Boso przez świat, czyli podróż pełna skojarzeń

Jedną z największych fascynacji mojego dzieciństwa były mapy. Atlasy geograficzne, mapy świata, przyglądanie się kształtom kontynentów, zarysom granic politycznych, śledzenie biegu rzek. Najciekawszą lekturą – miesięcznik Poznaj Świat. Najpiękniejszym prezentem – dwie duże mapy ścienne: fizyczna świata i polityczna Europy (która, choć już dawno nieaktualna, wciąż wisi w rodzinnym domu). Ta fascynacja nie przeszła mi do dzisiaj. W dorosłym życiu mapy stały się już bardzo praktycznym narzędziem: pierwszym etapem wyprawy – planowaniem trasy. Teraz nie głaskałam ich już z bezbrzeżnym szacunkiem czystymi rękami, nie zachwycałam się tylko błękitem oceanów i soczystą zielenią lasów tropikalnych; teraz gięłam, mięłam, a nawet coś tam dopisywałam, zaznaczałam, rysowałam. Ale żeby zaraz flamastrem?

Gra „Boso przez świat” pozwoliła mi przekroczyć tę ostatnią granicę: mogę bezkarnie rysować trasy na mapie Ziemi kolorowymi mazakami. Znowu czuję podekscytowanie jak przed prawdziwą podróżą: tu pojadę, to odwiedzę, tędy będzie szybciej, a tędy ciekawiej.

Gra, której autorami są Agnieszka Rajczak-Kucińska i Wojciech Cejrowski, to tytuł  familijny, skierowany do osób szukających gier lżejszego kalibru. Przeznaczony jest dla 2 do 4 graczy, zaś rozgrywka powinna zająć nam około godziny. Oparty jest o prostą mechanikę podróżowania z punktu do punktu, płacenia za ruch i zagrywania kart. To też tytuł na pewno rozpoznawalny, nawiązujący przecież do popularnych podróżniczych programów telewizyjnych Wojciecha Cejrowskiego: Boso przez świat. Otóż ten miks mocno mnie zaciekawił. Ciekawa byłam, czy autorom uda się utrzymać zainteresowanie grających, czy graczy nie znudzi prosty wyścig polegający na jak najszybszym dotarciu do czterech miejsc wylistowanych na otrzymanej karcie trasy. Podróżowanie palcem po mapie dla pasjonatów podróży jest inspirujące, lecz czy podróżowanie mazakiem po planszy będzie tak samo interesujące dla pasjonatów gier planszowych?

Ja uwielbiam szampana w Buenos Aires – czyli o rozbudzonych oczekiwaniach

Pierwsze wrażenie i pierwszy atut gry – to jej wykonanie. Plansza z mapą świata prezentuje się znakomicie, kreślenie mazakami po planszy jak i ścieranie naszych śladów nie sprawia problemów. Na kartach z trasami znajdziemy kolorowe kropki podpowiedzi, gdzie na mapie świata znajdują się miejsca, które musimy odwiedzić. Wrażenie robi liczba kart skojarzeń, podzielonych na 10 kategorii i informacje na nich zamieszczone – to często luźne dopiski autora gry związane z prezentowanym miejscem, anegdoty. Karty te są czytelne, poszczególne informacje podano odpowiednim kolorem, dlatego na pierwszy rzut oka widzimy z jaką lokacją mamy do czynienia, w jakiej części świata powinniśmy jej szukać, oraz które z informacji są tylko ciekawostką, którą możemy doczytać w oczekiwaniu na swoją turę. Goldeny – pieniądze w grze z wizerunkiem sympatycznego tukana na rewersie – też prezentują się znakomicie. Gra jest dopracowana graficznie i wizualnie w najmniejszych szczegółach. W trakcie rozgrywki nieco problemów sprawiało nam poruszanie się po ściśniętych trasach Europy – dlatego dużą pomocą służy powiększenie mapy tego kontynentu w lewym rogu planszy. Nawet na drugiej stronie planszy znajdziemy ciekawostkę – mapę świata według odwzorowania Cahill-Keyesa, która pomaga zrozumieć jakie trudności niesie próba odwzorowania powierzchni kuli ziemskiej na płaszczyźnie. Podsumowując, wygląd i wykonanie gry są dla mnie bez zarzutu.

Ordnung muss sein, czyli instrukcja

Gra „Boso przez świat” ma bardzo proste zasady. Instrukcja prowadzi czytelnika krok po kroku przez poszczególne elementy gry, przygotowanie do rozgrywki i jej przebieg, choć szczegółowe opisanie każdego ruchu i aspektu gry nie daje w pierwszej chwili wrażenia prostoty. Podobno pisanie instrukcji to jeden z najtrudniejszych elementów w projektowaniu planszówek. Tutaj na szczęście wszelkie wątpliwości rozwiewają się po pierwszej partii.

Przejdźmy zatem do skrótu zasad rozgrywki

W grze „Boso przez świat” przemierzamy mapę świata pięknie przedstawioną na planszy gry, wykorzystując do tego mazak suchościeralny w wybranym kolorze. Rysujemy przebytą trasę. Przed rozpoczęciem rozgrywki każdy gracz losuje kartę trasy – ta zawiera listę pięciu miejsc, które gracz musi odwiedzić w dowolnej kolejności. Celem gry jest jak najszybsze przemierzenie własnej trasy – kto pierwszy odwiedzi wszystkie wskazane miejsca, wygrywa. Możemy też zdecydować się na drugi wariant rozgrywki, w którym wygrywa ten z graczy, który po zakończeniu wyścigu posiada najwięcej goldenów.

Gracz decyduje z którego ze wskazanych miejsc zaczyna wyścig. Karty trasy są jawne, co pozwala rywalom próbować przewidzieć którędy podążą przeciwnicy. Każdy krok pomiędzy lokacjami planszy – plansza podzielona jest na pola połączone kropkowaną linią – wymaga poniesienia opłaty. W swojej turze gracz może przemieścić się o dowolną liczbę kroków, lecz każdy kolejny krok w danej turze jest droższy od poprzedniego o jednego goldena. Gracze zaczynają rozgrywkę z pięcioma goldenami; mogą je zdobywać podczas gry dzięki odrzucaniu wymaganych kart skojarzeń; otrzymują też pieniężne nagrody za dotarcie do każdego ze wskazanych na karcie trasy miejsc. Okazuje się, że ważne jest sprytne zaplanowanie trasy swojej podróży, czyli kolejności odwiedzanych miejsc. Gracz, którego trasa przetnie się z trasą pokonaną już przez innego gracza, za wejście do miejsca odwiedzonego już wcześniej przez rywala, musi zapłacić przeciwnikowi kwotę nawet wyższą niż płaciłby do banku zgodnie z normalnymi zasadami przemieszczania się. Graczom opłaca się zatem być wszędzie pierwszymi. Lub okrążać miejsca już zwiedzone, nadkładając drogi. Generalnie, decyzje o tym jak pokonać swoją trasę, w jakiej kolejności, którędy pójść, skąd wziąć pieniądze i jak je wydawać są podczas rozgrywki dosyć istotne. Pomocą w grze służą karty skojarzeń. I to one nadają grze „Boso przez świat” charakteru odmiennego od typowych lekkich planszówek.

Karty skojarzeń, w imponującej liczbie trzystu siedemdziesięciu jeden, zawierają informacje dotyczące lokacji planszy, a więc krajów, stolic, ciekawostek kulturalnych, zabytków, potraw, skarbów naturalnych, plemion, słynnych podróżników. Podzielone są na 10 kategorii. Karty skojarzeń pomagają graczom finansowo, na trzy sposoby. Zebranie zestawu trzech kart należących do tej samej kategorii pozwala graczowi raz w swej turze wymienić go na 3 goldeny. Odrzucenie karty związanej z miejscem do którego wkroczył właśnie przeciwnik skutkuje otrzymaniem 1 goldena z banku poza swoją turą. A ponadto, karty skojarzeń związane z miejscem, do którego gracz zamierza właśnie wkroczyć, pozwalają na wykonanie darmowego kroku – gracz ani za niego nie płaci, ani nie liczy jako kolejnego kroku. Dlatego właśnie analizowanie dobieranych w trakcie rozgrywki kart skojarzeń jest ważne.

Edukacja, głupcze!

Z przeglądaniem i czytaniem kart skojarzeń wiąże się największy atut tej gry – walor edukacyjny. Karty skojarzeń odnoszą się do jakiegoś państwa lub jego części, wysp, czy punktów na oceanie – by dobrze korzystać z kart i zarabiać na nich oraz korzystać z darmowych kroków, musimy te miejsca na mapie zlokalizować. Orientować się czy leżą na naszej trasie; śledzić też trasy przeciwników. I ta wiedza zostaje już z graczem na dłużej. Po kilku rozgrywkach, w których musimy samodzielnie i odręcznie wyrysować swą trasę na planszy, odszukać punkty skojarzone z kartami – zapamiętujemy coraz więcej, bez wysiłku i przy zabawie.

Nieco większy problem pojawił się natomiast z przyswajaniem wiadomości dodatkowych, mających charakter ciekawostek, przedstawionych na kartach. Okazało się, że w trakcie rozgrywki praktycznie nie ma na to czasu. Otóż, „Boso przez świat” okazała się grą angażującą, a przemierzanie własnej trasy wymaga skupienia na pozyskaniu goldenów, którymi opłacamy kolejne kroki. Dlatego zwracamy uwagę na kategorie dobieranych kart, na ich skojarzenie z konkretnym polem na mapie (by móc wykonać darmowy krok lub zarobić na ruchu przeciwnika), lecz już niekoniecznie na nieistotne dla samej rozgrywki informacje.

Mimo to, w trakcie jednej partii zawsze choć kilka kart przykuwa moją uwagę na dłużej. Tak dowiedziałam się o wyspie Tristan da Cunha, leżącej na Atlantyku, zamieszkanej i jednej z najbardziej odosobnionych na świecie. Nie miałam dotąd o jej istnieniu bladego pojęcia. Ani o jeziorze Bałchasz w Kazachstanie, którego jedna połowa zawiera wodę słodką, a druga wodę słoną. Dowiedziałam się, że Belgrad jest najstarszą stolicą w Europie. Oraz w której ze światowych stolic mogę dorobić potrzebną pieczątkę…

Podoba mi się, że skojarzenia i ciekawostki podane na kartach nie są wcale sztampowe. Tu czuć autentyczność i widać kawał podróżniczego serca. Zapaleni turyści mogą nawet porównać własne wrażenia z podróży z doświadczeniami autora, i podczas gry ten świat mamy naprawdę na wyciągnięcie ręki.

Co również ciekawe, na stronie BosoPrzezSwiat.com pojawił się już alternatywny wariant rozgrywki, zatytułowany Wyścig agentów dookoła świata, który lepiej wykorzystuje skojarzenia przedstawione na kartach. Już bez wchodzenia w szczegóły: tutaj karty skojarzeń stają się tajną siatką agentów w terenie, którzy aktywowani są poprzez hasło – a jest nim dowolne ze skojarzeń umieszczonych na karcie. Gracze po przejrzeniu swej siatki agentów, muszą te skojarzenia zapamiętać, by potem móc aktywować konkretną kartę w trakcie gry.

„Boso przez świat” to gra do takich właśnie zabaw, do poznawania świata niejako przy okazji, do dzielenia się swoimi wspomnieniami i marzeniami o przyszłych wyprawach. Gdybym miała ją jednak poddać kryteriom, którymi oceniamy inne planszówki i wyjść poza aspekt czysto edukacyjny i zabawowy – musiałabym napisać o interakcji, skalowalności i losowości.

Duża część frajdy z tego całego podróżowania płynie ze spotkań z innymi ludźmi: zderzania się, przecinania tras, wyścigu o pierwszeństwo. Weselej jest, gdy trasy graczy się przecinają, gdyż wtedy cenne goldeny płacimy rywalowi i decyzja, czy ominąć go szerokim łukiem, czy jednak wspomóc finansowo urozmaica rozgrywkę. W grze dwuosobowej nie zdarzało się jednak to aż tak często, w trzy osoby było tu już więcej zamieszania. Dlatego myślę, że gra w pełnym składzie będzie jednak najciekawsza. Choć satysfakcję przynosi już samo docieranie do kolejnych miejsc z naszej karty trasy, jednak takie zderzanie się z innymi przynosi więcej okazji do zarobku, a o goldeny w grze wcale nie jest tak łatwo. Zdarza się, że gracz nie może wykonać ruchu, bo nie ma czym za niego zapłacić. Sześć kart skojarzeń, które mamy na ręku wcale nie tak często pozwala wykonać krok gratis. Potężnej talii kart nie mielimy na tyle szybko, by zawsze posiadać na ręku wartościową kartę. Możliwość wzięcia karty spośród trzech odkrytych kart publicznych pozwala nam tę losowość doboru kart nieco ograniczyć. To dobre rozwiązanie, podobnie jak to pozwalające na odrzucenie własnych kart i dobranie tej samej liczby nowych dwa razy w trakcie rozgrywki – korzystałam z niego właściwie w każdej partii. Warto jednak podkreślić, że „Boso przez świat” jest grą ze stosunkowo dużą losowością i fartowny dociąg kart może przyczyniać się do wygranej. Wracając do interakcji, wypada wspomnieć o specjalnej kategorii kart umożliwiającej spowolnienie przeciwników. Niespodzianki w podróży zagrane w momencie, gdy któryś z rywali znajduje się na skojarzonym z nimi polu, powodują, że gracz ów traci najbliższą kolejkę. A że najwięcej emocji w grze budzi właśnie sam wyścig oraz obserwowanie ile punktów kontrolnych jeszcze przed przeciwnikami, takie spowolnienie rywala też może zadecydować o zwycięstwie.

W poszukiwaniu Macondo – inspiracja do marzeń i podróży. Podsumowanie

„Boso przez świat” to gra inna niż te, w które grywam najczęściej, dość nietypowa dla mnie. To gra bardzo lekkiego kalibru, która jest w dużej mierze grą edukacyjną, choć nie jest quizem. Sączy geograficzną wiedzę skutecznie i bezboleśnie, pozwala oswajać mapę i świat i, co mnie bardzo ujęło za serce, jest bardzo autentyczna, nie szkolna. Czuć w niej prawdziwego ducha podróży i czuć kilometry pokonane na wielu kontynentach. Graficznie prezentuje się wyśmienicie, a pomysł na rysowanie tras na mapie pozwala graczom dosłownie dotknąć świata. Sama mechanika gry nie sprawi nam jednak niespodzianek, wydaje się miejscami nieco chropowata i trudno porównywać ją z hitami w rodzaju Brzdęka, w którym też przemierzamy trasę, bierzemy udział w wyścigu i zagrywamy karty. „Boso przez świat” stawia sobie inne cele, jest lżejszą rozrywką, nie znajdziemy tu elementów budowania talii, a nieraz będziemy utyskiwać na losowość dociągu kart. Co jednak było dla mnie zaskakujące, jest to gra bardzo angażująca. Każe graczom pozostać skoncentrowanymi nawet poza własną turą, dobrze zaplanować trasę, ciągle martwić się o finansowanie dalszej podróży. Sam wyścig jest wciągający, decyzje o wykorzystaniu posiadanych kart nie są wcale trywialne, a docieranie do kolejnych punktów kontrolnych daje zadowolenie.

Wydaje mi się, że zabawa z mapą to klucz w podejściu do tego tytułu. Wyjadacze planszówkowi niezainteresowani samym tematem gry zdecydowanie nie mają czego tu szukać. Gra skierowana jest do osób zafascynowanych podróżami lub marzeniami o nich, do rodzin, do graczy lubiących tytuły lekkie, proste i bardzo przyjemne. Nadspodziewanie dobrze się w takich gronach przyjmuje. Dzięki wielkiej liczbie kart skojarzeń, ale i kart tras jej regrywalność jest naprawdę spora. Myślę, że warto do takiego poznawania świata zaprosić też dzieci w wieku szkolnym. „Boso przez świat” może być jedną z lepszych pomocy edukacyjnych przy odrabianiu zadań z geografii. Lecz wiedza ukryta w kartach nie zawiedzie też dorosłych. We mnie „Boso przez świat” ze swoją planszo-mapą obudziła znów tę tęsknotę, którą czuję, gdy zbyt długo nie wyjeżdżam z kraju. Tę ciekawość świata, którą czułam jako dziecko. Inspirację do poznania kolejnych krajów, kolejnych wysp: ich geografii, cywilizacji, muzyki, kuchni, ludzi. Co więcej, spodziewałam się gry bardzo leciutkiej, w której będę cieszyć się tylko bazgraniem po mapie, a dostałam grę, nad którą siedzę skupiona i zaangażowana w wyścig przez świat.

„Boso przez świat” polecam jako grę typowo rodzinną osobom skupiającym się bardziej na tematyce gier; na pewno nie wyjadaczom ceniącym innowacyjne mechaniki. Polecam ją bardzo wszystkim spełnionym i niespełnionym podróżnikom oraz osobom szukającym niesztampowych pomocy edukacyjnych.

 

Dziękuję BosoPrzezSwiat.com za przekazanie gry do recenzji

 

0 Udostępnień