Trailblazers – draftowanie z poplątaniem
Już samo opakowanie gry Trailblazers: niewielki turkusowy pojemnik z suwakiem, który można przypiąć do plecaka, zapowiada grę niesztampową. To gra oparta na drafcie i polegająca na budowaniu przed sobą tableau z dobranych kart: plątaniny kolorowych ścieżek. Autorem gry jest Ryan Courtney, który wydaje się bardzo zafascynowany ideą tworzenia połączeń budowanych z poplątanych dróg, czy systemów rur – w jego poprzednich grach: Curious Cargo i Pipeline spotkamy podobną łamigłówkę. Trailblazers w zamyśle ma być grą prostszą i przeznaczoną dla bardziej rodzinnych graczy. Została wydana przez wydawnictwo Bitewing Games. W prezentowanej tu wersji: Super Travel Edition gra przeznaczona jest dla 1 do 4 graczy.
Zadaniem graczy jest zdobycie jak największej liczby punktów z tworzonych przed sobą szlaków: rowerowych, kajakowych i wspinaczkowych. Każdy z graczy otrzymuje 3 karty obozów w trzech kolorach: niebieski dla szlaków kajakowych, czerwony – rowerowych i brązowy – górskich. Gra toczy się przez 4 rundy. Na początku rundy każdy z graczy dociąga z talii 8 kart szlaków. Po zapoznaniu się z nimi wykłada przed sobą jeden z obozów oraz dwie wybrane karty z ręki. Pozostałe karty przekazywane są graczowi obok. Po trzech turach gracze odrzucają pozostałe dwie karty z gry i rozpoczynają kolejną rundę.
Karty szlaków prezentują różne układy ścieżek w trzech kolorach, które krzyżują się ze sobą, zakręcają, przecinają. Gracze dążą do tego, by zbudować zamknięte pętle szlaków wychodzące i dochodzące do obozu w swoim kolorze. Każda nowo dokładana karta szlaku musi stykać się z wyłożonymi już kartami szlaku czy obozu; może też zakrywać część lub nawet całość innej karty szlaku. Nie jest wymagane też, by takie same typy szlaków łączyły się ze sobą, ale oczywiście na końcu punktowane będą tylko nieprzerwane ścieżki w tym samym kolorze wychodzące i kończące się w tym samym obozie.
Mając na względzie, że w każdej rozgrywce wyłożymy przed sobą zaledwie 24 karty szlaków, widać już, że pozamykanie szlaków staje się całkiem nieprostym wyzwaniem. Do każdej rozgrywki wchodzą także losowo dobrane karty celów. Dwie karty prezentować będą cele realizowane w trakcie rozgrywki – kto spełni dane wymagania szybciej od rywali otrzyma więcej punktów. Dwie kolejne karty to cele końca gry – kto wypełni dane zadanie lepiej od rywali dostanie więcej punktów. Po zakończeniu rozgrywki gracze podliczają punkty zdobyte z czterech kart celów oraz same punkty za ukończone pętelki szlaków: za ich długość. Długość ta jest określana przez tzw. markery widoczne na szlaku: każdy zakręt i skrzyżowanie szlaków jest takim znaczkiem opatrzone.
Trailblazers jest grą bardzo ciekawą w rozgrywce – o ile ktoś lubi tego rodzaju przestrzenne układanki. Ja uwielbiam. Ale – uwaga! Ta układanka nie jest wcale prosta do złożenia. Tak wydawałoby się z samych reguł gry, że to po prostu dopasowywanie koloru do koloru. A gdzie tam. Tutaj trzeba myśleć z dużym wyprzedzeniem, mieć w głowie obraz całości układanki, tworzyć takie splątanie kolorów szlaków, by układać dwa lub trzy ich typy jednocześnie. To naprawdę nie lada wyzwanie.
Bardzo dobrze sprawdzają się w tej grze karty celów. Mimo, że mamy ich w pudełku zaledwie dwanaście, to fakt, że cztery z nich wchodzą losowo do rozgrywki, stwarza bardzo ciekawe scenariusze grania. Niektóre z celów wydają się nie-do-zrobienia początkującym w tej grze graczom. Trailblazers premiuje ogranie i nauczenie się specyficznego patrzenia na dokładane karty: tak, by służyły naraz kilku celom. W pierwszych rozgrywkach łatwo też rozpędzić się zanadto i nie zdążyć z pozamykaniem dłuższych pętli – mamy tu wszak do dyspozycji zaledwie 24 karty na rozgrywkę. Będziemy mieć wielką satysfakcję z domknięcia każdej pętli, ale możemy czuć też dużą frustrację jeśli to się nie uda i zabraknie nam jednego czy dwóch pasujących fragmentów.
Karty celów potrafią być naprawdę zabawne. Od tych najprostszych każących stworzyć 4 zamknięte szlaki górskie, czy otoczyć szczelnie dwa obozy innymi kartami, po takie nakazujące tworzyć szlaki określonego koloru otaczające obozy innego koloru, czy tworzyć jak najwięcej zestawów szlaków w trzech kolorach. Karty celów dają sporą regrywalność kolejnym partiom.
W tej grze, poza draftem i wyścigiem do wypełniania celów wskazanych na kartach, nie ma szczególnie dużo interakcji. Trailblazers doskonale sprawdza się natomiast w rozgrywkach solo. To w ogóle dobry sposób na nauczanie się grania w nią, bo karta wyzwań solo stawia nas przed coraz to trudniejszymi warunkami, stopniowo podnosząc poprzeczkę. Najpierw naszym celem będzie po prostu zdobycie 30, 40 i 50 punktów uzyskanych z samych zakończonych szlaków. Potem do gry wejdą wyzwania z kart celów, najpierw pojedyncze, potem ich kombinacje. Zabawa w osiąganie kolejnych poziomów jest bardzo uzależniająca.
Podsumowując, Trailblazers to gra całkiem unikalna i czasem zaskakująco nieprosta do rozegrania. Pomimo intuicyjnych zasad, tak wyzwania kart celów, jak i samo dokładanie do siebie i na siebie kart z powyginanymi w różne strony ścieżkami zapewnia porządną rozkminkę. Dlatego myślę, że bardziej poleciałbym ją graczom średniozaawansowanym niż rodzinnym. Czasem drażnić może nieco losowość dociąganych kart, ale jest to część wyzwania, bo tu kluczowe jest patrzenie od razu na całość – umiejętność wyobrażenia sobie od razu końcowego efektu.
Gra pod względem jakości wykonania i praktyczności prezentuje się bardzo dobrze: rzeczywiście łatwo ją zabrać w podróż, choć już sama rozgrywka i układanie tableau kart wymaga większego stołu. Karty PVC są nieco trwalsze niż zwykłe, choć po wielu rozgrywkach karty szlaków wydają się już lekko przecierać na brzegach. Samo opakowanie jest bardzo użyteczne i na pewno efektowne.
Do gry można dokupić też dodatki: Animals i Adventures i rozegrać z nimi inne warianty rozgrywek. O ile gra ze zwierzątkami na szlaku pozwala po prostu na dodatkowe punktowanie za karty z unikalnymi figurkami zwierząt na domkniętych pętelkach (przy warunku, że kart z figurką nie można już przykryć inną kartą), to zasady Adventures są szczególnie interesujące. W takiej rozgrywce tworzymy tylko dwa szlaki w dwóch kolorach i zależy nam, by były one jak najdłuższe. Poczynając od drugiej rundy z każdego z dwóch obozów wyrusza podróżnik, który przemieszcza się o trzy markery po swoim szlaku. W takiej rozgrywce dbamy więc o to, by naszym podróżnikom nie zabrakło ścieżki do przejścia i niejako ścigamy się z samą grą. Taka rozgrywka ma inne tempo i jest bardzo ciekawą wariacją Trailblazers.
Trailblazers mogę bardzo polecić graczom lubiącym takie pełne wyzwań łamigłówki przestrzenne. Ładne wykonanie, niewielkie praktyczne opakowanie, proste zasady i całkiem wymagająca rozgrywka – to wyróżniające cechy gry. Sprawdzi się bardzo dobrze jako gra solo; na więcej osób zaś staje się bardziej nerwowa, ale wciąż dająca niesamowitą satysfakcję z każdej ukończonej pętelki.





















