Art Gallery – przyjemność rywalizacji i kontemplacji
Zawsze miałam problem z lekcjami plastyki w mojej szkole. Kazano nam coś tam rysować, raz kredkami świecowymi, innym razem akwarelkami, bez większego wprowadzenia teoretycznego. Wyszło, co wyszło: piątka. Ma się ten talent, czy ma się niezgrabne łapy – nieważne. Co najgorsze, nie dowiedziałam się niczego o zasadach kompozycji, perspektywie, niczego o ważniejszych malarzach, czy ich dziełach. Musiałam to nadrabiać samodzielnie już w dorosłym życiu. I odkryłam nowy fascynujący świat.
Gdy tylko dowiedziałam się o nowej grze pod tytułem Art Gallery od Wydawnictwa Piatnik natychmiast wyciągnęłam niezgrabne łapy po egzemplarz do recenzji. Art Gallery to gra przeznaczona dla 2 do 6 osób, której autorem jest Francesco Frittelli, a tematem zwiedzanie galerii sztuki i układanie najciekawszej sekwencji podziwianych dzieł malarskich. Dla kogoś jak ja, z zerowym wykształceniem plastycznym, brzmieć to może nudno, ale jeśli ktoś coś tam już kojarzy, to zauważy na okładce pudełka dopiero co narodzoną Wenus Botticellego, Gwiaździstą noc van Gogha, czy pracownię Vermeera. Na kartach i kaflach gry oglądać możemy bowiem dzieła najsłynniejszych mistrzów, a instrukcja zaserwuje nam listę wszystkich czterdziestu ośmiu obrazów wykorzystanych w grze. Naturalne jest, że wizualnie ta gra prezentuje się rewelacyjnie i chyba mało kto będzie chciał uciekać przed przyciągającym spojrzeniem Bachusa Caravaggia.
- Współpraca reklamowa. Egzemplarz gry Art Gallery od Wydawnictwa Piatnik otrzymałam do recenzji, za co bardzo dziękuję. Wydawnictwo nie miało wpływu na treść tej recenzji
Art Gallery jest grą przeznaczoną na 45 do 75 minut rozgrywki, kierowaną do odbiorcy rodzinnego i średniozaawansowanego. To z jednej strony typowy set collection – zbieranie zestawów kart, które w zależności od kolejności ich pozyskania stworzą nam punktujące układy. Wykorzystano tu jednak bardzo ciekawy sposób zarządzania ręką kart akcji, które służą zarówno do przemieszczania się po muzealnych salach, jak i do licytacji o pasujące obrazy. Rywalizacja o konkretne obrazy potrafi być zacięta, kolejność pozyskania kart obrazów jest bardzo istotna dla gry, a gracze potrafią się przepychać nawet w muzealnym sklepiku, skąd pozyskują kafelki przedstawiające fragmenty dopiero co oglądanych dzieł – takie pamiątki dla turystów. One też potrafią dodać punktów zwycięstwa, zatem przepychankom i w salach galerii, i w sklepiku z pamiątkami, nie ma końca. Art Gallery jest grą zaskakująco angażującą.
Lekcja tańca, czyli reguły gry
W zależności od liczby graczy układamy wskazane części modularnej planszy tak, by stworzyć galerię z miejscami na obrazy, gapiów i pola akcji oraz obszar sklepiku, w którym ułożymy cztery stosy płytek obrazów. Gracze rozpoczynają grę z 1 figurką i 4 znacznikami w swoim kolorze oraz dziewięcioma kartami akcji, ponumerowanymi od 0 do 8. Z talii obrazów odkrywają i układają po jednej karcie na polach w każdej sali galerii. Na każdą rundę gry składają się cztery tury gracza, który wykonuje zawsze dwie akcje: przesuwa swoją figurkę w muzeum, a następnie składa ofertę na obraz, przed którym stoi figurka.
Zarówno do wykonania ruchu, jak i złożenia oferty gracz wykorzystuje trzymane w ręku karty akcji. Gracz najpierw zagrywa jedną z kart z odkrytą wartością i o tyle pól wokół galerii przemieszcza swój pionek, w kierunku zegarowym lub przeciwnym. Następnie zagrywa kolejną kartę z ręki, tym razem zakrytą, na pole akcji przed wybranym obrazem (tam, gdzie zakończył swój ruch). Zaznacza jednocześnie fakt złożenia oferty umieszczając jeden ze swoich czterech znaczników na torze kolejności przed obrazem. Runda kończy się w momencie, gdy każdy z graczy wykona 4 tury i zagra 8 kart akcji. Ostatnia z kart pozostawiona na ręce graczy decyduje, który z nich otrzyma kartę gracza startowego na następną rundę. Na końcu rundy gracze przystępują do rozdzielenia płytek obrazów oraz kart obrazów z galerii.
Rozdzielanie płytek i kart obrazów jest najbardziej emocjonującą częścią gry i rozpoczyna się zawsze od sklepiku. Odwracamy wówczas wszystkie zagrane tu karty akcji nie zmieniając ich kolejności (o kolejności zagranych kart przypominają znaczniki graczy umieszczone na torze). Każda z osób, która w trakcie rundy przyszła do sklepiku może dobrać 1 lub 2 płytki obrazów z wierzchu stosów. Każdy ze stosów ma inną cenę, a o tym czy gracz może dobrać płytkę z danego stosu decyduje wartość karty akcji zagranej przez tego gracza. W sklepiku za każdą zagraną kartę akcji gracz dobiera płytki obrazów, na jakie go stać – nie sumuje się wartości położonych tu kart akcji. Inaczej jest w galerii. Każda sala galerii rozpatrywana jest tylko raz. Kartę obrazu zabiera ten z graczy, którego suma wartości zagranych kart akcji jest najwyższa. W przypadku remisu: ten z graczy, który posiada już płytkę z fragmentem danego obrazu. Jeśli nie ma takiego gracza, obraz otrzymuje ten, którego znacznik jest pierwszy na torze kolejności (a więc ten, kto jako pierwszy zatrzymał się przed obrazem). Co ciekawe, jeśli gracz zagrałby dwie lub więcej kart, a jedna z nich miałaby wartość 0, przyjmuje ona wartość 10.
To nie koniec rozdzielania. Po pobraniu należnych płytek i kart obrazów gracze rozdzielają też użyte karty licytacji. Gracz, którego znacznik jest pierwszy na torze kolejności w danym obszarze wybiera, którą z kart akcji zabiera na rękę – może wybrać kartę, której tu nie użył. W ten sposób po każdej rundzie gry zestawy kart akcji na rękach graczy będą się różnić od zestawu z jakim zaczynali rozgrywkę.
Celem graczy jest takie pozyskiwanie kart obrazów, by stworzyć w swoim tableau jak najwyżej punktującą sekwencję obrazów. Kolejne karty obrazów dokładane są zawsze po prawej stronie kolekcji gracza tak, by na siebie zachodziły. Dzięki temu widoczne są symbole przedstawione na kartach. Kolejności pozyskanych kart nie można już zmieniać.
Rozgrywka kończy się, gdy wyczerpią się karty w talii obrazów lub odpowiednia dla liczby grających liczba stosów płytek w sklepiku. Gracze podliczają punkty zwycięstwa w specjalnym notesiku. Symbole kart obrazów podliczane są dla każdego rodzaju symboli oddzielnie. Na kartach mogą znajdować się maksymalnie cztery rządki różnych symboli. W każdym rządku podlicza się jeden najwyżej punktowany ciąg jednakowych symboli. Nie może on być przerwany.
Dodatkowo za każdą płytkę obrazu odpowiadającą karcie obrazu w tableau gracza przyznaje się mu 3 punkty oraz 1 punkt za płytkę obrazu nie należącego do kolekcji. Ponadto gracze sumują wartość kart akcji znajdujących się w ich rękach na koniec gry i dzielą tę sumę przez cztery. Gracz posiadający kartę gracza startowego zarabia dodatkowe 3 punkty. Osoba z najwyższą liczbą punktów wygrywa grę.
Kolej żelazna – kolejność ma znaczenie
Art Gallery w zamyśle miała być chyba grą rodzinną. Piękna oprawa, jasne reguły, przystępny temat, prosta struktura tury gracza. Ale ma w sobie to coś, co spodobało się nawet starym wygom. Ma sporo ukrytych zależności, które dostrzegamy dopiero w trakcie rozgrywki. Na przykład fakt, że używanie kart akcji jednocześnie do ruchu, jak i licytacji powoduje, że z każdą turą nasze możliwości topnieją i nie zawsze będziemy w stanie wrócić pod upragniony obraz, by przelicytować konkurencję. To szczególnie widoczne jest w grach w większym składzie, kiedy nasze muzeum rozrasta się do ośmiu sal z obrazami, a karty akcji nie zawsze dają możliwości, by w ogóle trafić do konkretnej sali. Rozgrywka w Art Gallery wymaga planowania swoich akcji z wyprzedzeniem, pod konkretne obrazy. Innym ciekawym rozwiązaniem jest to, iż jednakowe zestawy kart akcji, z którymi gracze rozpoczynają rozgrywkę, szybko rozsypią się w trakcie partii, a po każdej rundzie gracze zbiorą nieco inny zestaw kart, który wpłynie na ich możliwości ruchu oraz siłę licytacji. Zależy nam, by mieć karty o jak najwyższych wartościach (do licytacji lub na końcu gry), lecz zarazem pamiętamy o wyjątkowej sile karty 0 oraz pragniemy mieć jak najwięcej możliwości ruchu.
Znakomitą zagwozdką w tej grze jest konieczność grupowania jednakowych symboli na kolejno pozyskiwanych kartach obrazów. Zależy nam, by nie przerwać ciągu symboli, ale jest to praktycznie niemożliwe w sytuacji, gdy musimy zbierać cztery rządki takich symboli. Niezwykle istotna jest kolejność pozyskiwania kart z galerii i często okaże się, że nie opłaca się walczyć o któryś z obrazów, bo kolejność w jakiej pojawił się na głównej planszy galerii burzy całą misterną sekwencję symboli. Nie zawsze też znajdziemy możliwość dotarcia do wymarzonego obrazu, bo zabraknie nam odpowiednich kart akcji. Właściwie też wszędzie chcielibyśmy być pierwszymi, bo kolejność ma w tej grze niebagatelne znaczenie. Okazuje się, że ważna jest nawet ostatnia z kart akcji, ta która pozostaje nam na ręku na końcu rundy: jej wartość wyznacza pierwszego gracza na kolejną rundę!
Art Gallery to gra z wysoką interakcją, interakcją, której nie spodziewałabym się po takim – na pierwszy rzut oka – przyjemnie kontemplacyjnym tytule. Tu musimy wchodzić w paradę rywalom, bezczelnie sprzątać im sprzed nosa najpopularniejsze obrazy, twardo licytować, patrzeć tylko na swoją korzyść. W tej grze są emocje.
Narodziny Wenus – debiut
Jeśli wierzyć zapewnieniom bazy danych BoardGameGeek, Francesco Frittelli to autor jednej gry. Art Gallery jest jego debiutem. Myślę, że warto docenić ten projekt gry, bo autorowi udało się w prostej konstrukcji zamknąć całą paletę intrygujących pomysłów: karty akcji wykorzystywane do dwóch celów, planowanie kolejności zdobywania kart obrazów, dylematy związane z rozplanowaniem czterech tur i sposobu dojścia do konkretnych obrazów, zmieniający się zestaw kart akcji na rękach graczy. To gra nietrudna w zasadach, wymagająca pomyślunku w rozgrywce, rywalizacyjna, działająca na dwie do sześciu osób, mistrzowsko – a jakże! – przedstawiona graficznie. No właśnie, sam temat i prezentacja gry są warte oddzielnego akapitu, lecz tu trzeba napisać, że Art Gallery jest kapitalnym narzędziem do pogłębienia wiedzy z zakresu malarstwa. Widać w projekcie tej gry fascynację tematem sztuki. Sama bardzo doceniam gry, które inspirują do nauki i miałam ogromną przyjemność z tworzenia kolekcji kart złożonej z tak znanych dzieł.
Alegoria malarstwa
Mi dodatkowo bardzo podoba się jak zmyślnie przemycono do tej gry wiedzę o malarstwie. Nie dla każdego temat gry będzie w ogóle ważny. W Art Gallery można grać jak w typową rodzinną grę euro polegającą na zbieraniu zestawów kart i dobieraniu ich pod konkretne symbole. Ale kto chce, to zauważy. Cztery rodzaje symboli widniejących na kartach obrazów podkreślają pewne cechy konkretnych dzieł, te które uczyniły je mistrzowskimi. Nie dziwi, że symbolem światła opatrzono dzieło Caravaggia czy Dziewczynę z perłą Vermeera. To światło wydobywa z mroku ich postacie, nadaje całą dramaturgię tym obrazom. Podobnie widoczek Cezanne’a, czy słynną Wielką falę w Kanagawie Hokusai podziwiamy za ich interpretację natury oraz kompozycję obrazu. I właśnie te symbole widnieją na ich kartach – te będą liczyć się do punktacji gracza.
Fantastyczną zabawą jest też dopasowywanie płytek obrazów ze stosów sklepiku do odpowiadających im kart obrazów. I znowu: można w Art Gallery grać jak w typową eurogrę. Zarówno płytki obrazów, jak i karty opatrzono numerami. Nie musimy nawet patrzeć na to, co przedstawia obraz – wystarczy, że sparujemy numerki. Ale ile satysfakcji daje rozgrywka, w której patrzymy tylko na obraz! Płytki obrazów przedstawiają zaledwie fragment danego dzieła, tylko wycinek każdej karty obrazu. Po kilku rozgrywkach będziemy już potrafili, na podstawie zaledwie detalu dzieła, wskazać, z którego obrazu pochodzi. Art Gallery pod podszewką ma ukryty pokaźny zasób wiedzy o sztuce. Nawet sam przebieg rozgrywki przypomina zwiedzanie najsłynniejszych muzeów świata. Ten tłum gapiów stojących przed Mona Lisą, ta chęć pozyskania pamiątek ze sklepiku zanim wykupią je inni turyści: dzieł, które najbardziej zapadły graczowi w pamięć i znajdują się w jego tableau.
Krzyk (zniecierpliwienia)
Mam do Art Gallery jedno poważne zastrzeżenie. Dotyczy ono czasu trwania rozgrywki. Szczególnie w grach w małych składach osobowych: na dwóch i nawet trzech graczy, długość rozgrywki daje się we znaki i gracze zaczynają tracić cierpliwość do gry. Powodem są określone w zasadach warunki zakończenia gry. Gra powinna kończyć się dopiero, gdy w talii nie ma już wystarczającej liczby kart obrazów lub wyczerpią się dwa stosy płytek obrazów w sklepiku. O ile rozgrywki w pełnym sześcioosobowym składzie kończą się najczęściej z powodu wyczerpania talii obrazów i jak na ten skład osobowy toczą się sprawnie, o tyle podczas gry w parze gra przeciąga się ponad miarę. Wygląda na to, że nie tylko ja zauważyłam ten problem, bo w pudełku znalazł się dodatkowy arkusz proponujący graczom wariant skrócony rozgrywki. Gra kończy się wówczas po rundzie, w której jeden z graczy zgromadzi przed sobą 10 kart obrazów. I takie rozgrywki szczerze mogę polecić jako najlepsze.
Niedzielne popołudnie na wyspie Grande Jatte – podsumowanie
Obraz Georgesa Seurata, wyróżniający się nowatorską techniką ale i czerpiący z antycznych kompozycji, przedstawiający niedzielny wypoczynek paryżan za miastem, fajnie podsumowuje wrażenia z rozgrywki w Art Gallery. To gra łatwa w odbiorze skierowana do graczy średniozaawansowanych i rodzinnych. W pierwszym rzucie okiem wydaje się być klasycznym set collection – zbieraniem zestawów kart obrazów. Jest przyjemna w rozgrywce, prosta w zasadach (reguły przebiegu rundy i punktacji mieszczą się na trzech stronach instrukcji). Ale przemyca zarazem inne wartości oraz interesujące mechanizmy. Jest bardzo estetyczna i zachęcająca gracza do bliższego przyjrzenia się dziełom największych malarzy, a nawet prób rozpoznania fragmentów ich najsłynniejszych obrazów. Wprowadza łatwy w obsłudze, lecz jednocześnie wymagający porządnego planowania aspekt wykorzystania kart akcji do dwóch różnych celów. Ciekawą cechą gry jest też rosnąca asymetria zestawów kart akcji na rękach graczy. W efekcie powstał tu spójny projekt oparty na klasycznych zasadach, tchnący spokojem i możliwością kontemplacji uznanych obrazów świata, lecz jednocześnie intrygujący swą niebanalnością.
Art Gallery uważam za bardzo dobrą grę średniozaawansowaną. Nie przytłacza regułami, a jednocześnie zawiera pewną głębię, każe się wysilić podczas rozgrywki, coś zaplanować. Tury graczy są szybkie. Jednocześnie jest to gra, jak na tytuł rodzinny, porządnie rywalizacyjna i pełna interakcji. Skaluje się dobrze, choć daje różne wrażenia z rozgrywek w różnych składach, na większą liczbę graczy trudniej jest przeprowadzić swój plan. Uważam, że należy w nią koniecznie grać stosując dodatkową regułę zakończenia gry (po rundzie, w której ktoś zgromadzi 10 kart obrazów) – wówczas rozgrywka kończy się akurat w odpowiednim momencie. Polecam ją wszystkim entuzjastom malarstwa, czy sztuki, ale też graczom szukającym ciekawej, ładnej i niebanalnej gry do pogrania w niedzielne popołudnie.
Dziękuję Wydawnictwu Piatnik za przekazanie egzemplarza gry do recenzji
























