The Ancient World – baśń dla grzecznych graczy

To jest historia tworzenia imperium zasiedlanego przez starożytne plemiona wędrujące przez świat pod kolorowymi chorągwiami, okraszona walką z potężnymi tytanami. W historii tej nie zabraknie codziennych banalnych czynności wykonywanych przez szarych obywateli starożytnego imperium: od eksploracji, przez naukę, po szkolenie armii. Zaś w warstwie mechanicznej, The Ancient World to klasyczny worker placement i zbieranie zestawów punktujących kolorów. Nowa gra Ryana Laukata (twórcy takich tytułów jak: City of Iron, czy Eight Minute Empire) przyciąga uwagę ładnymi ilustracjami, które wyszły spod ręki samego autora.

Gra przeznaczona jest dla 2 do 4 graczy, rozgrywka trwa sześć rund i nawet w maksymalnym składzie powinna zamknąć się w 90 minutach. Celem gry jest zebranie zestawów jednokolorowych chorągwi, którymi opatrzone są karty lokacji w tworzonych przez graczy imperiach lub karty pokonanych w walkach tytanów.

Zasady

Każdy z graczy rozpoczyna grę z zaczątkiem imperium: kartami urodzajnych ziem przynoszących żywność i dwoma oddziałami wojska. Każdy dysponuje też trzema obywatelami o różnej sile (1-3), których wysyłać będzie na planszę główną, na któreś z pól akcji. Wśród akcji tych są: budowa nowej karty imperium, pozyskanie karty dystryktu, rekrutacja oddziału wojskowego, zwiększenie siły armii, naprawa zniszczeń, zakup żetonu wiedzy, zdobycie pieniędzy, eksploracja lub narodziny (pozyskanie nowego obywatela). Na większości pól akcji umieścić można tylko obywatela o sile większej od siły innego umieszczonego tam pracownika. W ten sposób gracze mogą blokować wybrane akcje. Zamiast typowej akcji z planszy, gracz może zdecydować się na podjęcie walki z jednym z tytanów, których pokonać może wojsko gracza. Oddziały wojskowe muszą jednak otrzymać wynagrodzenie za każdą walkę oraz posiadać odpowiednią siłę (wyrażoną symbolami sztyletów lub strzał). Siła ataku musi być równa bądź większa od siły obrony danego potwora (liczba sztyletów, strzał lub obu symboli). Pokonany tytan przyniesie graczowi punkty za chorągwie na jego karcie, a czasem jakiś bonus, często jednak niszcząc przy okazji część imperium. Rozmiar zniszczeń poczynionych przez potwora określany jest na podstawie rzutu kośćmi tytanów (jedna kość za jedną zdobytą chorągiew).

Karty imperium budowane przez graczy, oprócz punktujących chorągwi, przynoszą też pewne ułatwienia (żywność, pieniądze, żetony wiedzy, symbole ataku). Czasem pozwalają też na zdobycie dodatkowych punktów na koniec gry lub wykorzystanie pól akcji specjalnych umieszczonych na karcie. Imperium ma jednak ograniczoną pojemność, tak dla budowy nowych lokacji, jak i liczby stacjonujących w nim oddziałów wojskowych (początkowo gracz może posiadać zaledwie cztery karty lokacji oraz dwie armie). Pojemność tę możemy zwiększać dzięki zdobyciu kart dystryktu oraz niektórym kartom pokonanych tytanów lub innym wybudowanym kartom imperium.

Co jest fajne, co fajniejsze, a co najfajniejsze

The Ancient World jest gładkim worker-placementem bez udziwnień. Jest klasycznie, elegancko i bezbłędnie. Wszystko chodzi bez zarzutu, zasady są klarowne, świetnie wytłumaczone w instrukcji, ikonografia czytelna, wszystko ma swoje miejsce na planszy głównej, jak i przy planszetce gracza. Rozgrywka toczy się tak samo płynnie przy dwóch i czterech graczach, choć oczywiście w maksymalnym składzie jest ciaśniej i bardziej odczuwane jest zablokowanie pól akcji. Gracze częściej będą tu walczyć o znacznik pierwszego gracza, częściej będą też modyfikować swoje plany w danej rundzie. Blokowanie pól akcji jest całkiem fajne. Możemy łatwo odciąć innym dostęp do pieniędzy, do wiedzy, do pozyskania nowych pracowników, a nawet do kart zwiększających pojemność imperiów. Jednak nie oznacza to klęski innych graczy, bo inne dostępne akcje zawsze pozwolą na szybkie opracowanie planu B. Ponadto kluczowe akcje: budowa kart imperium oraz rekrutacja oddziałów wojskowych dostępne są prawie bez ograniczeń. Mamy więc kapkę negatywnej interakcji, ale nie uderza ona drastycznie w plany graczy – coś tam zawsze uda się zrobić i zdobyć.

Jeszcze fajniejsze jest układanie planu działań w każdej rundzie. Odkrywamy nowe możliwe do zbudowania karty imperium, wypatrujemy kolorów chorągwi najbardziej nam pasujących do zbieranych zestawów, spoglądamy też na karty oferujące ciekawe akcje dodatkowe, pamiętamy o ciągłym zwiększaniu pojemności imperium, planujemy przepływ pieniędzy i wiedzy w kolejnych rundach (gdzie i ile zarobić, na co  i kiedy to przeznaczyć).

Najfajniejszy jest jednak mechanizm tworzenia armii. I wcale nie chodzi tu o walkę z tytanami, bo ta polega tylko na dobrym policzeniu odpowiednich symboli i przyłączeniu chorągwi na karcie tytana do zbieranych zestawów. Ale to właśnie przygotowanie armii do walki jest tym, co najbardziej wciąga w grze. Gracz decydując się na walkę musi zapłacić na kartę wojska monety w liczbie o 1 więcej od sumy tam już zgromadzonej. Nowe pieniądze kładzie na górze karty, na nazwie oddziału. Na końcu każdej rundy monety te zjeżdżają na dół karty – w kolejnej rundzie będziemy mogli znów tę armię zatrudnić, ale będzie to droższe. Dodatkowo każde imperium ma ograniczoną pojemność jeśli chodzi o liczbę stacjonujących w nim armii, więc albo musimy tę pojemność stopniowo zwiększać przez pozyskiwanie kart z symbolem armii albo… kombinować inaczej. Nowo pozyskany oddział możemy bowiem dołączyć do istniejącej już armii, wysyłając stary regiment na emeryturę. Dokonujemy tego poprzez odwrócenie karty istniejącego wojska i położenie na nim nowo pozyskanej karty. Wszystkie odłożone na karcie monety lądują w zasobach ogólnych (a więc wysłanie tej armii do walki znów będzie tanie), a dodatkowo rewers karty emerytowanego wojska ma jeden lub kilka symboli ataku – symbolizują one wiedzę i umiejętności przekazane przez starych wojaków młodym żołnierzom. Armia staje się więc silniejsza i tańsza. Z taką armią zebranie karty kolejnego tytana to już sama przyjemność.

Walka z tytanami nie jest jedyną drogą do zwycięstwa, choć zupełne odpuszczenie sobie strony militarnej w tej grze skończyłoby się źle. Potężniejsze karty tytanów przynoszą graczom nawet trzy kolory chorągwi za jednym zamachem, często są jednak trudne do pokonania i wymagają dobrego przygotowania wojsk. W późniejszych rundach rozgrywki na planszy głównej odblokowywane są ciekawe i mocne dwie akcje. Akcja eksploracji pozwala na przejrzenie kilku kart imperium z talii i zarezerwowanie jednej z nich do zbudowania na później. Zaś pozyskanie kolejnych, silniejszych pracowników dzięki akcji narodzin zwiększy liczbę akcji gracza w rundzie, znacząco zwiększając jego przewagę.

I tak to się toczy. Gładko, płynnie… i bajecznie, bo oprawa graficzna, charakterystyczna dla tego autora, jest wyjątkowo piękna, spójna, klimatyczna, z jakimś wyczuwalnym elementem tajemnicy, jak przystało na starożytne światy. Klarowność zasad, zadowalający poziom interakcji, spora regrywalność, dobra skalowalność, nieprzytłaczający czas rozgrywki. No, czego można chcieć więcej od gry.

Czego można chcieć więcej

Ja bym chciała więcej mięsa. Chciałabym więcej kombinowania, możliwości kombowania kart imperium, odpalania jakichś łańcuszków zdarzeń. Kart imperium mamy tu od metra i trochę, bo w połowie rozgrywki odrzucamy całą talię A, wprowadzamy nową talię kart B – na pewno zapewnia to regrywalność, bo w kolejnych rozgrywkach te karty nam się nie powtórzą, ale… Ale karty dochodzą losowo, a mając na uwadze końcowe punktowanie skupiamy się bardziej na kolorach chorągwi jakimi są opatrzone, zaś mniej na ich działaniu/bonusach. Dodatkowo kart tych nie projektowano pod tworzenie żadnych silniczków. To jest jednak gra polegająca w ogólnym rozrachunku na zbieraniu zestawów kolorów. Niestety. Nie bardzo mamy tu okazję nacieszyć się budowanym imperium, oprzeć je na jakimś planie. To, że duża część kart w ogóle nie zdąży wejść do danej rozgrywki powoduje też, że w żadne strategiczne myślenie się nie pobawimy. Ot, zaplanujemy sobie możliwość zdobycia funduszy na zakup wybranych kart – jak nie tych, to innych. I żeby było jasne – to wszystko daje satysfakcję, działa idealnie. The Ancient World to właściwie przykład modelowego worker placement, prosto z Katedry Gier Doskonałych. Ideał. Sęk w tym, że brak mi tu charakteru dzieł nieidealnych, czegoś specyficznego, wyróżniającego ten tytuł z grona innych doskonałych gier. Oprawa graficzna może być tym wyróżnikiem, ale osobiście chciałabym więcej mocy w samej rozgrywce.

Podsumowanie

The Ancient World to kolejny tytuł, który zaklasyfikowałabym do kategorii zaawansowanych gier rodzinnych lub lekkich gier dla graczy. Tytuł bezbłędny, przepiękny i dający przyjemność z grania. Rozgrywka toczy się aksamitnie. I właściwie do niczego nie mogę się tu przyczepić, niczego skrytykować, wszystko dopracowano w najdrobniejszym szczególe. Nie każda gra musi wszak być błyskiem geniuszu, mechaniką jakiej świat nie widział, tworem super oryginalnym lub japońskim. Wystarczy, że działa idealnie, jest tym, co obiecuje, daje satysfakcję z rozgrywki i komentarze: „fajne to”. Na pewno jest to zatem tytuł, który z czystym sumieniem polecę do zagrania, bo nie będzie to czas stracony. Waham się, czy polecić ten tytuł do zakupu, bo osoby, które mają już półki zapełnione dobrymi tytułami mogą nie odnaleźć tu iskierki wyrafinowania. Na pewno jest to piękny tytuł na prezent dla świeżych graczy z półkami, na które jeszcze da się coś wcisnąć. Osobiście brak mi tu trochę pazura, ale i tak cieszę się grą i wracam do niej.

 

 

  • pawelacb

    Bardzo fajna recenzja i pięknie wydana gra. Czy jest niezależna językowo? Widziałem na niektórych zdjęciach karty z krótkim tekstem po angielsku ale nie wiem czy to tylko wyjątek czy takich kart jest sporo. Czy fakt że celem gry jest zbieranie proporców oznacza że gra jest schematyczna i próżno tu szukać wielu dróg zwycięstwa? Gra pod względem wizualnym powala, przynajmniej mnie. Szkoda że nie napisałaś nic na temat jakości komponentów. Grę trudno dostać, ale jak się okazuje jest dostępna w moim ulubionym sklepie do którego spacerkiem dojdę w 20 min. To dobrze a jednocześnie bardzo źle bo kusi. To co nie kusi to zaporowa cena (199 zł), nie wiem czy ta gra jest warta tych pieniędzy. Graficznie jest pięknie ale 199 zł to sporo, Wojna o Pierścień kosztuje niewiele więcej ale tam widać za co przychodzi nam płacić.

    • Tak, co do efektu wizualnego mnie też ta gra zachwyca. Co do zależności językowej – na oko tak co czwarta karta imperium zawiera krótki tekst po angielsku i prawie wszystkie karty dystryktów (to są zdania typu: „gain a coin when an adjacent player defeats a Titan” itp.).
      Nie powiedziałabym, że gra jest schematyczna, jest tu wiele możliwości ‚prowadzenia’ swojego imperium i zdobywania proporców. Niektóre karty imperium dodatkowo premiują jakiś kolor chorągwi i zdobycie takiej karty określa wówczas strategię na resztę rozgrywki. Ja mam tylko wrażenie zaprzepaszczenia nieco potencjału na grę cięższą, trudniejszą. Gra nie jest głupia, jest nad czym myśleć, ale to jest takie sympatyczne myślenie:) nie wykręca Ci umysłu na drugą stronę.
      Jakość komponentów – wykonanie na pewno nie usprawiedliwia takiej ceny. Karty i plansza główna są bardzo przyzwoite, żetony grube i solidne. Planszetki graczy są cieniutkie (tak grubości dwóch kart, wyginają się). Ale to jest wykonanie standardowe, jak w przeciętnej planszówce obecnie, poza ilustracjami grafik nie ma tu żadnych hiper ekstra komponentów. Do tego dość dużo powietrza w pudełku.
      Mi gra się podoba, ale w kategorii gier rodzinnych, a spodziewałam się chyba czegoś cięższego. I cena ok. 200 złotych za tę grę też wydaje mi się wysoka. Brak mi trochę większego napięcia w grze, większego ciężaru podejmowanych decyzji. Ale z drugiej strony gra toczy się naprawdę przyjemnie; trudno tu coś radzić – zależy z jakiej kategorii szukasz gry. Ech, mam nadzieję, że coś pomogłam 🙂