Gemino – podwójne wyzwanie

Gemino to nowa gra logiczna wydana przez Egmont i przeznaczona dla 2 do 4 graczy. Jest unikatowa, bo rozgrywka toczy się na dwóch planszach jednocześnie. Taki pomysł na grę bardzo mnie zaintrygował. Z drugiej strony, bałam się, że gra reklamowana jako podobna do „kółka i krzyżyka” okaże się dla nas zbyt banalna.

W kwadratowym pudełku z grą znajdziemy dwie kolorowe dwustronne plansze oraz 56 płytek dla 4 graczy, po 14 z każdym symbolem gracza. Obie plansze 6×6 pól przedstawiają pola w sześciu chaotycznie rozłożonych kolorach.

Autorem gry jest Martin Nedergaard Andersen, duński projektant specjalizujący się raczej w grach lżejszych i o nieskomplikowanych zasadach. Co do zasad gry, oceńcie sami, oto i one:

W swojej turze gracz zagrywa 2 płytki ze swoim symbolem, po jednej na każdą planszę. Obie płytki muszą zostać zagrane na identyczny kolor. Celem gry jest ułożenie czterech własnych płytek w nieprzerwanej linii (poziomo, pionowo lub na ukos) na którejkolwiek z plansz. Gracz zdobywa wówczas 1 punkt i zdejmuje punktujące płytki z planszy. Gracz, który jako pierwszy dokona tego trzykrotnie wygrywa rozgrywkę. Koniec zasad.

Grę tłumaczy się jakieś pół minuty. Rzeczywiście można zagrać w nią praktycznie z każdym, bez względu na wiek i doświadczenie planszówkowe. Jedynie osoby z wyraźnie rozwiniętą awersją do gier logicznych mogą oponować, ale i tutaj może pomóc zwodniczo kolorowe wykonanie elementów gry. Gemino prezentuje się cukierkowo niepoważnie i radośnie. Świetnie, że gra nadaje się do rozgrywek w składzie dwu-, trzy- i czteroosobowym, bo często to właśnie bezwzględność pojedynków jeden na jeden odstrasza graczy od gier logicznych.

 

Sama rozgrywka zaś jest przednia. Zaskakująco dobra, zważając na oprawę graficzną gry i porównywanie jej przez wydawcę do prostoty „kółka i krzyżyka”. Zastanawiam się, czy takie skojarzenie nie robi krzywdy tej grze. Gemino jest grą z drugim dnem, głębszą niż to się wydaje przed rozgrywką. W rozgrywce wieloosobowej gracze muszą decydować, czy blokować rywali, czy liczyć na fakt, że zrobi to inny gracz, czy głównie troszczyć się o budowę swojej linii płytek. Pomysł z dwoma planszami i kolorowymi polami na nich mocno komplikuje nasze zadanie i zdarzało się, że gracz nie mógł wykonać zwycięskiego ruchu – umieszczenia czwartego piona w linii – bo na drugiej planszy nie było już pustego pola w danym kolorze! To pozwala na bardzo chytre zagrania i bardzo przemyślne blokowanie przeciwników. Fakt, iż po zdobyciu punktu, gracz zdejmuje zwycięskie piony z planszy nagle otwiera nowe rozwiązania przed pozostałymi grającymi. A dodatkowo, rozgrywka nabiera rumieńców w środku partii dzięki zasadzie, iż gracz, któremu zabraknie już płytek do wyłożenia, przesuwa własne płytki obecne już na planszach – i również musi przesunąć je na ten sam kolor na obu planszach. To zupełnie zmienia możliwości rozgrywki, robi się sporo trudniej i gra rzeczywiście przyjemnie przypala umysł.

Tutaj muszę wtrącić jedyne w sumie zastrzeżenie jakie mam do tej gry, które dotyczy sformułowań użytych w instrukcji. Otóż instrukcja nie precyzuje czym owo przesunięcie płytki jest. Zabrakło, może i oczywistej oraz intuicyjnej, informacji, że przesunięcie możliwe jest o jedno pole sąsiadujące, jak rozumiem, poziomo, pionowo lub na ukos. Poza tym sytuację, w której graczowi brakuje płytek do wyłożenia opisano w instrukcji jako wyjątkową, co nie jest prawdą. Nam ta „wyjątkowa sytuacja” zdarza się w każdej rozgrywce, a już szczególnie w grze dwuosobowej. Przy wyrównanych graczach, to właśnie przesuwanie, a nie wykładanie płytek stanowi o charakterze gry.

Interesujące jest to, że gracz, który wyłożył już wszystkie płytki i mozoli się teraz nad sensownym przesuwaniem pionów na obu planszach i któremu udaje się ułożyć punktujący układ, zdejmuje punktujące płytki z planszy. Może teraz znów wykładać je, a nie przesuwać: chwilowo znów jest mu łatwiej. Zdejmując płytki ma ich na jednej planszy mniej, co rodzi trudność z ułożeniem punktującego układu; jest mu więc jednocześnie trudniej. Podoba mi się ta nierównowaga na obu planszach w trakcie rozgrywki, różna liczba pionów w grze w danej chwili, różne sposoby operowania nimi w grze. Gemino bardzo premiuje myślenie kilka ruchów do przodu, wymaga wręcz przygotowania sobie zwycięskiej sytuacji w kilku ruchach i przy wprawnych graczach nie jest to wcale gra w spostrzegawczość, czy liczenie tylko na zagapienie się przeciwnika. Tutaj trzeba się dobrze nagłówkować, a sytuację do zdobycia punktu zaplanować i zrealizować.

 

Podsumowując, Gemino to zaskakująco dobry tytuł. Jeśli szukacie nieszablonowej gry logicznej, to taka w której musicie grać na dwie ręce, rozważając sytuacje na dwóch planszach jednocześnie, będzie jak znalazł. Gemino dobrze się skaluje, z tym, że rozgrywki dwuosobowe były u nas poważniejsze, dłuższe nawet niż pudełkowe piętnaście minut i baaardzo absorbujące. Przy czterech osobach, decyzje o tym, czy blokować jednego z przeciwników, czy zostawić to innym, a samemu przeć do zwycięstwa, dokuczają i gryzą sumienie. Bardzo podoba mi się zmienność sytuacji w czasie rozgrywki: zagęszczenie pionów na jednej lub obu planszach, by za chwilę opróżniać je z punktujących płytek, otwierając nowe możliwości oraz dwa sposoby tworzenia układów: najpierw wykładając płytki z własnej rezerwy, potem przesuwając płytki na planszach. Wszystkie te zmiany trzeba brać pod uwagę, by dobrze zagrać.

Gemino to gra logiczna, którą Wydawca zachwala jako bardzo przyjemną grę dla całej rodziny, o prostych zasadach, do której chętnie zasiądą zarówno rodzice, dzieci, jak i dziadkowie. To wszystko prawda. Ale – na wszystkich planszówkowych bogów! – gra logiczna rozgrywana na dwóch planszach jednocześnie, do tego działająca dla 2 do 4 osób, wymagająca namysłu i przeprowadzenia swego planu, powinna trafić również do graczy bardziej doświadczonych i rozmiłowanych w oryginalnych grach abstrakcyjnych. Dlatego bardzo polecam ją również dojrzałym graczom – to w żadnej mierze nie jest banalny tytuł.

 

Dziękuję Wydawnictwu Egmont za przekazanie gry GEMINO do recenzji

 

 

21 Udostępnień