Gry na lato

Zaczęły się wakacje, czas wyjazdów i odwieczny problem: jakie gry zabrać, by zmieściły się w walizce lub nie przeciążyły plecaka? Jakich nie porwie wiatr i nie zasypie plażowy piasek? Jakie zmieszczą się do kieszeni i na stoliku w pociągu? Czy na wakacjach da się w ogóle zagrać w coś poważniejszego? Poniżej kilka propozycji.

Rozrywka do pociągu – Lost Legacy

Przyznam, że nie byłam wielką fanką Love Letter, choć doceniłam sam pomysł na tę minigierkę. Dlatego też nie przyglądałam się szczególnie kolejnym wersjom jej następczyni: serii Lost Legacy. Do czasu gdy nie dostałam w łapki japońskiego pudełeczka z dwoma taliami kart, ochrzczonego nic nie mówiącą mi, choć dźwięczną nazwą Binbo Tantei to Inbo no Shiro. W języku bardziej przyjaznym są to gry: Orb of Seduction oraz Eternal Grail. Obie talie spowodowały, że na Lost Legacy spoglądam zdecydowanie przyjaźniejszym okiem. Zachowując podstawowy koncept Love Letter, jest to gra typu ‘dociągnij kartę, wyłóż kartę i zastosuj jej efekt’, z nieodłącznym mechanizmem eliminacji przeciwników z rozgrywki. Jednak tu celem gry jest odkrycie gdzie znajduje się specjalna karta z numerem 5, tytułowe ‘Lost Legacy’. To powoduje, że w grze zaczyna przeważać element dedukcji, szukamy wskazówek, mylimy przeciwnikom tropy. Talia Orb of Seduction uzależnia efekt zagranej karty od liczby kart X wyłożonych już na stole; talia Eternal Grail wprowadza możliwość i konieczność wykładania niektórych kart zakrytych. To zwiększa jeszcze opcje główkowania podczas rozgrywki, dawania fałszywych wskazówek przeciwnikom – tu zdecydowanie przeważa element detektywistyczny nad eliminacyjnym. Obie talie dają inny posmak rozgrywki, doskonale działają też na 2 osoby. Jak w całej serii Lost Legacy istnieje możliwość pomieszania kart z obu talii, ale gra wydaje mi się wówczas słabsza. Każda z tych talii ma swój koloryt i najlepiej smakuje w swym własnym sosie. Pomysł z zagrywaniem zakrytych kart jest znakomity, a rozgrywka wesoła. Pudełeczko rzeczywiście mieści się w kieszeni, rozgrywka jest szybka, trochę zwariowana. To bardzo pyszny i śmieszny filler na rozpoczęcie podróży.

Logicznie na plaży – Docker

Docker to szybka malutka gierka, w której gracze próbują blokować możliwości ruchów przeciwników. Lepiej znana pod nazwą Omba, rozgrywana jest na planszy 3×3, przeznaczona dla 2 do 4 osób. Każdy z graczy dysponuje trzema pionkami; po rzucie kostką musi wykorzystać cały jej wynik na ruch jednego z pionków, którymi może też wchodzić na zajęte pola, doliczając różnicę wysokości między pionkami. Ta możliwość poruszania się i w pionie i w poziomie oraz konieczność liczenia punktów ruchu ‘w powietrzu’ nadaje charakter rozgrywce i niektórym graczom może sprawiać trudność. Z tym charakterem świetnie współgra portowy temat, który narzucono tej typowo logicznej, suchej grze – w Dockerze znajdujemy się w porcie morskim i za pomocą dźwigów próbujemy ustawić nasze pionki/kontenery na najkorzystniejszych pozycjach i wysokościach. Pionek/kontener na górze stosu blokuje niższe kontenery. Gracz, który w swej turze nie może wykonać ruchu, wypada z gry. Wygrywa ten, kto pozostanie w grze najdłużej. Zazwyczaj to rzut kością będzie decydował ostatecznie o wygranej, dlatego ważne w tej grze jest, by zawsze zostawić sobie furtkę, by nie pozwolić się zablokować. Gra jest ciekawsza w 3 lub 4 osoby; we dwójkę raczej tylko w wariancie, gdy każdy gra dwoma kolorami. Nie jest to szczególnie wybitna gra, ale nie jest też słaba. Dla osób lubiących abstrakcyjne logiczne gierki w małych pudełkach sprawdzi się na wakacyjnej plaży jako typowy filler.

Klimatycznie na plaży – 7 Ronin

7 Ronin polubiłam od pierwszego spojrzenia. Dwuosobowa asymetryczna gra, w której siedmiu wspaniałych ściera się z czterdziestoma rozbójnikami na małej planszy przedstawiającej wioskę. Atakujący ninja muszą zająć co najmniej pięć obszarów wioski, podczas gdy zadaniem broniących jej samurajów jest rozgromienie przeciwników lub przetrwanie ośmiu rund rozgrywki. Gracze w tajemnicy rozdysponowują siły na różnych obszarach wioski. Następnie przenoszą je na główną planszę, gdzie rozgrywana jest walka wręcz. Esencją rozgrywki jest jednak wykorzystanie specjalnych zdolności każdego z samurajów oraz specjalnych zdolności obszarów wioski zajętych przez atakujących. Obaj gracze mają tu nad czym myśleć i co planować. Bardzo podoba mi się oprawa graficzna tej gry, a jej wykonanie sprawia, że doskonale sprawdza się i w warunkach plenerowych – żadna karta nie odleci z wiatrem. To bardzo klimatyczny, solidny pod każdym względem tytuł.

Eurogra do plecaka – Sail to India

Sail to India opisywałam już kiedyś bardzo szczegółowo tutaj. Wciąż zachwyca mnie minimalizm tej gry, fakt, że z kilku kart i garści znaczników można stworzyć wymagającą poważną ekonomiczno – logistyczną grę, przy której przyjdzie się graczom napocić. Niektórzy narzekali, że jest sucha, abstrakcyjna, że nie może się jednak równać ciężarem z pełnowymiarowymi eurogrami – ja wciąż jestem pod jej urokiem. Jeśli zupełnie nie macie jak już wcisnąć do bagażu wielkiego pudła z ulubionym sucharem, dajcie szansę Sail to India. To worker placement w miniaturze z genialnym twistem: ograniczona pula znaczników każdego gracza robi tu za wszystko – pieniądze, punkty zwycięstwa, statki, budynki, towary… Mamy tu i lekki element wyścigu i kilka dróg do zwycięstwa, i możliwości specjalizacji dzięki pozyskiwanym technologiom. To już całkiem poważny tytuł, raczej na deszczowe wieczory niż wakacyjne wygłupy.

Towarzysko do kawiarni – Totem

A na koniec kilka słów o grze, do której mam wielki sentyment. Raz, że napatoczyłam się na nią w początkach zainteresowania planszówkami; dwa, że wciągnęłam dzięki niej kilka osób w to hobby. I kojarzy mi się przede wszystkim z baaardzo wesołymi letnimi wieczorami. Gra osadzona jest w słonecznym klimacie jednej z wysp Polinezji, a celem graczy jest umieszczenie kolorowych elementów na szczycie totemu zgodnie z kartą zadania otrzymaną na początku rundy. Każdy gracz dostaje inne zadanie, w którym inne elementy totemu będą najwyżej punktowane. Dzięki talii kart ruchu gracze na zmianę przemieszczają elementy totemu na specjalnej planszy z wgłębieniem, starając się wyeliminować z rozgrywki zbędne im elementy, popsuć szyki przeciwnikom jednocześnie przesuwając wysoko punktowane elementy w górę. Jest tu i miejsce na blef, i na przewidywanie ruchów innych, i na zmyślne zarządzanie własną ręką kart. Gra jest najciekawsza w gronie dwuosobowym, daje najwięcej możliwości kontrolowania rozgrywki, planowania i najwięcej satysfakcji. Gra w większym składzie jest chaotyczna, w sumie już bez możliwości zaplanowania czegokolwiek, lecz wciąż zabawna – na lato jak znalazł. Na Totem trafiłam kiedyś przypadkiem w sklepie z zabawkami, biorąc ją za typową grę dla dzieci. Jednak tak dobrze się przy niej bawiliśmy, że szybko zmieniłam jej kategorię na abstrakcyjną strategię z zarządzaniem ręką. Choć właściwie to chyba jest gra dla dzieci, a na pewno jest to gra familijna. Ale przecież wszyscy jesteśmy wciąż dziećmi, szczególnie w tym hobby, szczególnie w wakacje.

  • Pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem Totem na jakimś organizowanym przez nasz klub spotkaniu z grami. Od razu zagraliśmy i to nie jeden raz. Super zabawa 🙂

  • siefczyk

    Wsiąść do pociągu, Carcassone, Niagara i Totem – od tych gier zaczęło się hobby. W mojej ocenie idealne tytuły na początek, dla rodziny, dla dzieciaków – mało, że zasady proste i ogromna regrywalność, to jeszcze pięknie wykonane (no może mniej dotyczy to Carcassone). Rewelacyjne elementy totemu potrafią przyciągnąć do stołu zaciekawionych graczy 🙂