Patchwork – wzorzyście i wzorowo

Zawsze ceniłam dwuosobowe gry Uwe Rosenberga. Przyznam, że małą Agricolę – Chłopów i ich zwierzyniec – lubię nawet odrobinę bardziej od pierwowzoru; The Inland Port nie jest może tytułem lepszym od pełnowymiarowego Le Havre, ale na pewno jest ciekawą wariacją na jego temat. Krótka forma udaje się Uwe Rosenbergowi doskonale. Patchwork jest projektem zupełnie niezależnym, który pojawił się trochę znienacka i zerwał z monotematycznością farmersko – hodowlano – żywieniową. Jest też z tej trójki, w mojej ocenie, projektem najlepszym. To nowy wzór w portfolio tego autora.

Patchwork jest właściwie grą logiczną. Grą logiczną i na temat. W warstwie fabularnej  kolorowe skrawki materiału zszywamy w spójną całość. W warstwie rzeczywistej kolorowe skrawki tekturki składamy na kwadratowej planszy 9 x 9 pól w możliwie najpełniejszą grupę. To jednak nie wzory ni kształty barwnych łatek decydują o wybitności tego tytułu, ale dwie zmienne: czas i pieniądze. Pieniądze są tu co prawda reprezentowane przez niebieskie guziki, a czas odmierzany na ślimaku łaciatej patchworkowej planszy, ale nie można dać się zwieść. To aspekt ekonomiczny tej gry, poszukiwanie równowagi między ilością czasu i pieniędzy, które wydatkujemy na zdobycie kolejnego pasującego do układanki skrawka tekturki decyduje o nieprzeciętności tej gry.

Technika patchworkowa służyła niegdyś przerabianiu i naprawianiu odzieży i pościeli; ścinki i skrawki materiałów wykorzystywano tak, by jak najmniej zmarnować, a jak najwięcej „zacerować”. Podobnej oszczędności wymagać będzie od nas rozgrywka.

Szyjemy

Zasady gry są proste. Każdy z graczy otrzymuje planszę, na której tworzył będzie swoją kompozycję patchworka, zaś na środku stołu układamy planszę z torem czasu, a na okręgu wokół niej rozsypujemy tekturowe kafle (łatki) różnych kształtów i rozmiarów. Kafle różnią się też ceną (wyrażoną w guzikach), kosztem jednostek czasu (liczbą pól, o jaką gracz przesuwa swój pion na torze czasu) oraz liczbą przyszytych niebieskich guzików, które stanowić będą dochód gracza. Akcję wykonuje zawsze ten z graczy, który jest ostatni na torze czasu. Ma do wyboru jedną z dwóch czynności:

  • zakup kafelka i dołożenie go do tworzonego na swojej planszy patchworka (płacąc określoną na kaflu liczbę guzików i przesuwając się na torze czasu o wskazaną liczbę pól)
  • przesunięcie się na torze czasu na pole przed pionem przeciwnika i pobranie tylu guzików o ile pól przesunął swój pion.

Miejsce, z którego zabraliśmy kafel zaznaczamy poprzez wstawienie jasnego piona. Każdy gracz ma możliwość zakupu zaledwie jednego z trzech kafli znajdujących się przed tym pionem. Kilka pól na torze czasu zawiera pojedyncze łatki – bonusowe skrawki pozwalające wypełnić jedno pole patchworka, zaś przekroczenie pól z symbolem niebieskiego guzika pozwala zebrać dochód (równy liczbie guzików naszytych na tworzonym patchworku).

Punktujemy

Gracz kończy grę, gdy jego pion dotrze do ostatniego pola na torze czasu. Końcowa punktacja polega na podliczeniu guzików zebranych przez gracza i odjęciu od tego wyniku 2 punktów za każde puste pole na planszy gracza. Dziury w stworzonym patchworku kosztują nas więc sporo. Tak, wynik ujemny w tej grze jest możliwy. Nader prawdopodobny w pierwszych rozgrywkach.

Podziwiamy

Gra jest tak płynna, że właściwie zapominamy, że gramy. Tworzymy patchwork. Kończąc grę, kończąc ją nawet na minusie, wciąż możemy cieszyć się ze stworzonego dzieła. Wzorzysta, z trudem sklecona w całość abstrakcja z łatek naprawdę sprawia radość.

Gra wykonana jest porządnie, estetycznie. Plansze i kafle z grubej tektury, guziki też są tekturowe (ale wyglądają jak żywe!) – no cóż, tu wielbiciele oryginalności zapewne sprawią sobie jednak prawdziwy błękitny zestaw. Właściciele pasmanterii muszą zastanawiać się nad nagłą popularnością niebieskich guzików w kraju. Wzory kafli są jednak tym, co najbardziej cieszy oko, tworzy temat gry i nadaje jej sporo lekkości, takiej dziecięcej frajdy z łączenia kolorów.

Bawimy się, gramy i oceniamy

Rozgrywka trwa około 20 minut, jest szybka i przyjemna. Patchwork to prosty, genialny projekt, dosłownie dopięty na ostatni (niebieski) guzik. Został zszyty z kilku pomysłów, które razem stworzyły doskonały wzorek. Poniżej kilka cech, które najbardziej mi się w tej grze spodobały:

  • mechanizm znany już z innych gier, np. Glen More, czy Tokaido – gracze nie wykonują akcji naprzemiennie, turę rozgrywa gracz, który jest ostatni na torze czasu. Koniec toru czasu wyznacza też koniec rozgrywki dla każdego gracza. Czas jest więc w cenie, czasem musimy tu umiejętnie zarządzać, ścigamy się z nim, próbujemy „upchnąć” w nim jak najwięcej akcji;
  • konieczność gospodarowania zasobami czasu i pieniądza rodzi napięcie w rozgrywkach. Wybierając daną łatkę ponosimy koszt (w czasie i pieniądzu), który musimy dobrze przeliczyć. Musimy tak rozplanować te zasoby, by starczyło ich na wykonanie całego patchworka;
  • aspekt przestrzenny wyznaczony przez potrzebę zapełnienia całej kwadratowej planszy oraz powykręcane kształty kafli. W miarę postępów rozgrywki trudność zadania rośnie a walka o tę jedyną pasującą łatkę staje się zaciekła. Czasem nawet zabawna, gdy okazuje się, że ta wywalczona łatka jednak nie do końca pasuje do układanki… To na tym etapie gry pojawia się szybka myśl o użyciu nożyczek, by położyć kres frustracji. Ten aspekt przestrzenny gry i dopasowywanie kształtów tak, by „nie wyjść poza ramkę” jest jak powrót do dzieciństwa;
  • kontrolowanie sytuacji drugiego gracza. Patchwork nie jest pasjansem. Podebranie kafla, który jako jedyny idealnie wpasowuje się w dziurę na planszy przeciwnika jest niezbędnym elementem gry; psucie szyków oponentowi jest częścią strategii. Próba przewidzenia tego, co wybierze przeciwnik jest częścią własnego planu na grę;
  • poczucie stworzenia czegoś, bo na końcu gry mamy co podziwiać – własną twórczość 🙂

Losowość w grze ogranicza się do początkowego rozłożenia kafli łatek. Ograniczony wybór kafli do zakupu w każdej turze jest jednocześnie zaletą i wadą gry. Zaletą, bo wprowadza presję, konieczność planowania, przewidywania wyborów przeciwnika. Wadą, bo nieraz właśnie to początkowe losowe rozłożenie kafli może ograniczyć nasz wybór do zera. Gdy nie stać nas na zakup jednego z trzech kafli, musimy po prostu przesunąć pion na torze czasu, zbierając kilka guzików. Tu trzeba by zastanowić się, czy gra nie narzuca jednak nam wyboru: kupuję kafel zawsze gdy mnie na niego stać, rezygnuję tylko gdy nie mam tej możliwości. Priorytetem jest bowiem zapełnienie kaflami możliwie całej planszy. Z drugiej strony jednak wpływa to na intuicyjność rozgrywki, nikt nie marudzi nad swoim ruchem. Można oczywiście pokusić się o wypróbowanie różnych strategii, ale taka intuicyjna gra, bez dokładnego przeliczania daje naprawdę sporo zabawy. Dlatego też grę tę można polecić każdemu: nowym i ogranym graczom, wielbicielom lżejszych i cięższych tytułów. Plan na grę bywa różny: szybkie zbieranie łatek bogatych w guziki, by móc zakupić droższe kafle, wybór „mało czasochłonnych” kafelków, by móc wykonać kilka akcji z rzędu, zakup dużych kafli zapełniających większą liczbę pól, sprzątanie sprzed nosa przeciwnika pojedynczych bonusowych łatek. Ale tak naprawdę każda rozgrywka jest inna. A po kilkudziesięciu (?!) już chyba rozgrywkach gra mi się jeszcze nie znudziła.

Jedyne, w czym widzę pewien mankament tej gry, to jej temat. Szycie patchworka, to brzmi nudno. Na pierwszy rzut ucha temat nie kojarzy się z emocjami, których w grach szukamy, zaś na pierwszy rzut oka gra może wydać się niektórym… dziecinna (?) Tworzenie jakiejś kolorowej układanki, coś jak puzzle. Bo Patchwork to gra, w którą trzeba najpierw zagrać, żeby się w niej zakochać. Stąd mój apel: zmuście się, żeby w nią zagrać, wmuście ją innym siłą na stół.

Czy Patchwork może się komuś nie spodobać? Zapewne tak. Niektórym zadowolenie z pierwszych gier popsują może ujemne wyniki. Innym nie spodoba się może negatywna interakcja, gdy trafią na złośliwego przeciwnika. Komuś zabraknie emocji i będzie narzekał na oczywistość decyzji. Ale gra nieprzypadkowo zbiera wiele pochlebnych opinii – a  nuż okaże się tym brakującym, idealnie pasującym kafelkiem do waszej kolekcji gier?

  • Anna Gałaszewska

    Chyba muszę wziąć się za tą grę 🙂

    • Koniecznie! 🙂 Bardzo udany tytuł moim zdaniem, nawet się nie spodziewałam, że aż tak zaskoczy. Z gier typowo dwuosobowych to teraz jedna z najulubieńszych, razem z Mr. Jack in New York oraz Targi – choć każda jest z zupełnie innej bajki.