Bohema – talia pełna inspiracji
Gdy wczoraj bezcelowo szwendałam się po ulicach ciesząc się życiem, spojrzałam na świat nowymi oczami. Oczami artysty. Jakże inspirujące musiało być wędrowanie od kawiarni do kawiarni w XIX-wiecznym Paryżu. Dziś patrzymy na życie artystycznej bohemy przez nostalgiczny filtr, ale ówcześni twórcy mierzyli się też z dręczącymi problemami codzienności. Tym zajmiemy się podczas rozgrywki w Bohemę – planowaniem swego dnia i zarządzaniem codziennymi zwyczajami i udrękami. A wszystko z pomocą talii kart. Bohema jest klasycznym przedstawicielem gier typu deck-building. Czy typowe budowanie talii jest jeszcze dla kogoś inspirujące?
- Współpraca recenzencka. Egzemplarz gry Bohema otrzymałam od Wydawnictwa Portal Games, za co bardzo dziękuję. Wydawnictwo nie miało wpływu na treść tego wpisu
Bohema, wprost ze studia projektowego Wydawnictwa Portal Games, to gra dla 1 do 4 graczy, której autorem jest Jasper de Lange. Prototyp gry zdobył kilka nagród, a sama gra będzie reprezentantem Portalu na targach Spiel 2025 w Essen. Gra, przeznaczona na około godzinę rozgrywki, ma bardzo prosty schemat działania. Najpierw dobór pięciu kart z własnej talii, początkowo identycznej dla każdego gracza. Następnie przydzielenie kart do planszetki planu dnia i policzenie zyskanych punktów inspiracji. Zebrana inspiracja posłuży do zakupu silniejszych kart z rynku lub pozyskania karty osiągnięcia. Gracz, który jako pierwszy zbierze pięć osiągnięć wygrywa rozgrywkę. W ostatniej fazie gracze wrzucają zagrane i zakupione karty na stos kart odrzuconych, z których stworzą nową talię po każdym wyczerpaniu aktualnego stosu dobierania. Klasyczny deck-building.
Skąd czerpać inspirację?
Najprościej czerpać ją z codziennych zwyczajów. Karty zwyczajów zagrywane na planszę dnia ozdobione są na brzegach połówkami ikon: ekspresji, ciekawości, zabawy i skupienia. Sąsiadujące karty opatrzone identycznymi symbolami stworzą kompletną ikonkę – czyli punkt inspiracji. Dlatego istotne jest zdobywanie nowych silniejszych kart z rynku. Nie dość, że zwykle posiadają więcej symboli, to jeszcze ratują jakimś ciekawym efektem dodatkowym. Dopasowanie koloru zagrywanej karty do tła własnej planszetki również obdarzy nas większym natchnieniem. A jeszcze retorycznie zapytam: czym byłby artysta bez swojej muzy? Karty muz, także pozyskiwane z rynku, zagrywane są poniżej kart zwyczajów. Choć często mają swe wydumane wymagania, co do pory dnia, czy rodzaju wykonywanej czynności, z którą chcą być połączone – to niosą tyle inspiracji lub innych pociech, że naprawdę nie chcemy im w niczym uchybić. Jakże klimatycznie.
Bohema jest grą wyjątkowo klimatyczną. Instrukcja zachęca graczy do opowiadania o swoim dniu, a czym bardziej absurdalny dzień zaplanowaliśmy, tym większą mamy ochotę się nim podzielić. W odpowiedni nastrój wprawiają nas dwie cechy gry, które cenię tu wysoko: humor i szata graficzna. Tytuły kart zwyczajów, nadające każdemu kaprysowi umysłu wymiaru poważnej aktywności, aż proszą się o wyartykułowanie. Śnij na jawie, poddaj się swym obsesjom, a potem odetnij od trosk brzmią jak plan intensywnych zajęć od świtu do zmierzchu. A że uzupełnione są przepięknymi ilustracjami, to zanurzenie w atmosferę artystycznego Paryża przełomu wieków jest autentyczne. Rano chodziłam od kawiarni do kawiarni, by w końcu wprosić się na przyjęcie, gdzie do wieczora epatowałam swoimi dziwactwami; nocą zaś pokazałam innym… swoją technikę. Brzmi jak bezcelowy i próżniaczy dzień? Ale przyniósł mi 14 punktów inspiracji i cenną kartę osiągniecia: wystawę w prestiżowej paryskiej galerii! No tylko… ojej, chyba znowu zapomniałam pójść do pracy!
Nie zadręczaj się
To chyba najzabawniejszy z żartów tej gry. Dylemat, przed którym stajemy co rundę. Cztery pola planszy dnia zachęcają do wypełnienia ich czterema kartami zwyczajów tak, by ze skompletowanych ikon uzyskać jak najwięcej punktów inspiracji. Szkopuł w tym, że rzeczywistość jest brutalna i powinniśmy jeszcze móc się w tym cudownym Paryżu utrzymać. Do utrzymania służy praca. Konkretnie żeton pracy, który możemy umieścić na jednym z pól naszej planszy. Żeton ów nie przyniesie żadnej inspiracji. Oszczędzi nam jednak karty udręki, którą zmuszeni jesteśmy dobrać do talii po każdym dniu, w którym do pracy nie poszliśmy. A karty udręki potrafią być wyjątkowo dręczące. Zazwyczaj porządnie hamują nasze wysiłki w pozyskiwaniu inspiracji.
Bohema została skrojona dość ciasno. Choć w założeniach jest bardzo prostym i intuicyjnym budowaniem talii, to w praktyce jest wymagającą grą. Ceny kart osiągnięć wyśrubowano tak, iż tylko pierwsze z nich możemy zdobyć bazując na startowych kartach. W miarę zdobywania osiągnięć przez graczy, każde kolejne staje się droższe. Nawet ubarwiając własną talię mocnymi kartami z rynku, zadziwiająco często stajemy przed wyborem: czy iść do pracy, by nie zadręczać swej talii kolejną kartą nieszczęścia, czy jednak olać nudną robotę i poświęcić się wyłącznie twórczości, wyciągając jakąś okrąglejszą sumkę punktów natchnienia? Jeśli marzyliście kiedyś o artystycznym życiu i paryskim szyku, to… o tym zapewne nie pomyśleliście
Syfilis, cholera, skrajne ubóstwo, co za wstyd
W Bohemie żadne udręki nie zostaną nam oszczędzone. Oraz nic co artystyczne nie będzie nam obce. Karty udręk, które po przetasowaniu stosu odrzutów zaczną trafiać na naszą rękę, nie liczą się na szczęście do limitu kart dobieranych na początku rundy. Każda taka karta (podobnie jak karta muzy) pozwala dobrać kolejną kartę z talii tak, by ostatecznie skończyć z pięcioma kartami zwyczajów do rozdysponowania. Mimo to, każda z nich narzuca takie ograniczenia lub pociąga za sobą dobranie kolejnych udręk, iż nie jesteśmy w stanie skupić się na artystycznych zajęciach. Udręki wychodzą na pierwszy plan. Radzenie sobie z nimi to część strategii na grę. I nie myślcie, że jeśli będziecie grzecznie co rundę chodzić do pracy, nic złego was nie spotka. Tu nie jest grzecznie. Po pierwsze, ta gra jest wyścigiem. Presja na szybkie zdobywanie osiągnięć jest wielka, gdyż każde kolejne osiągnięcie będzie droższe; a piąta taka karta w dyspozycji gracza kończy grę jego zwycięstwem. Po drugie zaś, jest jeszcze syfilis. Syfilis jest zaraźliwy. I tak, gracze zarażają się nawzajem. Gracz z tego typu udręką dokłada następną kartę syfilisu do kart rywala, a gdy te się wyczerpią, każde ich pojawienie w planie dnia przywiedzie kolejną losową kartę udręki do talii. Nie bardzo da się to zaleczyć. Pisałam już, że Bohema jest grą klimatyczną i ze specyficznym dowcipem?
Warto odnotować, że Bohemę opatrzono ikonką 14+, i jest to chyba bezpieczny wybór Wydawnictwa, bo wyobrażam sobie, że nie każdy rodzic chciałby inspirować młodsze pociechy do odwiedzania domu publicznego lub radosnego dorzucania kart syfilisu do talii. Sama uznałam syfilis za nieuchronną dolę artysty, a w artystycznej egzystencji bardziej przeszkadzały mi bezsenność i uzależnienie od opium – czyli karty wykluczające ikony planszy oraz jedno pole dnia z gry. W ogóle nie martwiłam się alkoholizmem, czy własną fiksacją, zaś jak przystało na ekstrawaganckiego artystę, mój perfekcjonizm i narcyzm tylko zachęcały mnie do lepszych osiągów. Karta narcyzmu, jakże dowcipnie, nakazuje zdobyć osiągnięcie w rundzie, w której została zagrana – jeśli to się nie uda, gracza dopadają kolejne udręki.
Trudne się wylosowało – pomyślę nad tym w pracowni
W Bohemie, jak w każdej praktycznie grze karcianej, losowość dociągu gra swoją rolę. Do ujarzmiania losowości służy pracownia. To mała plansza, na której wszyscy gracze odznaczają swój poziom punktów pracowni. Punkty inspiracji, których nie wydaliśmy na zakupy możemy przekształcić w punkty pracowni. Te zaś można wydawać dla pewnych efektów: czyszczenia rynku, ignorowania karty udręki, dobrania większej liczby kart na rękę, czy nawet trwałego usunięcia jakiejś karty z gry. Ten element gry działa naprawdę dobrze i często pozwala wyjść z opresji lub chociaż ograniczyć straty.
Graj ekscentrycznie, graj romantycznie
Jedną z interesujących cech tej gry jest pewna asymetryczność zdolności graczy oraz różne strategie gry, uzależnione od koloru kart, na którym chcemy się skupić. Gracze zaczynają partię z różnymi planszetkami, odpowiednimi dla temperamentów ekscentryka, wizjonera, romantyka, czy wagabundy. Każda planszetka ma dwa różne wyróżnione kolory tła w planie dnia i inny zestaw połówek symboli wydrukowanych na obrzeżach. Ten fakt zachęca (a właściwie zmusza) do skupienia się na zdobywaniu kart w określonym kolorze lub z podobnymi ikonami. Karty w tym samym kolorze zwykle dobrze współpracują ze sobą. Co ciekawe, efekty specjalne każdego koloru kart koncentrują się na jednym z aspektów gry. Karty niebieskie pomogą w dobraniu większej liczby kart, zielone przyspieszą zdobywanie punktów pracowni, pomarańczowe pozwolą radzić sobie z udrękami, zaś różowe premiują kontakty z muzami. Choć, na marginesie, uważam karty muz za klucz do sukcesu w każdej rozgrywce, niezależnie od temperamentu artysty.
Takie rozwiązanie przyczynia się do intuicyjności rozgrywki. Dodaje też regrywalności, bo od razu chcemy przetestować różne metody i połączenia kolorystyczne. Co więcej, żetony pracy wybierane na początku partii pozwolą na asymetryczny start. Ktoś dobierze do startowej talii losową kartę muzy, ktoś rozpocznie rozgrywkę z 10 punktami pracowni, inny gracz otrzyma jedną z silniejszych kart zwyczajów od razu do talii. Rozgrywki w większych składach toczą się z wykorzystaniem białych kart rewolucji. Te wprowadzają negatywną interakcję i generalnie służą robieniu innym koło pióra. A gdyby tego było mało, Bohema oferuje też warianty do grania solo. Warianty solo w liczbie mnogiej, bo choć sama preferuję klasyczny wariant bardzo zbliżony do reguł gry wieloosobowej, to pudełko zawiera też ładnie ilustrowane trzy dodatkowe scenariusze, mocno już zmieniające standardowe reguły. Każdy z tych scenariuszy nadaje się do grania w trybie kooperacji dla dwóch graczy.
Perypetie prawdziwego artysty – podsumowanie
Bohema to z jednej strony bardzo typowy przedstawiciel gier polegających na budowaniu własnej talii. Typowy, zatem bardzo przystępny dla graczy. Zastosowanie czterech kolorów kart, z których każdy premiuje nieco inną strategię i podejście do rozgrywki, wpływa na intuicyjność i regrywalność tego tytułu. Z drugiej strony, Bohema jest grą dość wymagającą w rozgrywce, bo główny cel gry: karty osiągnięć, mają na tyle wyśrubowane ceny, iż musimy się dobrze napocić, by je zdobyć. Rozgrywka ma ciekawą dynamikę: najpierw biegnie szybko, by w środku partii wyraźnie przystopować zmuszając graczy do zakupu lepszych kart i tworzenia kombosów w swojej talii. Podoba mi się, że jest to gra: wyścig, bo nadaje to napięcia rozgrywkom.
Jak w każdej grze karcianej, losowość odgrywa tu swoją rolę, choć jest nieco mitygowana przez możliwości pracowni. Satysfakcjonująca rozgrywka w Bohemę wymaga pewnego wdrożenia i zastanowienia. Znalezienia sposobu na wygraną.
Tym, co mnie samą najbardziej przekonało do tego tytułu jest temat gry, który potraktowano ze specyficznym czarnym humorem. Zanurzenie w opowieści o życiu paryskiej bohemy jest pełne i to nie tylko za sprawą absolutnie przepięknych ilustracji kart. Świetne są dylematy, które mechanika gry stawia przed graczem: pójść do pracy, czy oddać się twórczości, jak radzić sobie z udrękami codzienności? Zaskoczyło mnie, jak dobrze Bohema przyjęła się w moim gronie graczy; z jakim entuzjazmem wszyscy chcieli opowiadać o każdym dniu na paryskich ulicach oraz jak zabawne skojarzenia przychodzą do głowy podczas partii.
Podsumowując, Bohema to bardzo solidna, cudownie zilustrowana, gra oparta o budowanie swojej talii. Prosta w zasadach i obsłudze, wymaga znalezienia własnego klucza do wygranej i pozwala bawić się różnymi strategiami zależnymi od kolorów dobieranych kart. Może grzeszyć pewną losowością, czy powtarzalnością czynności w kolejnych już partiach, ale któż z nas – artystów – nie grzeszy?
Bardzo dziękuję Wydawnictwu Portal Games za przekazanie egzemplarza gry do recenzji





















