Cartaventura: Lhasa – podążaj drogą mistrzów

Cartaventura to seria małych gier karcianych, których cechą wspólną jest rozbudowana warstwa narracyjna, proste reguły, które gracze poznają podczas rozgrywki oraz kilka różnych zakończeń przygody zależnych od podjętych w grze decyzji.

W pudełku znajdziemy talię kilkudziesięciu kwadratowych kart, których nie należy podglądać przed rozgrywką. Z ich pomocą gracze ułożą przed sobą zaczątek opowieści, a niektóre z kart oferować będą różne opcje akcji – w zależności od decyzji i drogi, którą podążą gracze historia będzie rozwijać się inaczej. Gry przeznaczone są do rozgrywek solo lub kooperacyjnie w grupie. Poszczególne tytuły tej serii zabierają grających do różnych epok i miejsc, prezentując z reguły postaci i wydarzenia historyczne – te obecne są tak w samej warstwie narracyjnej gier, jak i w postaci krótkiej broszurki nakreślającej tło historyczne danej przygody. Charakterystyczne są też nostalgiczne akwarelowe ilustracje kart mogące kojarzyć się ze szkicownikami pierwszych podróżników.

System gry pozwala na przejście jednej przygody kilkukrotnie w poszukiwaniu alternatywnych zakończeń rozgrywki, optymalizując swoją ścieżkę dojścia do zadanego celu. Gracze zgodnie z poleceniami kolejno odkrywanych kart układają na stole karty mapy, które otaczane są wskazanymi na nich kartami akcji, zaś przed sobą umieszczają niekiedy zdobyte karty przedmiotów. Karty akcji oraz karty pilne zawierają lwią część narracji gry i wymagają od grających wyboru jednej z dostępnych opcji; podjęcia decyzji o dalszych krokach i zmierzenia się z konsekwencjami tych decyzji. Gra pozwala na zaczytanie się: opisy kart są bardzo szczegółowe, prezentujące tak obserwowaną przyrodę, czy okolice, jak i wydarzenia, czy sytuacje społeczne i historyczne. Dotychczasowe tytuły wydane lub zapowiedziane przez francuskie wydawnictwo BLAM! to Lhasa, Vinland, Oklahoma i Caravanes.

Dzięki wydawnictwu Muduko pudełka Lhasy oraz Winlandii są już dostępne w polskiej wersji językowej. Czy warto po nie sięgnąć?

Cartaventura: Lhasa to interaktywna karcianka, w której zadaniem gracza jest odnalezienie francuskiej podróżniczki Alexandry David-Neel. Też nic Wam nie mówi to nazwisko? Bez obaw. Całkiem ciekawy opis tej postaci zawarty jest w składanej broszurce historycznej towarzyszącej talii siedemdziesięciu kart. To kobieta, która na początku XX wieku jako pierwsza Europejka dotarła do świętego miasta Lhasa w Tybecie. Po skończonej przygodzie warto poczytać nieco więcej o tej postaci, bo jej biografia jest niezwykle interesująca (badaczka buddyzmu, pochodząca z dobrze sytuowanej rodziny śpiewaczka operowa, kobieta, która wyszła za mąż, a po czterdziestce udała się na niby to roczną wyprawę do Azji, z której wróciła po kilkunastu latach z adoptowanym synem – towarzyszem podróży; podróży w której to wędrowała po trudnych górskich szlakach w przebraniu i głównie nocą). Nie musimy jednak uzupełniać swojej wiedzy przed rozgrywką. Sama historia delikatnie wprowadzi nas w świat i na ścieżki, które kiedyś przeszła bohaterka. Autorami gry są Thomas Dupont oraz Arnaud Ladagnous. Tak jak wszystkie przygody serii, Cartaventura: Lhasa to gra, która obywa się bez instrukcji, gdyż jej zasad uczy nas kilka pierwszych kart wykładanych na stole. To również gra oferująca pięć różnych zakończeń, nie zawsze satysfakcjonujących.

Przyznaję, ze pomysł na tę grę bardzo mnie zainteresował, bo lubię gry uczące mnie czegoś o świecie i pozwalające przeżyć jakąś przygodę lub wcielić się w kogoś. I rzeczywiście do kwestii przedstawienia tematu, czy walorów edukacyjnych tej gry trudno byłoby mieć jakieś zarzuty. Podoba mi się również wybór tak nieszablonowej postaci na bohaterkę gry; podobają mi się wybory moralne, które oferuje rozgrywka i szansa na zaznajomienie się z filozofią buddyjską. To coś czego zupełnie się nie spodziewałam, ale gra wymaga zazwyczaj od gracza zadania sobie pytania co zrobiłby w konkretnej sytuacji i bardzo subtelnie wprowadza gracza w sposób myślenia i postępowania Tybetańczyków. Zgodnie z opisem wydawcy Cartaventura jest faktycznie grą wyjątkowo przystępną, którą rozpoczynamy bez żadnego przygotowania.

Na tym kończą się ciepłe słowa, którymi nagradzam ten tytuł, gdyż okazało się, że sama rozgrywka wzbudziła we mnie szereg zastrzeżeń. Po pierwsze, warstwa narracyjna gry wydała mi się nazbyt rozbudowana. Większość kart zapisana jest drobnym maczkiem, a nazbyt szczegółowe i kwieciste opisy nie ułatwiają rozgrywek w grupie. Moim zdaniem to jest przede wszystkim gra do rozgrywek solo. Wówczas możemy poświęcić czas i energię na wczytywanie się w opisy złotych lotosowych stawów, złowieszczych czarnych chmur unoszących się nad stromymi zboczami gór, czy architektonicznych cudów Indii. Użyto tu zbyt wielu słów i zbyt wielu przymiotników, by utrzymać zainteresowanie grupy, którą interesuje przede wszystkim rozwój sytuacji. Po drugie, gra wielokrotnie podejmuje decyzje za nas, każąc nam wykonać po prostu kolejne polecenie i nagradzając za to kolejną zapisaną drobnym maczkiem kartą. Dla mnie decyzji w tej grze było nieco za mało, a polegały one zazwyczaj na wyborze jednej z dwóch opcji kierując się własnym instynktem. Zabrakło mi tutaj jakiegoś rodzaju logicznych zagadek, szukania podpowiedzi, obserwowania kart z bliska, wyławiania szczegółów. To bardziej taka książka – słuchowisko. Gracz w zasadzie nie musi nawet patrzeć na karty, wystarczy, że będzie słuchał tego, co czyta gracz pełniący funkcję lektora. Zabrakło mi tutaj pewnego rodzaju zabawy intelektualnej. Po czwarte wreszcie, każde kolejne spotkanie z grą nie stanowi już większej niespodzianki dla gracza, gdyż próba odkrycia i natrafienia na alternatywne zakończenia rozgrywki powoduje, że stykamy się z tymi samymi kartami i decyzjami. Za każdym kolejnym razem musimy już nie tyle odkrywać, co optymalizować ścieżkę decyzji, którą podążamy w grze, by natrafić na nowe rozwiązania – co czasem może być nużące lub frustrujące.

Mi, ostatecznie, rozgrywka w Cartaventurę Lhasę dała satysfakcję: odkryłam wszystkie pięć zakończeń tej przygody i musiałam nieźle pokombinować, jakie decyzje doprowadzą mnie do upragnionego rezultatu. To była nauka na błędach i to mi się nawet spodobało. Skończyłam jednak rozgrywkę samotnie, bo gra w towarzystwie nie została przyjęta z entuzjazmem. No właśnie: rozgrywkę, czy rozrywkę? Cartaventura: Lhasa stanowi dla mnie raczej rodzaj rozrywki, rodzaj interaktywnej książki przygodowej niż gry, w której mogę podjąć własne decyzje lub zarządzać dostępnymi zasobami. Pierwsze i drugie podejście do gry skończyło się też zbyt szybko i smutno, a chęć natychmiastowego naprawienia własnych pomylonych decyzji wywołała tylko uczucie znudzenia koniecznością powrotu do startowego układu kart mapy i zabawy w to samo od początku. Ja potrzebowałam oddechu od gry i dopiero powrót do niej po czasie pozwolił odblokować świeże ścieżki postępowania w moim umyśle. Tak na marginesie, moje malkontenctwo na pewno wzmocnił fakt, że tygrysy również nie są tym, co człowiek tułający się zimą po Tybecie lubi oglądać najbardziej…

Podsumowując, Cartaventura: Lhasa to karciana przygoda, która początkowo bardzo mnie zaintrygowała soczystością tematu, potem nieco zawiodła i znudziła prostotą mechaniki, następnie sfrustrowała powtarzalnością doświadczeń, by na końcu zadowolić dotarciem do wyznaczonego celu. Na tym przygoda z tą częścią serii się zakończyła; czy będę chciała sięgnąć po następne? U przysłowiowego kolegi na pewno z chęcią sprawdziłabym kolejne części tej serii. Problem w tym, że uważam tę serię za przeznaczoną raczej do rozgrywek solo. Ogólnie grę uważam za ciekawą przygodę i bardzo ją cenię za pogłębione dopracowanie tematyczne. Z drugiej strony gra nie sprawdziła się dobrze w rozgrywce grupowej, zaś samo poszukiwanie alternatywnych zakończeń i konieczność powrotu do tych samych sytuacji znudziło graczy. Mogę jednak polecić ten tytuł jako propozycję na samotne spędzenie wieczoru, szczególnie dla osób dociekliwych i lubiących czytać. Gra, jak rzadko która pozwala zanurzyć się w spokojny świat tajemniczych gór i w świat duchowych poszukiwań. Zaskakuje tym, że zadaniem gracza okazuje się być nie tylko ślepe podążanie śladem bohaterki, lecz w równym stopniu zrozumienie sensu jej wędrówki i poznanie filozofii towarzyszącej od wieków mieszkańcom tego regionu. Dlatego dla osób lubiących poznawać świat i historię na własnej skórze Cartaventura: Lhasa będzie dobrą propozycją.

 

 

0 Udostępnień