• Link to Facebook
  • Link to X
  • Link to Mail
  • Link to Rss this site
Bazgranie
  • Blog
  • Recenzje
  • Gry tradycyjne
  • Felietony
  • Kontakt
  • Click to open the search input field Click to open the search input field Szukaj
  • Menu Menu
Ostatnie wpisy na blogu
ZnadPlanszy.pl |BLOGI

Dolina kamyków: Rwąca rzeka

3 listopada 2026/0 Komentarze/w Recenzja/Autor Edyta Warmińska

Błyszczące, kolorowe, półprzezroczyste, różnokształtne. Takie są kamyki, które wysypiecie z woreczka w grze Dolina kamyków od Naszej Księgarni. Jest ich ponad sto trzydzieści, w dziewięciu kolorach. To główny wabik. Lecz czy sterta kamieni wystarczy, by sprzedać grę?

Oprócz kamyków, jest jeszcze rzeka. A nawet jezioro. To z rzeki gracze pobierają kamyki, które następnie dołożą do swoich warsztatów. Gra przeznaczona jest dla 1 do 5 osób, dlatego w pudełku znajdziemy pięć plansz warsztatów rzecznych kompanii. Kamyki dokładane są do warsztatów według specjalnych zasad i tworzą kolekcję gracza. Rozgrywkę wygrywa ten, kto uzyska najwięcej punktów za rzędy i kolumny kamyków w kolekcji.

Jedna partia potrwa maksymalnie 20 minut, to ekspresowa gra. Jej autorami są Adam Hill, Ben Pinchback i Matt Riddle. To doświadczeni projektanci, znani z tworzenia gier familijnych i średniozaawansowanych. Dolina kamyków jest grą rodzinną, a po lekturze zasad zdaje się być też grą banalnie prostą. Czy zbyt prostą? Czy zbyt banalną? Sprawdźmy.

  • Współpraca recenzencka. Egzemplarz gry otrzymałam dla celów recenzji od Wydawnictwa Nasza Księgarnia, za co bardzo dziękuję. Wydawnictwo nie miało wpływu na treść tego wpisu

Rzeka lub jezioro

Rzeka, czy jezioro? – to główny dylemat, który rozstrzygamy w każdej turze. Takie są bowiem reguły gry: gracz albo pobiera wszystkie kamyki leżące na jednym z sześciu kafli rzeki i dokłada je do swego warsztatu; albo bierze cztery kamyki z kafla jeziora i umieszcza je w swojej sakiewce. Pobranie kamyków z rzeki wymaga dołożenia jednego z kamieni sakiewki na sąsiednią płytkę rzeki – ale kamienia, którego kształt odpowiada symbolowi tej płytki. Opróżniona płytka rzeki trafia na koniec planszy, czyli centralnego obszaru gry złożonego z kafla jeziora i połączonych w jeden ciąg kafli rzeki. W ten sposób rotują kafle rzeki; po turze każdego gracza sytuacja się zmienia. Na pustą płytkę od razu dolosowywane są nowe kamyki. W ten sposób rotują kamienie w grze: z jeziora do sakiewek graczy, z sakiewek do rzeki, z rzeki do warsztatów. Pobranie kamieni z jeziora to taka bieda-akcja: uzupełnia sakiewkę, lecz nie pozwala na dołożenie niczego do kolekcji. Jest niezbędna, bo partię zaczynamy z zaledwie trzema kamieniami w sakwie. Warto pamiętać, że wydając dwa identyczne w kształcie kamienie, możemy umieścić je na dowolnej płytce rzeki, bez dopasowania symbolu. Rozgrywka toczy się do momentu aż któryś z graczy umieści w warsztacie 17 lub więcej kamyków; wówczas rozgrywana jest ostatnia runda i podliczane punkty. Lecz to właśnie sposób liczenia punktów oraz zasady dokładania kamyków do warsztatu definiują tę grę.

Kolor i kształt

Pobranie nowych kamyków z płytki rzeki wymaga wydania kamienia o określonym kształcie. Przy dokładaniu pobranych kamyków do warsztatu znaczenie ma już ich kolor. Każda kolumna warsztatu musi zawierać kamienie jednego koloru, a kolor ten nie może powtarzać się w innych kolumnach. Kamyki w nowych kolorach dokładane są do pierwszej wolnej kolumny, od najniższego pola; kamyki w obecnych już na planszetce barwach dokładane są na najniższe wolne pole danej kolumny. Kamyki nadmiarowe: w nieobecnym kolorze (kolorów jest więcej niż kolumn) lub  z zapełnionych kolumn, trafiają do kosza i przynoszą ujemne punkty na końcu gry. Wówczas punktowane są wypełnione kamieniami rzędy: od lewej strony do pierwszego wolnego pola, bez przerw. Następnie punktowane są kolumny: ale tylko dwie najwyższe. W przypadku remisu między dwoma kolumnami punktowana jest ta leżąca bardziej po lewej, a więc z niższą punktacją. Cały myk leży w częstości występowania poszczególnych kolorów kamieni. O ile tych białych i fioletowych jest zatrzęsienie, tak żółtych i pomarańczowych zaledwie kilka. Dokładną informację, o tym które kolory występują w rzece rzadko, a które często, gracze znajdą na swych planszetkach warsztatów.

Kolumny z prawej strony warsztatów dają więcej punktów niż te z lewej. Idealnie chcielibyśmy jak najwyżej zapełnić dwie prawe kolumny. Lecz musimy dołożyć do warsztatu każdy pobrany z rzeki kamyk. Stąd decyzje, które kolory umieścimy w której kolumnie, stają się bardzo ważne. Rozpiska częstotliwości występowania kamyków w rzece jest kluczową pomocą. Napięcia grze dodaje fakt, że zbieranie kolekcji jest wyścigiem: rozgrywka zakończy się gdy któryś z graczy dołoży siedemnasty kamyk do kolekcji. To gra bardzo taktyczna. Musimy obserwować co trafia do rzeki, na jakim etapie uzupełniania kolekcji są rywale i decydować czy lepiej chapsnąć większą grupę kamieni, czy dobierać je rozważniej i wolniej, nie zaśmiecając pierwszych kolumn mało wartym gruzem. Dobrze jest też zachować równowagę między tworzeniem kolumn i wypełnianiem długich rzędów.

Dolina kamyków – wrażenia

Po lekturze instrukcji rzuciłam: Cooo? To za proste. Po informacji rywala o dobraniu siedemnastego kamyka, wrzasnęłam: Cooo? To za szybkie. W trakcie rozgrywki już czułam, że Dolina kamyków, choć lekka, nie jest wcale banalna. Po podliczeniu punktów, powiedziałam: Co za cwana gra! Chcę rewanżu!

Zasady są trywialne, rozgrywka nie. Wymaga podejmowania decyzji, analizowania rozłożenia kamieni na planszy rzeki. Ciągle spoglądamy na rozpiskę rzadkości kamieni i na punktację poszczególnych kolumn warsztatu. Marzymy o zdobyciu tego jednego kamyka w upragnionej barwie i zżymamy się, że wraz z nim do kolekcji trafią nam dwa inne: takie, które wszystko zepsują. Dzięki takim dylematom Dolina kamyków jest grą bardzo zabawną. Interakcja też jest fajna, bo na okrągło ktoś zabiera to, czego chcemy dla siebie. Musimy rzeźbić na bieżąco.

Rozgrywka jest niesamowicie szybka i pozostawia wielki niedosyt. Każdy jest zły na siebie, że dobrał nie to, co trzeba. Każdy chce zagrać znowu. Podoba mi się ta żwawość partii i to odczucie niespełnienia. To dobre cechy gry, bo zachęcają do powtórki, do zagrania mądrzej.

Dolina kamyków to też bardzo ładna gra. Jest przyjemna w odbiorze, a wszyscy wielbiciele tworzenia kolekcji i zestawów będą wniebowzięci zbieraniem barwnych i błyszczących kamyków. Idealna na rodzinne wieczory, rozbawiająca towarzystwo swoimi zaskakującymi rozkminkami.

Dobrze, że wszystkie zasady gry oraz kluczowa rozpiska częstotliwości występowania barw kamyków znalazły się na planszetkach graczy. Jedyne do czego się przyczepię to fakt, że nie przetłumaczono na język polski nazw kompanii rzecznych, które reprezentują gracze. Choć wszystkie warsztaty zawierają identycznie punktowane kolumny i rzędy, to różnią się fabularnie ilustracją zwierzątka, jakim dowodzimy, oraz właśnie nazwą jego firmy. Szkoda, że nie przetłumaczono ich w jakiejś zabawnej polskiej formie.

Choć w pełnym świetle odróżnianie kolorów kamyków nie nastręcza problemów, to już gra w przyciemnionym pokoju może nie być komfortowa: zielone i niebieskie barwy mogą się wówczas mylić. Zdecydowanie nie jest to też gra dla osób z problemami widzenia barw. Ale to właśnie na kolorach i kształtach kamieni zasadza się ta gra; kolory i kształty są jej sednem.

Losowość jest tu oczywiście obecna w ilościach ponadstandardowych, ale nie zabiera przyjemności z gry. Tak szybki tytuł tylko zyskuje dzięki niej na emocjach.

Z dodatkiem, czy bez?

Skarby rzeki to tytuł dodatku do gry. Zdecydowanie warto go dokupić. To mały dodatek: same karty. Zawiera sześć modułów urozmaicających rozgrywki; warto dodawać maksymalnie dwa naraz. Moduły te są bardzo łatwe w implementacji: gracze po prostu wybierają kartę danego modułu, która daje im dodatkowe źródło punktowania lub jakąś umiejkę. Moduły są posegregowane według poziomu trudności. Znajdziemy wśród nich karty sprzętu, pomocników, zamówień itp. Ja szczególnie polubiłam moduł podróbek i sprzętu. Dzięki rozszerzeniu Dolina kamyków jest ciekawsza i nieco inna w każdej partii. Raz musimy skupić dodatkową uwagę na pozyskaniu określonego kształtu kamyków do kolekcji, innym razem na świadomym niedobieraniu jakiegoś koloru. Raz zależy nam na zapełnieniu kosza, czyli pobraniu kamieni, na które nie ma miejsca w warsztacie. Innym razem zechcemy dokonać jakiegoś szacher-macher z płytkami rzeki. Jeśli zdecydujecie sią na zakup Doliny kamyków, nie żałujcie pieniędzy na ten dodatek. To mała i niedroga rzecz, a dodaje potrzebnej regrywalności. W sumie nie wiem, czy nie powinien stanowić integralnej części tej gry.

Najlepszy partner do gry solo?

Dolina kamyków pozwala na rozgrywki solo, i to na różnych poziomach trudności. Do tego posłużą plansze graczy, które na drugiej stronie prezentują naszego rywala i pewne specjalne zasady, którymi próbuje nas zaskoczyć. Każdy rywal ma też inną kolejność dokładania poszczególnych kolorów kamyków do swego warsztatu oraz inaczej punktujące kolumny. W wariancie solo, koniec gry może nastąpić też po trzykrotnym pobraniu przez gracza kamieni z jeziora. Działa to wszystko bardzo sprawnie, a obsługa automy jest płynna. Pierwsze poziomy trudności są chyba nieco zbyt łatwe, dopiero przedostatni i ostatni zawodnik rzucają graczowi wyzwanie. Szczególnie lubię rywalizować z żółwiem, który zanieczyszcza rzekę czarnymi kamieniami – nie udało mi się jeszcze z nim wygrać.

Podsumowanie

Dolina kamyków to gra płynna i wartka. Kafle rzeki przewijają się po każdym ruchu gracza, a cała rozgrywka mija w ekspresowym tempie. Ciekawie przemyślano tu obieg kamyków, które wędrują między jeziorem, sakiewką gracza oraz rzeką, by ostatecznie wylądować w warsztatach graczy tworząc ich cenne kolekcje. Ładne kamienie w różnych kolorach i kształtach dobrze dopełniają fabułę gry. Największym jej atutem, poza atrakcyjnym wykonaniem, są interesujące decyzje, które podejmujemy, co do kolorów zbieranych kamieni i ich rozmieszczenia we własnym warsztacie. Nigdy nie sądziłam, że proste wypełnianie rzędów i kolumn może wymagać takiego namysłu. Sposób punktowania, częstotliwość występowania poszczególnych barw oraz aktualne rozłożenie kamieni na płytkach rzeki to najważniejsze rzeczy rozważane w każdej turze. Jest tu trochę ryzykowania, szacowania prawdopodobieństwa, losowości, irytowania się postępami rywali. Poza drobną uwagą dotyczącą nieprzetłumaczenia angielskich nazw postaci graczy, zarzucić tej grze mogę tylko to, że mały dodatek Skarby rzeki powinien znaleźć się w pudełku gry podstawowej. Bardzo wyraźnie urozmaica rozgrywki, a nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku do wdrożenia. To po prostu karty składające się na sześć modułów gry. Po pierwszych rozgrywkach warto już grać z nim. Dolina kamyków to bardzo sprytna, niesamowicie szybka w rozgrywce gra, doskonała na rodzinne granie. Polecam łowić ją od razu z rozszerzeniem.

 

Bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie egzemplarza gry do recenzji

 

0 Udostępnień
Tagi: Adam Hill, Ben Pinchback, Dolina kamyków: Rwąca rzeka, Matt Riddle, Nasza Księgarnia
https://bazgranie.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/53/2026/11/DSC_6647.jpg 600 800 Edyta Warmińska https://bazgranie.znadplanszy.pl/wp-content/uploads/sites/53/2013/05/znadplanszy-bazgranie.png Edyta Warmińska2026-11-03 22:36:132026-11-03 22:36:13Dolina kamyków: Rwąca rzeka
Artykuły, które również mogą się Tobie spodobać
Pierwszy szczur w kosmosie
Ptaszki – zapamiętaj ten świergot
Ekosystem 2: Rafa koralowa
Fleet The Dice Game – już osiem lat pływamy w tej samej zatoce
Cezar – o dwóch takich, co Rzym podbijali
Jekyll i Hyde – niezwykły przypadek asymetrycznej gry
Gejsze 2: Herbaciarnie
Nowa Ziemia – dwie strony medalu
http://bazgranie.znadplanszy.pl/kontakt/

Edyta Warmińska
Zwariowałam na punkcie gier planszowych po pierwszej rozgrywce w Tikal. Ucieszyłam się, że świat jest pełen takich wariatów po pierwszej wizycie na targach w Essen. Cenię w grach zgrabne połączenie tematu z mechaniką, choć nie uciekam od gier logicznych, czysto abstrakcyjnych. Wciąż rzucam się na nowości, ale błądzę też w poszukiwaniu gier – ciekawostek, gier niepopularnych, czy zapomnianych.

Bazgranie

NAJNOWSZE WPISY

  • Dolina kamyków: Rwąca rzeka3 listopada 2026 - 22:36
  • Pierwszy szczur w kosmosie6 lipca 2026 - 20:33
  • Makoto, czyli jak zostać mistrzem zagrywania kart29 maja 2026 - 22:11
  • Wynalazcy znad Południowego Tygrysu – ile znaczy dobry warsztat13 kwietnia 2026 - 01:32
  • Rezerwat – z jeepem wśród zwierząt12 marca 2026 - 00:13
  • Eternal Decks – żyjmy długo i szczęśliwie!10 grudnia 2025 - 03:38
  • Rezerwat – czy da się wygryźć Ark Nova?2 grudnia 2025 - 01:58
  • Nowa Ziemia – dwie strony medalu12 listopada 2025 - 21:40
  • The Light in the Mist – wszystkie tajemnice tarota5 listopada 2025 - 00:28
  • The Emerald Flame – Praga, alchemia i zagadka eliksiru27 października 2025 - 20:53

Kategorie

  • Blog
  • Felietony
  • Gry tradycyjne
  • Recenzja

Pages

  • Kontakt
  • Blog
  • Felietony
  • Recenzje

Archiwa

  • listopad 2026 (1)
  • lipiec 2026 (1)
  • maj 2026 (1)
  • kwiecień 2026 (1)
  • marzec 2026 (1)
  • grudzień 2025 (2)
  • listopad 2025 (2)
  • październik 2025 (3)
  • wrzesień 2025 (3)
  • sierpień 2025 (2)
  • lipiec 2025 (2)
  • czerwiec 2025 (2)
  • kwiecień 2025 (1)
  • marzec 2025 (1)
  • luty 2025 (1)
  • styczeń 2025 (1)
  • grudzień 2024 (2)
  • listopad 2024 (5)
  • październik 2024 (4)
  • wrzesień 2024 (4)
  • sierpień 2024 (3)
  • kwiecień 2024 (2)
  • marzec 2024 (1)
  • luty 2024 (1)
  • styczeń 2024 (2)
  • grudzień 2023 (2)
  • listopad 2023 (3)
  • październik 2023 (4)
  • wrzesień 2023 (2)
  • sierpień 2023 (1)
  • lipiec 2023 (1)
  • czerwiec 2023 (1)
  • maj 2023 (2)
  • kwiecień 2023 (1)
  • marzec 2023 (2)
  • luty 2023 (3)
  • grudzień 2022 (2)
  • listopad 2022 (2)
  • październik 2022 (3)
  • lipiec 2022 (1)
  • czerwiec 2022 (2)
  • kwiecień 2022 (1)
  • luty 2022 (1)
  • grudzień 2021 (2)
  • listopad 2021 (1)
  • październik 2021 (2)
  • lipiec 2021 (2)
  • maj 2021 (1)
  • marzec 2021 (2)
  • luty 2021 (3)
  • styczeń 2021 (2)
  • grudzień 2020 (2)
  • listopad 2020 (1)
  • październik 2020 (1)
  • wrzesień 2020 (2)
  • sierpień 2020 (2)
  • lipiec 2020 (1)
  • czerwiec 2020 (1)
  • luty 2020 (1)
  • styczeń 2020 (1)
  • grudzień 2019 (3)
  • listopad 2019 (2)
  • październik 2019 (1)
  • sierpień 2019 (1)
  • lipiec 2019 (2)
  • czerwiec 2019 (1)
  • marzec 2019 (2)
  • luty 2019 (1)
  • styczeń 2019 (1)
  • grudzień 2018 (2)
  • listopad 2018 (3)
  • październik 2018 (3)
  • wrzesień 2018 (1)
  • lipiec 2018 (1)
  • czerwiec 2018 (1)
  • maj 2018 (1)
  • marzec 2018 (1)
  • luty 2018 (1)
  • grudzień 2017 (2)
  • listopad 2017 (2)
  • październik 2017 (1)
  • wrzesień 2017 (1)
  • lipiec 2017 (1)
  • czerwiec 2017 (1)
  • maj 2017 (2)
  • kwiecień 2017 (2)
  • marzec 2017 (2)
  • luty 2017 (1)
  • styczeń 2017 (2)
  • grudzień 2016 (2)
  • listopad 2016 (3)
  • październik 2016 (5)
  • wrzesień 2016 (1)
  • sierpień 2016 (2)
  • lipiec 2016 (1)
  • czerwiec 2016 (2)
  • maj 2016 (1)
  • kwiecień 2016 (2)
  • marzec 2016 (1)
  • luty 2016 (2)
  • styczeń 2016 (1)
  • grudzień 2015 (1)
  • listopad 2015 (2)
  • październik 2015 (2)
  • wrzesień 2015 (1)
  • sierpień 2015 (1)
  • lipiec 2015 (1)
  • czerwiec 2015 (2)
  • maj 2015 (1)
  • kwiecień 2015 (2)
  • marzec 2015 (1)
  • luty 2015 (2)
  • styczeń 2015 (2)
  • grudzień 2014 (3)
  • listopad 2014 (1)
  • październik 2014 (5)
  • wrzesień 2014 (2)
  • sierpień 2014 (2)
  • lipiec 2014 (3)
  • wrzesień 2013 (1)
  • czerwiec 2013 (2)
  • maj 2013 (1)
RSS Feed Logo RSS Feed Logo Subscribeto RSS Feed

ZnadPlanszy.pl

  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
© Copyright - Bazgranie | ZnadPlanszy.pl
© 2013 ZnadPlanszy.pl Wszystkie prawa zastrzeżone | Serwis stworzony przez T&Y Board Solution - Enfold Theme by Kriesi
  • O projekcie
  • Blogi
  • Reklama
  • Facebook
  • Kontakt
  • Polityka cookies
Link to: Pierwszy szczur w kosmosie Link to: Pierwszy szczur w kosmosie Pierwszy szczur w kosmosie
Scroll to top Scroll to top Scroll to top