Parki – oswajanie dzikiej przyrody
Przyznaję, że z grą Parki musiałam się nieco oswoić. W pierwszej, szybkiej, dwuosobowej rozgrywce wydała mi się grą niewątpliwie przepiękną, ale też nudnawą. W drugiej partii odkryłam, że nie jest tu tak gładko i trywialnie, jak chciałam sądzić. W trzeciej rozgrywce zupełnie zapomniałam o swych pierwszych wrażeniach i ku zdziwieniu całej okolicznej przyrody, zaczęłam się na tych dzikich amerykańskich szlakach świetnie bawić.
Parki to gra rodzinna przeznaczona dla 1 do 5 osób, wydana w zeszłym roku w polskiej wersji językowej przez wydawnictwo Albi. Jej autorem jest Henry Audobon.
Gra, której ocena rosła z każdą moją rozgrywką, na dużych kartach rozmiaru kart tarota prezentuje grafiki reklamujące amerykańskie parki narodowe, pochodzące z serii wydawniczej Fifty-Nine Parks. Gracze wcielą się tu w rolę turystów wędrujących po szlakach, przepychających się w tłumie podobnych pasjonatów chcących zobaczyć wszystko jako pierwsi, uwiecznić każdy detal na zdjęciach, a nawet rozpalających gdzieniegdzie ogniska.
Każdy z graczy kieruje parą turystów przemierzających ułożoną z kafli trasę podczas czterech pór roku, czyli czterech rund gry. Trasa ta co rundę będzie zmieniać się i stopniowo wydłużać. Celem gry jest uzbieranie na koniec roku największej liczby punktów ze zwiedzonych parków, zrobionych zdjęć oraz spełnienia warunku osobistego bonusu.
Zasady rozgrywki, jak przystało na grę rodzinną, są bardzo proste. W swojej turze gracz po prostu przenosi jednego ze swych turystów na wybrane miejsce w dalszej części szlaku i wykonuje akcję tego miejsca. Gra generalnie polega na zbieraniu zasobów (w postaci pięknych drewnianych znaczników wody, słońca, gór, choinek, czy dzikiej przyrody) potrzebnych do zdobycia karty jednego z parków. To właśnie karty zwiedzonych parków zapewniają największą liczbę punktów na koniec gry. Karta osobistego celu spróbuje nakierować nas na przechwytywanie konkretnych parków – np. takich wymagających znaczników choinek albo takich punktujących po 2 i 3 punkty; lecz korzyści wynikające ze spełnienia jej warunku nie są aż tak pokaźne. W trakcie wędrówek pomocą służyć nam będą karty ekwipunku (pozwalające np. używać innych znaczników lub obniżające wymagania niektórych kart) oraz karty manierek, wymagające napełnienia tylko świeżo zdobytą wodą. Takie drobnostki czynią tę grę bardzo tematyczną i pozwalają łatwo spamiętać wszystkie niuanse zasad.
Rozgrywka ma swoją dynamikę narzucaną przez zmienne rozłożenie kafli szlaku, inny wzorzec pogodowy w każdej z pór roku, a przede wszystkim przez pionki innych graczy co i rusz blokujące niezbędne nam pola akcji. Fakt, że poruszamy się dwoma pionkami turystów pozwala na ciekawe planowanie kolejności wykonywania akcji i blokowanie innych graczy. Fakt, iż każdorazowe przejście szlaku jest swoistym wyścigiem o zwiedzenie lub choćby zarezerwowanie potrzebnej karty parku dodaje trochę napięcia do rozgrywek – tak w sam raz na grę familijną. Ostatni z pionków, który samotnie pozostanie na szlaku, po tym jak inni gracze doprowadzili już swoich turystów do mety, musi natychmiast kończyć swą przygodę i stawić się na końcu szlaku bez ociągania. To pozwala trochę przykrócić zapędy maruderów chcących odwiedzać każdą lokację krok po kroczku. Szlak wydłuża się o jeden kafel co rundę i zmienia rozłożenie kafli akcji. To, oraz fakt, że między turami gracze nie mogą posiadać więcej niż 12 znaczników zasobów, każe planować wszystko na bieżąco, wykorzystywać okazje od razu, nie ciułając zasobów na zaś. Rozgrywka w Parki trzyma dobre tempo i zapewnia dobrą porcję planowania na nie więcej niż godzinkę zabawy. Dobrze sprawia się na dwie osoby, natomiast rozgrywka wieloosobowa może być nieco bardziej frustrująca z uwagi na blokowanie potrzebnych lokacji szlaku. Co ciekawe, niegłupi jest też wariant solo tej gry. Ten rozgrywamy przeciw strażnikom parku, którzy zbierając z lokacji znaczniki słońca lub wody dokładają je do swojej karty – i w zależności od liczby i rodzaju zebranych znaczników wywołują negatywny efekt dla gracza. Gracz poza próbą osiągnięcia normalnych celów ma zatem na głowie próby zapobiegania odpaleniu negatywnych skutków ruchu strażników.
Parki to gra lekka, łatwa i przyjemna. Co może wadzić, to fakt, że jest jednak nieco zbyt lekka w rozgrywce. Wymagania tylko jednej karty celu, którą dostajemy na początku partii, dość łatwo jest spełnić i przydałoby się tu większe wyzwanie, by zapewnić większą regrywalność. Jednak w żadnej mierze nie jest to gra banalna, czy nijaka. Sama chciałam tak sądzić w pierwszej rozgrywce, lecz okazało się, że drobne zależności, typu: wykorzystanie i przejęcie aparatu do cykania fotek, walka o żeton pierwszeństwa, wykorzystanie ogniska do zajęcia blokowanego miejsca akcji, poświęcanie ruchu na zdobywanie dżokerów lub kart ekwipunku, czy manierek, a nawet tempo przesuwania turystów na trasie – wszystkie one – składają się na całkiem atrakcyjną pajęczynkę decyzji. Teraz uważam, że Parki to idealny produkt w kategorii gier rodzinnych.
Nie można oczywiście ukrywać, że tym co stanowi o jej atrakcyjności jest oprawa graficzna. Wykorzystanie grafik plakatów ukazujących piękno amerykańskich parków narodowych sprawia, że trudno byłoby tę grę przeoczyć. Ilustracje kart są w mojej opinii bezkonkurencyjne; nie znam gry, która mogłaby stanąć w szranki z Parkami. Zachwyca też staranność wykonania tej gry: nawet ujęcia kafelków zdjęć są fragmentami grafik kart poszczególnych parków narodowych. Do tego dodano świetną wypraskę z miejscem na każdy komponent gry i taki sposób ich ułożenia, by nic się w pudełku nie przemieszczało podczas transportu. Jedyne, co rzeczywiście przeraża, to cena jaką musimy zapłacić za ten bądź co bądź familijny produkt.
Wcale nieczęsto doceniam gry z kategorii rodzinnych. Zwykle łatwo jest mi je skreślić z listy zainteresowań tuż po zapoznaniu się z zasadami. Staram się też nie ulegać tylko i wyłącznie wrażeniom estetycznym. I choć w pierwszym podejściu chciałam Parki skreślić, to po kilku rozgrywkach uznałam je jednak za grę bardzo dobrze przemyślaną. No i niezwykle piękną.





















