnia nam swój tok rozumowania i z irytującą chełpliwością odkrywa jak niewiele lokacji odwiedził, by wysnuć właściwe wnioski. Jako gracze wcielamy się tutaj w członków gangu z Baker Street, pomocników detektywa, próbujących rozwikłać przedstawione sprawy o własnych siłach. Dokładny sposób działania gry przedstawiłam we wspomnianym już wpisie o pierwszej części Sherlocka; tutaj chcę skupić się tylko na podstawowych różnicach, charakterystycznych cechach i pobieżnych wrażeniach z rozgrywek w każde z trzech pudeł.

Tekst ten nie zawiera spoilerów dotyczących poszczególnych spraw, ale zawiera ogólne wrażenia z rozgrywek w każdą z trzech części.

 

Po otwarciu pudełka – wrażenia z pierwszego zetknięcia z grą

Sherlock Holmes Consulting Detective (Ystari Games, 2012) to dziesięć niepowiązanych spraw, wśród których znajduje się również zagadka The Thames Murders, która z czasem dała nazwę całemu zestawowi. To również moje pierwsze zetknięcie się z tym systemem gier, pierwsze zanurzenie w niesamowity klimat londyńskich ulic epoki wiktoriańskiej. Byłam tą grą zupełnie oczarowana. Oczarowana zarówno sposobem rozgrywki, koniecznością czytania masy tekstu, samodzielnej dedukcji, podejmowaniem decyzji, wolnością jaką mamy w grze, by odkrywać co tylko dusza zapragnie. Jak i wykonaniem i zawartością pudła: klimatycznymi, pożółkłymi, jakby poplamionymi zeszytami spraw oraz wielkimi płachtami gazety The Times. W angielskojęzycznym wydaniu od Ystari Games dokuczały mi jedynie drobne literówki i nie tak drobne pomyłki przy oznaczeniach głównych informatorów i ich lokacji na mapie. Gdy porównuję teraz ten zestaw z kolejnymi pudłami gry, rzuca się w oczy, iż jest to zestaw najmniej czytelny: czcionka użyta w zeszytach zagadek jest jednak trudna do czytania i aż nazbyt wiktoriańska, a pożółkłe strony też nie ułatwiają nam zadania. Plusem tego wydania jest wprowadzenie zawarte w instrukcji, w którym mamy możliwość dobrze poznać wszystkich naszych informatorów i współpracowników – w fabularyzowany sposób Holmes przedstawia nam każdego z lekarzy, kryminologów, prawników, dziennikarzy, którzy mogą – nie muszą – służyć nam wskazówką podczas przyszłych śledztw.

Sherlock Holmes Carlton House (Edge Entertainment, 2014) zawiera pięć spraw, które rozgrywają się w jednej konkretnej lokacji Londynu, rezydencji Carlton House (znajdującej się przy Eaton Place – 100 Płd. Zach.) oraz trzy sprawy niezależne, rozgrywane według reguł pierwszej części gry. SHCD Carlton House w wydaniu od Edge Entertainment był dodatkiem do gry podstawowej, bo wymagał użycia mapy Londynu zawartej w pierwszym pudle. Dodatkowo, gracze muszą korzystać z planów samej rezydencji – tytułowy Carlton House to trzypiętrowy pałacyk z mnóstwem pokojów, salonów, schodów, wejść, okien, pokojów dla służby, kuchni, spiżarni i korytarzy. Dlatego tutaj, poza ślęczeniem nad mapą Londynu będziemy wpatrywać się też w szczegółowy plan każdej kondygnacji. To zdecydowanie nie ułatwia naszego zadania.

To konkretne wydanie Edge Entartainment, które mam, nie jest najszczęśliwsze. Poszczególne sprawy nie stanowią odrębnych zeszytów, jak w pozostałych częściach gry, lecz zebrane są w dwie książki – jedną zawierającą pięć spraw, które toczą się w rezydencji i drugą z trzema niezależnymi sprawami. To bardzo męczące rozwiązanie, bo często przy sprawdzaniu kolejnych wątków śledztwa zdarza się niechcący przeskoczyć do innej zagadki i przeczytać paragraf nie należący do bieżącej sprawy. Pod względem samego wydania i użyteczności do rozgrywki to zdecydowanie najsłabszy pomysł wydawniczy.

Sherlock Holmes. Detektyw doradczy: Zagadka Kuby Rozpruwacza & Przygody na West Endzie (Rebel, 2019) to dziesięć spraw podzielonych na dwie części. Cztery pierwsze sprawy tworzą całość i kampanię o Kubie Rozpruwaczu i należy je rozgrywać w kolejności, a powstrzymanie sprawcy będzie możliwe dopiero po rozwiązaniu czwartej sprawy; dodatkowo korzystamy tu również ze specjalnej mapy dzielnicy Whitechapel. Sześć kolejnych spraw nie jest powiązanych ze sobą i toczy się na głównej mapie Londynu. Polskie i nowe wydanie Detektywa doradczego rzuca się w oczy dzięki żywym, już nie tak mrocznym kolorom, jakie były udziałem poprzednich części. Jest też zdecydowanie najbardziej przyjazne graczowi od strony rozwiązań graficznych. Zrezygnowano z mocno zażółconych stron, nieczytelnej lub maciupeńkiej czcionki – wszystko tu jest jasne i wyraźne – i wcale nie rujnuje to nastroju schyłku XIX wieku. Bardzo fajnym pomysłem jest umieszczenie rozwiązań zagadek i punktacji końcowej w zamkniętych kopertach przytwierdzonych do ostatniej strony każdego zeszytu. To uniemożliwia przypadkowe zerknięcie na rozwiązanie przy przeglądaniu wątków sprawy. W tym zestawie poza standardowymi płachtami The Times dostajemy też wydania innych gazet: Police News, a czasem wieczorne wydanie Pall Mall Gazette, co też fajnie urozmaica rozgrywki. Oraz last, but not least – polskie tłumaczenie gry jest znakomite! Sherlock Holmes Consulting Detective to gra bardzo specyficzna i wyjątkowo ciężka do przetłumaczenia, bo składa się prawie wyłącznie z tekstu. Do tego jest to tekst napisany w oryginale świetnie i wartko, z klimatem i humorem, zachowujący koloryt epoki. Myślę, że tłumaczenie polskiej edycji znakomicie oddaje drobiazgowość i potoczystość oryginału.

 

Po pierwszych rozgrywkach – co wyróżnia każdą z części gry

Nie rozwiązałam dotąd wszystkich spraw z każdego pudełka. Bardzo świadomie pozostawiłam sobie ostatnie sprawy na deser, na przyszłość. Nie chcę jeszcze rozstawać się z tą grą. To co najbardziej lubię w grach serii Sherlock Holmes Consulting Detective to fakt, iż można traktować je jak prawdziwe sprawy – rzeczywiste śledztwa, w których wczuwam się w rolę detektywa. Zastanawiam się, co naprawdę bym zrobiła w przedstawionej sytuacji i od czego rozpoczęła poszukiwania. Tak jak napisano we wstępie do londyńskiej książki adresowej, należy korzystać z tego co oferuje miasto, tak, jak robił to Holmes: korzystać z informacji z gazet, bibliotek, zasłyszanych od ludzi. Mi najbardziej podoba się odrębność każdej ze spraw; fakt, że każdorazowo zostajemy wrzuceni w inne środowisko i poznajemy różne oblicza ówczesnego Londynu. Jednocześnie musimy trzymać rękę na pulsie, żyć życiem XIX-wiecznego mieszczucha i raczej nie stronić od codziennej lektury prasy. A nuż to, co przeczytaliśmy kilka tygodni temu da nam jakąś wskazówkę w dzisiejszym śledztwie. Dzięki temu rozwiązaniu zatapiamy się w świecie Sherlocka na dłużej, nie tylko na czas jednej sprawy, którą rozwiążemy ze znajomymi po powrocie z pracy. Dodatkowo, sama bardzo lubię pracę z mapą. Fakt, że jest to Londyn – miasto, które lepiej lub gorzej, zna prawie każdy – też pozwala na większe zaangażowanie w grę. Łatwiej i przyjemniej chodzi się po uliczkach, które choć nieco się zna i kojarzy, a w miarę rozwiązywania kolejnych spraw, coraz pewniej czujemy się nawet w najbardziej zamglonych zaułkach. Dlatego też dziesięć spraw z zestawu Thames Murders, który poznałam jako pierwszy, do dziś cenię bardzo wysoko.

 

Zestaw Carlton House jest szczególnie charakterystyczny. Rezydencja Carlton House to pałac przeznaczony na wynajem – stąd w różnych okresach czasu zamieszkują go różni ludzie. Poszczególne pokoje mogą w różnych sprawach służyć innym celom; inaczej rozlokowani są  służący; zaś sam pałac bywa też miejscem różnych wydarzeń i spotkań towarzyskich. Dlatego na początku każdej rozgrywki czeka nas nieco żmudnego rozpracowywania planów usytuowania pokojów tytułowej rezydencji. Odrobinę sztuczny jest też sam pomysł na niezależne sprawy toczące się zawsze w jednym pałacu, za każdym razem z innym zestawem mieszkańców lub gości. Podobnie jak w zwykłych sprawach, wprowadzenie do nowej zagadki otrzymujemy w gabinecie Holmesa, lecz potem od razu udajemy się do siedziby Carlton House, zawsze pod adres 100 Płd. Zach., gdzie jesteśmy świadkami kolejnych wydarzeń danej sprawy. Ten wątek jest darmowy w każdym śledztwie, lecz zwykle też bardzo rozbudowany szczegółami. W sprawach Carlton House mamy zazwyczaj wiele punktów zaczepienia, a ja najbardziej lubię uczucie frustracji i poczucie zablokowania śledztwa w punkcie bez wyjścia. Mimo to, początkowo miałam wrażenie pewnej duszności w Carlton House, bo nie chciało mi się śledzić wszystkich możliwych przejść i połączeń pomiędzy pomieszczeniami rezydencji. Lepiej czuję się na otwartych przestrzeniach. Na szczęście również w tych sprawach nie możemy zapomnieć o mapie Londynu i wciąż możemy poruszać się po mieście i tam szukać wskazówek. Czy więcej podpowiedzi znajdziemy akurat w rezydencji, czy jednak na ulicach miasta – decyzja na poprowadzenie śledztwa znów należy do nas – Carlton House jest po prostu dodatkowym, bardzo rozbudowanym miejscem do prowadzenia własnych dociekań. Przy okazji warto zaznaczyć, że SHCD Carlton House pomyślany był jako dodatek do pierwszej części SHCD Thames Murders, zatem wskazane jest sięgać po zagadki w rezydencji dopiero po przejściu dziesięciu spraw podstawowych.

 

Przejdźmy teraz do Detektywa doradczego, tak długo oczekiwanego zestawu, który ukazał się też w języku polskim. Już instrukcja poucza nas, by rozpocząć przygodę z tym pudełkiem od spraw West Endu, niezależnych od siebie, a kampanię Kuby Rozpruwacza pozostawić na koniec. To dobra rada.

Z sześciu spraw Przygód na West Endzie rozwiązałam dotąd trzy i uważam, że są świetne. To zagadki pomyślane z rozmachem, z humorem, poprowadzone szeroko, z mnóstwem ciekawych sytuacji. Wyraźnie czułam jak jedna z zagadek nas przerasta, rozszerza się i pęcznieje, i wymaga od nas całej możliwej wiedzy o ówczesnym Londynie. W innej, dyskusja nad sprawą toczyła się cały dzień, najpierw przy kawie, a potem przy kolejnych posiłkach i przy zajęciach domowych, tak jakby działa się tu i teraz oraz stanowiła główny przekaz medialny dnia. Tu dopiero odkryłam jak znakomicie rozgrywa się ten tytuł w kooperacji oraz o ile łatwiej i zabawniej jest w ten sposób bawić się grą.

Potem postanowiłam rozpocząć kampanię Kuby Rozpruwacza. Udało nam się przejść przez dwie pierwsze broszury tej kampanii. Cała kampania dotyczy czterech nocy, podczas których dokonano morderstw i oparta została na znanych z historii faktach o zbrodniach seryjnego mordercy. To było jak zejście do innego świata, do świata nędzy i upodlenia. Spory szok. Warto bowiem przyznać, że zarówno dotychczasowe zagadki z pudełek Sherlock Holmes Consulting Detective, jak i opisy przygód wielkiego detektywa pióra Arthura Conan Doyle’a, to historie mimo wszystko dość lukrowane i tajemnicze, które toczą się wśród brytyjskiej socjety i pełne są arystokratycznego blichtru. Chociaż dotyczą zbrodni i przestępstw, dzięki tej nostalgicznej otoczce z przyjemnością się je czyta. Toteż nagłe wejście w świat tzw. nizin społecznych wschodniego Londynu było dla nas niczym kubeł zimnej wody. Początkowo starałam się potraktować tę zmianę jako interesujący zwrot w fabule gry i ożywczy haust prawdziwego życia dziewiętnastowiecznego miasta. Lecz potem było już tylko gorzej.

Kampania Kuby Rozpruwacza jest w mojej ocenie bardzo brutalna i niepotrzebnie aż tak realistyczna. Dobrze, że w instrukcji i w zeszytach spraw znalazły się ostrzeżenia o jej brutalności. Na pewno nie nadaje się do rozgrywania z dziećmi, czy nawet osobami bardziej wrażliwymi. Sama uważam, że nie jest to dobry pomysł na grę, bo rozgrywki powinny nam jednak dawać jakąś przyjemność. Ogromną siłą książek i gier z serii Sherlocka Holmesa było zawsze oparcie na logice i dedukcji, nie zaś na epatowaniu drastycznymi detalami zbrodni. Że zacytuję samego Sherlocka Holmesa: „Zbrodnia jest pospolita. Logika jest rzadka”. W tej kampanii bardzo wyraźnie czuć, że jej autorem jest ktoś inny – nie ma już tego polotu, nie jest tak ciekawie, jak w pozostałych, odrębnych zagadkach. My, po przejściu dwóch broszur tej kampanii, nie mamy ochoty jej kontynuować, a mi było nawet trochę niedobrze. Co gorsze, gdybym rozpoczęła swoją przygodę z Sherlockiem od tych właśnie spraw, myślę, że nie miałabym ochoty sięgać po kolejne śledztwa i pudełka tej gry.

 

 

Podsumowując, ja bardzo polecam tę starą już grę, stworzoną jeszcze w latach osiemdziesiątych przez Gary’ego Grady’ego, Suzanne Goldberg i Raymonda Edwardsa, bo pozwala wejść w klimat dawnego Londynu i stać się częścią bandy pomocników Sherlocka Holmesa. Ani książki, ani filmy o wielkim detektywie nie przeniosą nas aż tak przekonująco w ten zapomniany już świat. Poza, bardzo moim zdaniem słabą i nie pasującą do innych, częścią Zagadka Kuby Rozpruwacza, wszystkie pozostałe przedstawione tu części gry są godne rekomendacji. Co więcej, polecam je w różnych wersjach językowych, bo uważam, że nawet samotne rozgrywki w Sherlock Holmes Consulting Detective są jednym z ciekawszych sposobów na doskonalenie języka obcego. Z kolei, polska edycja Przygód na West Endzie jest wyśmienitą sposobnością do rozgrywek kooperacyjnych. Dawno tak się nie ucieszyłam z polskiego wydania jakiejś gry.

 

 

0 Udostępnień