The Light in the Mist – wszystkie tajemnice tarota
The Light in the Mist to kolejna propozycja gry z zagadkami wydana przez PostCurious. Gra jest o tyle unikalna, że stanowi ją właściwie tylko talia kart tarota. Łamigłówkami są Wielkie Arkana: dwadzieścia dwie karty-zagadki, od Głupca do karty Świata, do których rozwiązania posłużą wskazane karty Małych Arkanów. Rozwiązaniem każdej z nich będzie słowo lub słowa, które znajdziemy w skorowidzu na końcu załączonej książeczki, z odsyłaczem do konkretnego paragrafu. Kolejne paragrafy poprowadzą nas przez historię, która toczy się w tle: opowieści o poszukiwaniu zaginionej przyjaciółki. Rozgrywka obraca się wokół podobnych pomysłów, jak opisywana tydzień temu The Emerald Flame, ale The Light in the Mist jest grą bardziej kompaktową w graniu i wciśniętą do malutkiego pudełeczka.
Autorami gry są Rita Orlov i Jack Fallows, który jest również twórcą pięknych grafik kart. W ogólnym koncepcie, karty z zagadkami mają symulować prawdziwe karty tarota i faktycznie karty Wielkich Arkanów mimo, że przedstawiają przede wszystkim zagadki do rozwiązania, to nawiązują ilustracjami do rzeczywistych znaczeń poszczególnych arkanów tarota. W pudełku gry, oprócz pięknie opakowanej talii kart, znajdziemy też książeczkę z instrukcją oraz sekcją wskazówek do poszczególnych kart, paragrafami opowieści, skorowidzem rozwiązań, a także opisem wróżbiarskiego znaczenia poszczególnych kart tarota. Do dyspozycji dostaniemy też mały zeszycik-plecaczek, którego nie wolno nam otwierać póki nie nakaże nam tego gra, lecz na którym możemy odnotować rozwiązane już zagadki oraz zapisać, jakie przedmioty znaleźliśmy podczas całej przygody.
Zaczynamy jak zwykły Głupiec
Gra opowiada historię naszej przyjaciółki, która zaginęła gdzieś w kniejach tajemniczego lasu, pozostawiając jedynie swą talię kart tarota. W desperackiej próbie zrozumienia, co się stało, odwołujemy się do wybranych kart Wielkich Arkanów i podążając za wskazówkami mądrej wiedźmy z lasu, rozwiązujemy je jedna po drugiej, za każdym razem odkrywając jakiś skrawek z życia przyjaciółki lub jakieś wspomnienie. Te ostatecznie układają się w ciekawą opowieść. Historia ta wydaje się początkowo dość smutna, lecz z pewną iskierką nadziei – tak, szukamy jakiegoś światełka w mgle znaczeń tarota. Przyznam, że doskonale zgrano tu mistycyzm symboliki tarota z nostalgią opowieści i tajemnicami poszczególnych kart. Rozgrywkę musimy rozpocząć od znalezienia rozwiązania pierwszej karty Wielkich Arkanów, czyli Głupca – tak na rozgrzewkę. Zakończyć ją musimy sięgając po ostatnią kartę: kartę Świata – to będzie zagadka wieńcząca całość. Ale resztę drogi możemy skomponować sobie sami: wybierając karty z zagadkami losowo, biorąc te, które bardziej do nas przemawiają i ciekawią lub korzystając ze wskazań instrukcji proponujących te łatwiejsze karty na pierwsze wyzwanie.
I podobnie jak w opisywanej poprzednio The Emerald Flame, uwielbiam w grach tego wydawnictwa zarówno różnorodność łamigłówek, jak i ich złożoność: konieczność zrozumienia o co tu może chodzić i co właściwie powinniśmy zrobić oraz na czym polega dana zagadka. Uwielbiam początkowe poczucie zagubienia, kompletną pustkę w umyśle, kombinowanie ze wszystkich stron, by nagle krzyknąć: już wiem!
Co za Mag-ia!
Ilustracje kart tarota są przepiękne i naprawdę trzeba docenić fakt, że Wielkie Arkana zręcznie prezentują tu nie tylko właściwą zagadkę, lecz także zwyczajowe znaczenie przypisywane danej karcie podczas wróżenia. To sprawia, że gra może stanowić gratkę dla na przykład kolekcjonerów talii tarota. Ilustracje mają w sobie jakąś nutę mistycyzmu, co świetnie uzupełnia nastrojową narrację w tle, jak i sam przedmiot zabawy, czyli odszyfrowywanie ukrytych słów, symboli i zagadek. Wydaje mi się, że do zwykłego wróżenia pasjonatom tarota ta talia jednak nie posłuży, bo grafiki kart Małych Arkanów są skupione głównie na łamigłówkach gry.
A te są naprawdę dobre i całkiem wymagające. Napotkamy zagadki przestrzenne, matematyczne, wymagające kojarzenia, zauważenia podobieństw, wczucia się w znaczenie karty, przyjrzenia się ilustracjom, wielostopniowego kombinowania, rozczytania słów, składania liter. Każda z zagadek, czyli kart Wielkich Arkanów, opatrzona jest unikalnym symbolem. Te symbole odnajdziemy na 56 kartach Małych Arkanów, gdyż do rozwiązywania większości łamigłówek wykorzystamy kilka lub kilkanaście tych kart. Będą one służyć jako wskazówki do rozwiązania więcej niż jednej głównej karty, zatem dodatkowe wyzwanie tkwi w tym, by dobrze odgadnąć, które symbole, czy grafiki karty odwołują się do rozwiązywanej właśnie zagadki.
Siła umysłu
Podoba mi się, że wpatrując się w karty The Light in the Mist musimy rejestrować wszystko. Słowa, części liter, kształty, symbole, kolory, obiekty, desenie, dziwactwa, wzory, rzeczy wspólne, rzeczy niepasujące. Nigdy nie wiadomo, co pomoże w znalezieniu właściwego tropu. Fajne jest to, że karty Małych Arkanów są częścią wielu łamigłówek i musimy samodzielnie rozkminiać, która część ilustracji pomoże nam tym razem. Najlepiej bawiłam się przy zagadkach kilkustopniowych, które wymagały pewnych kroków postepowania. Oraz tych, który wymagały zastosowania pewnego układu kart. Zagadki Cesarzowej, Kapłanki, Siły, czy Słońca należą chyba do moich ulubionych. Wisielec mnie rozśmieszył, Śmierć dała satysfakcję, bo szybko sobie z nią poradziłam, Koło Fortuny wcale nie było losowe. Poirytowały mnie dwie łamigłówki. Jedna, którą zaczęłam rozwiązywać prawidłowo, lecz totalnie zmylił mnie akapit instrukcji dotyczący tej karty, powodując, że porzuciłam na swe nieszczęście wybraną ścieżkę rozwiązania. To było nieSprawiedliwe. Oraz karta tego cholernego Diabła, która nie była żadną tajemnicą tylko żmudnym realizowaniem instrukcji w przypisanym mu akapicie. Tak, czy siak, bawiłam się bardzo dobrze. Lubię tak wyginać umysł i lubię, gdy po kilkunastu minutach wpatrywania się w dziwaczne grafiki, nagle coś u mnie klika i całość staje się oczywista.
Gra dla Pustelnika czy całej grupy?
The Light in the Mist można rozwiązywać samodzielnie lub w małej grupie. Nieraz potrzebujemy świeżego umysłu, by wpaść na właściwy trop sposobu rozwiązywania zagadki. Dlatego drugi umysł może tu sporo pomóc, oferując inne skojarzenia, czy podejście do zadania. Fajne jest to, że grę możemy sobie rozdzielić na zupełnie pojedyncze sesje, kończąc je kiedy chcemy, rozpatrując na przykład codziennie tylko jedną kartę. Znajomość języka angielskiego jest niezbędna do zabawy i choć nie musi to być znajomość jakoś super zaawansowana, to jednak osoba nie znająca języka nie da sobie rady z większością zagadek i będzie się tylko męczyć. Dobrze jest wypracować własny sposób podejścia do zadań. Sama dobierałam główną kartę z zagadką i potrzebne do niej małe arkana, by najpierw bez czytania akapitu instrukcji dotyczącego danej karty, domyślić się, o co może chodzić w zagadce i jakie są wspólne cechy dobranych kart. Warto wspomnieć, że bardzo dobry jest system podpowiedzi, z którego możemy skorzystać na stronie internetowej dedykowanej grze, po zeskanowaniu kodu QR. Odkrywa kolejne kroki zagadki krok po kroku, nie zdradzając od razu wszystkiego.
Tu potrzebne jest Umiarkowanie
Zdziwiło mnie, jak zmęczona czułam się czasem po rozwiązaniu kilku zagadek pod rząd. Uważam, że to nie jest gra na jedno posiedzenie, gdyż łatwo można stracić do niej cierpliwość. Zagadki są na tyle różnorodne, że metoda rozwiązania jednej wcale nie sprawdzi się w poszukiwaniu rozwiązania drugiej. Warto robić sobie przerwy lub wracać do trudnej łamigłówki kolejnego dnia. Wielokrotnie zdarzyło mi się, że trudniejsza zagadka stawała się dla mnie zupełnie oczywista kilka dni później. The Light in the Mist to fantastyczne ćwiczenie umysłu, lecz serwowane w małych dawkach. Uważam też, że nie ma sensu poddawać się za wcześnie i sięgać do strony z podpowiedziami – stracimy wówczas satysfakcję z odnalezienia właściwego tropu. Podczas moich rozgrywek zniecierpliwiłam się i dwa razy zajrzałam do podpowiedzi, czego ostatecznie żałowałam – przecież w końcu wpadłabym na to sama!
Cały Świat tarota – podsumowanie
W The Light in the Mist zachwyca mnie przede wszystkim sam pomysł na grę: wykorzystanie talii tarota i symboliki kart do stworzenia wymagających łamigłówek oraz ciekawej historii w tle, która doskonale wpisuje się w zwyczajowe znaczenie poszczególnych kart. Zagadki są bardzo różnorodne i o różnym poziomie trudności, generalnie wymagające. To gra w niewielkim pudełku, którą możemy zabrać ze sobą wszędzie, bawić się nią samodzielnie lub w małej grupie i raczej serwować ją w rozsądnych dawkach, bo często wymaga świeżego podejścia. Po rozwiązaniu wszystkich zagadek (oprócz tych z Wielkich Arkanów są jeszcze bonusowe) możemy grę przekazać innej osobie, choć możemy też chcieć zachować ją dla siebie jako przepiękny egzemplarz talii tarota. Ilustracje kart, choć służą głównie do przedstawienia zagadek, zachowują pewien ezoteryczny, czy mistyczny charakter tarota.
Rozgrywka wymaga znajomości języka angielskiego oraz pewnej cierpliwości do niektórych zagadek. Inne rozwiążemy w mgnieniu oka. Zawsze zdziwimy się, jak dobrze rozwiązanie współgra z ogólną symboliką, czy znaczeniem karty. Warto zaznaczyć, że The Light in the Mist to gra dla osób lubiących rozwiązywać zagadki; gracze niecierpliwi mogą się łatwo zniechęcić. Przyznaję też, że sama historia prowadzona w tle nie wydała mi się szczególnie porywająca i stanowiła dla mnie raczej dodatek do gry niż jej oś. Ten tytuł na pewno nie ma takiego rozmachu jak The Emerald Flame, bo przede wszystkim raczej nie wykorzystujemy tu fizycznych przedmiotów i szukamy naszych tropów tylko na kartach, ale powiedziałabym, że niektóre zagadki są podobnie wymagające i wielostopniowe, jak te z tamtej gry. The Light in the Mist to w końcu niewielka gierka, ale upakowano w niej ogrom znaczeń i sekretów. Jeśli kolekcjonujecie oryginalne, mądre i przy tym przepiękne gry to wróżę, że ta powinna się Wam spodobać.


















