Age of Steam jednoosobowo

Age of Steam poznałam z dużym opóźnieniem, niedawno. Jak już poznałam, tak wsiąkłam. Gdy zaczęłam grać, wszystko inne przestało się liczyć. Nie rozróżniałam dnia od nocy, przestałam jeść i spać, myliłam godziny spotkań, zapuściłam dom, ledwo zorientowałam się, że skończyła się zima. Liczyła się tylko budowa torów i dostarczenie czerwonych kosteczek do czerwonych miast możliwie najdłuższą trasą. Żadna inna gra nie zrobiła mi takiej krzywdy, żadna nie stała się taką obsesją. Mimo, że zarażam otoczenie swoją pasją, nikt nie był gotów zrezygnować ze snu i z normalnego życia na rzecz grania w tę jedną grę do tego stopnia, co ja. Wobec tego zwróciłam się ze swym nałogiem w najgorszą z możliwych stron: zaczęłam grać w samotności.

Ten wpis jest krótkim zapisem doświadczeń z kilkoma jednoosobowymi mapami do Age of Steam, zarówno oficjalnymi, jak i fanowskimi udostępnionymi w serwisie BoardGameGeek. Age of Steam nie jest najlepszym pomysłem do grania w pojedynkę, to gra stworzona dla większej liczby graczy, ale gdy człowiek nie ma innego wyboru, a grać przecież musi… Ja w końcu wygrałam z nałogiem i wróciłam do życia, a kolorowe lokomotywki spakowałam do pudełka i wepchałam na samo dno szafki. Może jednak gdzieś tam w planszowym wszechświecie są inni gracze, którym jeszcze śnią się heksy z torami i nowe mapy, może komuś ten wpis się przyda.

Barbados

To mapa, którą znajdziemy w pudełku do gry podstawowej, na odwrocie prezentuje mapę St. Lucia (świetną!) do dwuosobowej rozgrywki. Cechy charakterystyczne mapy Barbadosu to:

  • obecność na niej tylko żółtych miast na początku rozgrywki,
  • dostępność czterech akcji specjalnych (inżyniera, lokomotywy, urbanizacji i produkcji), z których każda może być wybrana tylko raz na cztery rundy,
  • możliwość emisji tylko jednej akcji na rundę,
  • po zakończeniu gry (po 10 rundach) gracz musi odkupić wszystkie wyemitowane akcje, wynikiem końcowym jest ilość gotówki pozostałej po tej czynności.

Podoba mi się pomysł na podliczenie końcowego wyniku i konieczność wykupienia akcji, ciekawy jest też początek gry, gdy wszystkie miasta wyspy zgłaszają zapotrzebowanie tylko na żółte towary. Jednak centralną i sporą część mapy zajmują góry, a prowadzenie torów na górzystych heksach jest dużo droższe. Dlatego każdorazowo układam na Barbadosie bardzo podobne trasy. Dodatkowo konieczność wykupienia wszystkich wyemitowanych akcji sprawia, że gromadzenie gotówki staje się nagle ważne i nie zawsze opłacalne są inwestycje w budowę nowych torów, kombinowanie z przebudową połączeń, nawet gdy rozkład kostek zapewnia realizację połączeń sześcioodcinkowych – a to kombinowanie jest tym, co najbardziej cieszy mnie w AoS-ie. I na koniec, bardzo wiele zależy tu od rozłożenia początkowego dóbr, od szczęścia rzutu kośćmi w fazie wzrostu towarów. Najlepszy wynik jaki udało mi się tu uzyskać to 52$.

Puerto Rico

To również oficjalny dodatek do AoS i dla mnie najciekawsza propozycja do grania dla jednej osoby. W Puerto Rico wszystkie kostki musimy zwieźć do jednego miasta stołecznego, San Juan:

  • sieć kolejowa na tej wyspie ma za zadanie dostarczyć potajemnie cały zapas broni (czarnych kostek) z najdalszych krańców wyspy do stolicy, jednak tylko przewóz legalnego towaru (czerwonych kostek) przynosi graczowi zyski,
  • gra pozwala na różnicowanie poziomu trudności poprzez różną liczbę kostek czarnych i czerwonych w rozłożeniu startowym – i tak możemy od zupełnego nowicjusza poprzez ucznia, czy konkwistadora stać się prawdziwym bogiem kontrabandy!
  • spośród akcji specjalnych dostępne są jedynie akcja inżyniera i lokomotywy, za które musimy jednak zapłacić,
  • jeśli graczowi nie uda się dostarczyć wszystkich czarnych kostek przed końcem rozgrywki, za każdą pozostawioną na wyspie broń musi cofnąć znacznik punktacji o 10 pól.

Tutaj podoba mi się wszystko: to, że wszystkie czarne kostki muszą zniknąć z mapy, a nie zarabiają (fantastyczne jest to kombinowanie jak nie zbankrutować, w jakiej konfiguracji dostarczać dobra). Czerwone i czarne kostki znajdują się na wyspie od początku rozgrywki, wszystko możemy tu więc zaplanować, pogłowić się nad najlepszym ułożeniem torów, a dodatkowo różne poziomy trudności rzeczywiście pozwalają uczyć się gry, rozwijać swoją strategię. W pierwszej rozgrywce na średnim poziomie ‘versado’ udało mi się dostarczyć całą broń i zdobyć aż 50 punktów, by za chwilę na poziomie ‘conquistador’ z trudnością wyciągnąć 5 punktów – przy początkowym układzie 13 czerwonych i aż 9 czarnych kostek walka o przetrwanie jest mozolna. Tu wciąż wszystkiego brakuje: pieniędzy, czasu, zasięgu lokomotyw, jednego heksa z torem, a akcje inżyniera czy siły ciuchci są słono płatne. Jak dla mnie to doskonały pomysł na rozgrywkę jednoosobową, świetna regrywalność.

Iceland

Gdy zobaczyłam, że w serwisie BGG dostępna jest mapa Islandii, przygotowana jako fanowski dodatek do samodzielnych potyczek oszalałam ze szczęścia. Układanie torów na mapie, którą się zna, w terenie, który się przejechało kiedyś wzdłuż i wszerz daje jeszcze większą radość z gry w AoS. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, że niektórymi grami bardziej się bawię niż w nie gram? Autorem Iceland jest Lajos Brons i była to najprawdopodobniej pierwsza mapa jednoosobowa, jaka powstała do Age of Steam. Jej cechy charakterystyczne:

  • startowo na mapie mamy tylko jedno miasto (Reykjavik) z trzema kostkami towarów; cztery miasta, które będziemy mogli zbudować dzięki akcji urbanizacji wchodzą do gry z jedną kostką towaru,
  • dostępne są tylko akcje inżyniera i urbanizacji za 2$ i 5$,
  • tory układane na lodowcu lub przekraczające fjordy są nieco droższe, całe centrum mapy oddzielone grubą czarną linią jest niedostępne,
  • rozgrywka trwa 15 rund, do końcowego wyniku nie są wliczane wybudowane odcinki połączeń, ale każde miasto lub miasteczko nie podłączone do sieci odejmuje nam 10 punktów od wyniku.

Islandia najbardziej przypomina mi Barbados (za to zdanie z geografii dostałabym dwóję). Zbudowana trasa za każdym razie będzie bardzo podobna – na tej mapie mamy wręcz zakaz wjeżdżania w lodowaty interior. I to jest wielka szkoda. Do tego trasę właściwie musimy budować od razu na północ, przedzieranie się na początku rozgrywki przez lodowiec na wschodzie to prosta droga do bankructwa. Podobnie jak w Barbadosie powstaje nam tu taka trasa na okrętkę, wzdłuż wybrzeży wyspy. I podobnie jak tam dużo zależy tu od fazy wzrostu dóbr, od szczęśliwych rzutów, podobnie też musimy tę wyspę dopiero zurbanizować, ta akcja jest najważniejsza.

Rozgrywkę możemy sobie nieco ułatwić ustalając koszt urbanizacji na 3$ zamiast 5$ – wówczas jest łatwiej, ale też 15 rund trochę się dłuży. W normalnej rozgrywce 15 rund pozwala na rozkręcenie zarobków i wybudowanie całej trasy wokół wyspy, ale wiele będzie zależało od szybkiego rozkręcenia połączeń długodystansowych i niestety od szczęścia w losowaniu dóbr. Wynik jaki udało mi się tu osiągnąć to 10 punktów, zawsze przy wszystkich 15 wyemitowanych akcjach. Mapa Islandii mnie bardzo cieszy, ale traktuję ją jako mapę do zagrania na raz – dwa razy lub dla urozmaicenia co jakiś dłuższy czas; jest dość powtarzalna.

Hong Kong

Bardzo ciekawa, choć mocno irytująca mnie mapa tego samego projektanta co Iceland, również do samodzielnego wydrukowania. Główne cechy charakterystyczne:

  • grę rozpoczynamy z czterema miastami na mapie, którym losowo przydzielamy kolorowe dyski – kolor dysku, a więc zapotrzebowanie na dane towary jednego z miast będzie zmieniał się co rundę,
  • oprócz połączeń kolejowych budujemy też połączenia promowe/morskie, w każdej rundzie możemy budować tylko dwa połączenia,
  • dostępne są za opłatą akcje inżyniera i urbanizacji,
  • w fazie dostarczania dóbr pojawiają się koszty transportu związane ze zmianą środka transportu (statki i pociągi),
  • rozgrywka trwa 10 rund, końcowy wynik obniżają nam niepołączone miasteczka i miasta.

Sama mapa jest interesująca, tu można nieźle pokombinować z budową i przebudową torów, robić pętelki. Z dostarczaniem dóbr trzeba się spieszyć – chwytać chwilę! – bo co rundę zmienia się zapotrzebowanie jednego z miast na dany kolor kostek. Trudno tu wiele planować, mimo faktu, że całą tabelę produkcji mamy przed oczami. Losowość dokuczała mi tu naprawdę mocno, a szczególnie startowe rozłożenie dysków i kostek na mapie jest ważne – jeśli nie udaje się dostarczać dóbr już od pierwszej rundy, bankrutujemy. Kilkanaście razy z rzędu wypadłam z rozgrywki próbując zastosować różne strategie przy tym samym układzie początkowym. Nawet gdy udaje mi się ukończyć rozgrywkę wyniki są bardzo mizerne, a nawet ujemne, nie zdążam też połączyć wszystkich miasteczek mapy. Za Chiny nie umiem w Hong Kong wygrać. Jednak ta mapa jest jakimś wyzwaniem, jest trudniejsza i bardziej frustrująca niż Islandia.

Colony

Ta mapa jest zupełnie odmienna. Zasady rozgrywki odbiegają znacznie od pierwotnej gry: na tej mapie jesteśmy kolonizatorami na pustej wyspie, poruszając się początkowo konno (o 1 heks), produkując dobra, z których dopiero powstaną pierwsze osady, a potem miasta, z których wypuścimy tory kolejowe na dalsze obszary wyspy. Osady i miasta produkują dobra zgodnie ze swoim kolorem, zaś duże miasta mogą rosnąć, dzięki dostarczanym do nich kostkom, co reprezentowane jest za pomocą dodawania kolejnych dysków. Tu nie bawimy się też w emitowanie żadnych akcji, zamiast tego dostajemy jedną planszę, na której na jednym torze odznaczamy dochód, numer rundy (1 do 40) oraz siłę lokomotywy.

Ta mapa zupełnie mnie nie przekonała. Choć muszę przyznać, że ma kilka ciekawych pomysłów; w ogóle sam koncept kolonizacji zupełnie pustej wyspy i tworzenia wszystkiego od zera jest fajny. Osady w zależności od koloru dysku mają nieco inne właściwości (np. tylko zielone miasteczka produkują kostki różnych kolorów), do rozbudowy miast potrzebne są w dużej ilości kostki czarne, a osady je rodzące możemy zbudować tylko w górach. Jest tu więc trochę zależności, które musimy brać pod uwagę, by dobrze rozplanować w czasie rozwój całej kolonii. Jednak rozgrywka w Colony mnie znużyła: początkowe rundy są mechaniczne, mało się dzieje na planszy i mimo, że budowa torów i połączeń cieszy jak zwykle, całość gry nie ma dla mnie tego napięcia, jakie jest charakterystyczne dla rodziny Age of Steam.

Podsumowując, AoS: Puerto Rico wydaje mi się najlepszą propozycją dla 1 osoby z wszystkich powyższych. Mimo sporej dozy losowości cenię Barbados oraz na kolejnym miejscu, jako odpoczynek od poprzedników, Iceland. Sama mapa Hong Kongu wydaje mi się najbardziej interesująca, dająca teoretycznie najciekawsze możliwości, ale tak zupełnie nie daję sobie tu rady, że jest to też najbardziej wkurzająca z 1-osobowych propozycji. AoS: Colony wbrew oczekiwaniom nie polubiłam wcale. Jednak wydaje się, że spośród tych trzech ostatnich map to właśnie Colony i Hong Kong cieszyły się większym zainteresowaniem graczy niż Iceland. Co wskazywałoby tylko, że absolutnie nie należy mi wierzyć i trzeba wypróbować te mapy samemu.

  • Adam Badura

    Nieźle. Też miałem okres grania w AoS samemu, ale wyluzowałem zanim przeszedłem do map drukowanych. Za to z drukowanych polecam Szkocję (2 graczy) i Szwajcarię (3-4). Choć nie pamiętam, kiedy ostatnio grałem w AoS. 🙁

    • Szkocja mówisz? 🙂 Czyli będę musiała wykopać lokomotywki. Też już ponad pół roku nie grałam w AoS. Za dużo nowych tytułów, obłęd jakiś z tymi grami;) Ale do AoS ciągnie mnie cały czas, nie spodziewałam się wcześniej, że budowa torów może być tak fascynująca. Dzięki za polecenie.

      • Adam Badura

        Jeśli bywasz we Wrocławiu, to możemy się kiedyś zgrać. Bo moje AoS leży prawie niegrane z braku chętnych współgraczy. 🙁

        • Fajny pomysł. Wiesz co, będę pamiętać. W sumie nie bywam we Wrocławiu, bo poruszam się raczej w trójkącie Warszawa – Gdańsk – Olsztyn, ale kto wie: wiosną i latem chcę trochę pojeździć i jak bym miała zahaczyć o Wrocław dam na pewno znać:)