Ryki Afryki

Mała sprytna gierka o wielkich i ciężkich zwierzętach. Kolejna propozycja od Wydawnictwa Muduko to przepięknie zilustrowana gra karciana autorstwa samego Reinera Knizii. Gra przeznaczona jest dla 3 do 5 osób na około 20 minut rozgrywki.

Ryki Afryki to gra, która może być już znana niektórym graczom pod nazwami Wildlife Safari, czy Botswana. Polskojęzyczna wersja od Muduko przyciąga graczy niesamowitymi ilustracjami Piotra Sokołowskiego, które wręcz tętnią afrykańską egzotyką: wysuszona sawanna ugina się pod kopytami i łapami królewskich zwierząt. Bawoły, hipopotamy, lwy, słonie i goryle przystrojone w etniczne pióropusze i kubraki rywalizują o nasze zainteresowanie. Zasady gry i punktacji są bardzo proste, a finał każdej rundy rozweselająco zaskakujący.

  • Współpraca reklamowa. Egzemplarz gry do recenzji otrzymałam od Wydawnictwa Muduko, za co bardzo dziękuję. Wydawca nie miał wpływu na treść tej recenzji

W pudełeczku gry znajdziemy 30 kart zwierząt (po 6 każdego gatunku o wartościach od 0 do 5) oraz 25 żetonów zwierząt. Do gry dołączony jest też notes punktacji. W zależności od liczby osób rozdajemy graczom odpowiednią liczbę kart, a żetony, posegregowane według gatunku, umieszczamy na środku stołu.

Jedyne, co gracz musi zrobić w swojej turze to zagrać dowolną kartę zwierzęcia z ręki na środek stołu oraz dobrać dowolny żeton zwierzęcia ze stołu. Karty zwierząt układane są w osobnych kolumnach dla każdego gatunku, tak by liczba kart oraz wartość każdej karty były widoczne. Runda kończy się, gdy do któregokolwiek gatunku dołożona zostanie szósta karta. Wówczas podliczane zostają punkty za posiadane żetony zwierząt. Cała rozgrywka trwa tyle rund, ilu jest graczy.

Cały spryt tej gry leży właśnie w zasadach punktacji. Żetony zwierząt zebrane przez graczy warte są tyle punktów, ile wskazuje ostatnia karta zagrana dla każdego z gatunków zwierząt. Jeśli zatem ostatnią zagraną kartą będzie taka o wartości zero, tyleż będą warte zebrane żetony tego gatunku.

Dopiero gdy rozumiemy reguły przyznawania punktów, zauważamy, że Ryki Afryki wymagają nieco strategicznego podejścia i pomyślunku. Spodziewałam się po tej karciance bardzo losowej zabawowej rozgrywki, a dostałam gierkę, w której musiałam zastanowić się nad każdą zagraną kartą, nad tym, który z dostępnych jeszcze żetonów zwierząt chcę przygarnąć oraz nad tym, jakich wartości karty zostawię sobie na koniec gry, a z jakich mogę zejść już teraz. Bawi mnie w tej grze przechytrzanie przeciwników, możliwość nagłego zakończenia rundy w sprzyjającym dla nas momencie; cieszy mnie zagrywanie karty o wartości zero, gdy widzę, że któryś z rywali zbiera żetony tego gatunku zwierząt.

Jasne, że nie mamy szans mieć tu nad wszystkim kontroli; jasne, że runda niejednokrotnie skończy się w nienajlepszym dla nas momencie. Rozgrywka ma w sobie sporo napięcia i nawet lekkiej nerwowości. Zwracamy uwagę, jakie wartości kart zostały już wyłożone, próbujemy szacować jakimi kartami mogą dysponować przeciwnicy, rozważając po które żetony zwierząt sięgają. Ryki Afryki to lekka gra karciana, doskonała na upalne i szybkie granie przy napojach chłodzących: takie zabawowe, luźne i bez przesadnej powagi. Jednak przy tym wszystkim wymaga nieco zastanowienia, czasem zablefowania, czy zrobienia na złość rywalowi. Ma w sobie sporo interakcji.

Jeśli chodzi o zastrzeżenia, które pojawiły się w czasie moich rozgrywek, to zdarzało się, że gracze musieli dłużej przyjrzeć się kartom, czy żetonom zwierząt – w słabszym świetle wizerunki słoni i bawołów oraz goryli i hipopotamów zlewają się ze sobą. Co ciekawe, mi najlepiej grało się w niepełnym składzie. Przy rozgrywkach trzy- i czteroosobowych 3 lub 2 karty z talii zwierząt odkładane są do pudełka. Gracze nie wiedzą zatem do końca, ile kart zwierząt każdego gatunku bierze udział w rundzie. Z kolei rozgrywka pięcioosobowa angażuje wszystkie karty zwierząt – tu mamy pełną informację i łatwiej jest domyślić się jakie karty kitrają przeciwnicy i skąd grozi nam niebezpieczeństwo. Jednak Ryki Afryki są grą rozweselającą i przeznaczoną do grania na luzie, zatem ta odrobina niepewności, którą dają odrzucone na początku karty, tylko dodaje jej uroku.

Ryki Afryki polecam do wesołych szybkich wakacyjnych rozgrywek. Mała gra spod ręki Reinera Knizii znów udowadnia, że na prostych komponentach i banalnie prostych regułach da się stworzyć angażującą i niegłupią grę. Oprawa graficzna polskiej wersji językowej jest bardzo atrakcyjna i bardzo afrykańska. Ilustracje zwierząt podkreślają klimat rozgrywki: jej dzikość, lekką drapieżność, pewną nerwowość związaną z czającym się niebezpieczeństwem. Wszak wystarczy jeden złośliwy manewr przeciwnika, a nasze złowrogie goryle warte będą okrągłe zero punktów! Zabawne jest, że drobne różnice w ilustracjach zwierząt też podkreślają ich wartości: milusińskie hipopotamki o wartości zera punktów w niczym nie przypominają ryczących tłuściochów o wartości 5. Ta gra naprawdę zdaje się do nas ryczeć. Mi najbardziej spodobała się w gronie trzech lub czterech osób. Jest szybka, jest niezwykle prosta do wytłumaczenia, odpowiednia dla graczy lubiących szacować ryzyko i jakiś element niepewności w grach.

 

Dziękuję Wydawnictwu Muduko za przekazanie gry do recenzji

 

0 Udostępnień