Haru Ichiban, czyli pierwszy wiosenny wietrzyk

Haru Ichiban to gra, która przyciągnęła mnie do niewielkiego francuskiego stoiska Blackrock Editions obietnicą spokoju i relaksu emanującą z okładki. Wprost z gwaru essenowych targów weszłam w świat japońskiego ogrodu, w którym na błękitnych wodach sadzawki muskanej lekko przez wiatr rozkwitł właśnie pierwszy czerwony nenufar. Dwójka wesołych staruszków mrużąc oczy w promieniach słońca przygląda się temu zjawisku z zadumą. Okładka jak z japońskiej bajki, po odwróceniu okazała się być planszą do dwuosobowej gry autorstwa Bruno Cathali.

Po pierwszej testowej rozgrywce wiedziałam już, że ogródek ten nie jest aż tak spokojny jak narysowano, a zmrużone oczy japońskich dziadków to efekt złośliwego usposobienia, a nie oślepiającego słońca. Na niebieskich wodach planszy toczy się zacięta rozgrywka, o to który z graczy otrzyma zaszczytny tytuł cesarskiego ogrodnika.

Grę rozpoczynamy siadając nad sadzawką, na której unosi się 16 zielonych liści lilii wodnych, z których jeden obrócony jest ciemniejszą stroną ku górze. Każdy z graczy posiada 8 kwiatów nenufarów w swoim kolorze, które na spodniej stronie ponumerowane są od 1 do 8. Po przetasowaniu żetonów kwiatów każdy z graczy wybiera losowo trzy z nich i umieszcza przed sobą, tak by widział cyfry im przypisane, niewidoczne jednak dla przeciwnika.

Celem gry jest ułożenie z kwiatów własnego koloru wzoru, który przyniesie nam punkty. Uformowanie czterech kwiatów w kwadrat przyniesie 1 punkt, ułożenie ich w linii prostej lub po przekątnej przyniesie odpowiednio 2 lub 3 punkty, zaś ułożenie w jednej linii pięciu nenufarów da od razu 5 punktów. Gdy tylko któryś z graczy uformuje daną figurę runda kończy się i przechodzimy do następnej; gdy jeden z graczy zgromadzi w końcu 5 lub więcej punktów zostaje zwycięzcą.

Gracze równocześnie wybierają jeden z trzech żetonów kwiatów przed sobą i odsłaniają jego numer. Gracz z wyższą cyfrą na czas tej tury staje się Dużym Ogrodnikiem, ten z niższą – Małym. I zgodnie z przypisaną rolą gracze wykonują naprzemiennie następujące akcje:

  • Mały Ogrodnik umieszcza automatycznie kwiat swojego koloru na jedynym ciemnym liściu na planszy
  • Duży Ogrodnik umieszcza swój kwiat na dowolnym wybranym przez siebie zielonym liściu
  • Mały Ogrodnik wykorzystując podmuch wiosennego wiatru przesuwa jeden z liści lub całą kolumnę liści o jedno pole
  • Duży Ogrodnik przewraca jeden z wolnych zielonych liści ciemną stroną do góry

Następnie zaczyna się nowa tura – każdy z graczy dobiera losowo nowy żeton z cyfrą, tak by zawsze wybierać spośród trzech.

Jeśli na początku tury gracze wybiorą i odkryją kwiaty z identycznymi numerami, gracze automatycznie umieszczają je na tych liściach na planszy, na których znajdują się żaby (zaś żetony żab umieszczają na innych dowolnych liściach w sadzawce).

Ta gra rzeczywiście ma w sobie coś z mocy nadchodzącej wiosny. Jest bardzo efektowna, oczy się do niej śmieją, błękit planszy, zielone listki, kolorowe kwiaty – aż chce się wyciągnąć łapy, dotknąć, poukładać te wzorki. Coraz bardziej podoba mi się trend w grach logicznych, by ich powagę, ich abstrakcyjność ukryć za przystępną powłoką, przyciągnąć wzrok, otumanić kolorami, zmylić lekkim zabawnym tematem. Ośmiela to nowych graczy, a ludziom zaprawionym już w logicznych bojach daje poczucie odświeżenia gatunku.

Cały czas zachwyca mnie też to, ile różnych gier i historii można zlokalizować na zwykłej planszy o wymiarach 5 na 5 pól. Haru Ichiban to niby tylko gra polegająca na układaniu punktujących wzorów, ale cały myk polega na tym, że gracze próbują stworzyć je na tej samej przestrzeni – stworzyć własny wzór niszcząc jednocześnie wzór drugiego gracza. Sadzawka staje się żywym organizmem, który cały czas porusza się właśnie za sprawą tytułowego wiosennego wiatru. Kluczowe jest bicie się o role Dużego bądź Małego Ogrodnika i zaplanowanie sobie kolejnej tury, przewidzenie w kogo będzie chciał wcielić się przeciwnik. Mały Ogrodnik, choć nie ma wielkiego wyboru przy układaniu nowego żetonu, ma ogromną moc dzięki możliwości przesunięć na planszy – jeden podmuch wiatru może namieszać tu koncertowo. Duży Ogrodnik jest poważniejszy i podejmuje poważne, długofalowe decyzje: gdzie umieścić swój kwiat, który liść rozkwitnie w następnej turze. Właściwe rozegranie tych ról jest istotą gry. Ważne też będzie zapamiętanie jakich numerów pozbył się drugi gracz i zaplanowanie kolejności użycia własnych. Gra, dzięki wdzięcznemu tematowi, sprawia wrażenie lekkiej, ale zaplanowanie swojej strategii, myślenie kilka ruchów do przodu i jednocześnie potrzeba szybkiej adaptacji do tego, co nawyczyniał przeciwnik już takie lekkie i proste nie jest.

Haru Ichiban to szybka, łatwa do wytłumaczenia gra logiczna z bardzo efektownym tematem i wrażeniem świeżości. Wymaga jednej do kilku rozgrywek, żeby ją ‘poczuć’, nauczyć się operować rolami i mocami Ogrodników. Zamiana ról i zaplanowanie, kiedy jaką z nich przybrać i jak zarządzać ośmioma żetonami kwiatów jest najciekawszym elementem rozgrywki. Rozgrywka to silna interakcja, ogromna uważność na ruchy przeciwnika, ciągłe dostosowywanie się do nowej sytuacji, ciągła zmiana.

Bardzo polecam przetestowanie tego tytułu. Haru Ichiban ma pojawić się w tym roku w polskiej wersji i to może być świetna okazja, by przekonać nieprzekonanych, że logiczne może być piękne. Gra prezentowana na zdjęciach jest egzemplarzem z kolekcji przygotowanej specjalnie na zeszłoroczne targi w Essen; nie wiem, czy w podobnej formie przygotowana zostanie też edycja polska. Nie myślcie sobie jednak, że tu chodzi tylko o piękną fasadę – to naprawdę ciekawa gra, z dobrym pomysłem.