Top 7 sposobów na radzenie sobie z upałem

Za oknem pełnia lata, słońce i skwar. Kto żyw szuka ochłody, choćby najlżejszego powiewu delikatnego wietrzyku. Myślicie, że w tym wpisie będę namawiać Was do siedzenia przy stole w dusznym pomieszczeniu nad grami planszowymi? Nic z tych rzeczy. Uważam, że takie dni najlepiej spędzać na świeżym powietrzu lub nad wodą; i przede wszystkim porządnie się schłodzić. Oto siedem sprawdzonych sposobów, jak to skutecznie zrobić.

 

1)      Najlepszym znanym sposobem jest wyjazd na wykopaliska archeologiczne. Poszukiwanie starożytnych skarbów pod ziemią, a następnie prezentowanie ich w chłodnych i przestronnych salach muzeów pozwala uciec od rażących promieni słonecznych. A ileż się przy tym możemy nauczyć. Gdybyście akurat w najbliższym czasie nie dostali oferty takiego wyjazdu, no cóż. Miałam w sumie tego nie proponować, ale jest taka gra…

Pergamon (2 – 4 osób, 45 minut rozgrywki) to wyjątkowo przemyślana gra ze starej dobrej szkoły projektowania gier. To tytuł sprzed dziesięciu lat, autorstwa Stefana Dorry i Ralfa zur Linde. Jako archeolodzy rywalizujemy tu o wydobycie jak najstarszych przedmiotów, a potem wystawienie ich w jak najcenniejszej kolekcji eksponatów w muzeum. Do tego celu musimy zdobyć fundusze oraz zyskać dostęp do najgłębszych miejsc wykopalisk. Ciekawym elementem rozgrywki jest swoista licytacja o kolejność w turze i pozyskanie funduszy, w której gracze muszą wyważyć, czy lepiej pozyskać mniej pieniędzy, ale więcej możliwości wyboru znalezisk, czy odwrotnie. Za wydobycie skarbów z poszczególnych poziomów galerii musimy płacić (czym niżej, tym drożej, ale znajdują się tam cenniejsze przedmioty). Pula finansów dostępnych w każdej rundzie nie jest znana, możemy ją tylko szacować na podstawie wartości dwóch kart. Czasem warto zaryzykować, bo gracz, który zdecyduje się odbierać pieniądze ostatni i tym samym kopać jako ostatni, może zgarnąć całą resztę funduszy, które nie zostały przydzielone poprzednim graczom (licząc się z tym, że czasem nie dostanie już nic). Bardzo interesujące jest również zbieranie zestawów, czyli łączenie eksponatów w wartościowe kolekcje, gdyż każdy ze zdobytych kafli skarbów przedstawia dwie połówki różnych znalezisk, które trzeba dopiero połączyć z kolejnymi pasującymi kaflami. O wartości całej kolekcji decyduje wiek poszczególnych złożonych w całość eksponatów. W salach muzeum kolekcje żyją swoim życiem – będą przynosić graczom punkty zwycięstwa, jednak każda nowa, bardziej wartościowa kolekcja zaprezentowana w muzeum automatycznie obniża wartość wszystkich starszych i słabszych kolekcji, powodując często ich wypchnięcie z muzeum.

Pergamon to gra z bardzo ciekawą interakcją i dynamiką oraz łatwymi do pojęcia zasadami. Uwielbiam w tej grze decyzje, jakie stawiane są co chwila przed graczem:  czy ścigać się o pierwszeństwo wyboru skarbów, czy o wyższe fundusze, jak dopasować wydobyte znaleziska do siebie, kiedy wreszcie zdecydować się zamknąć kolekcję i wysłać ją do muzeum. Gra nie była chyba u nas szczególnie popularna i szkoda, bo jest to świetny tytuł, szczególnie dla osób, które zainteresowane są archeologicznym tematem.

 

2)      Najszybszą metodą na schłodzenie, takie od stóp do głów, przeszywające, jest niespodziewany dotyk z zaświatów. Wejście w kontakt z duchami nieżyjących osób sprawi, że przebiegną wam zimne ciarki po plecach. Gdybyście mieli jednak problem z nawiązaniem konkretnego kontaktu, znalazłam potrzebne rekwizyty w pewnym pudełku z grą…

Do profesjonalnego kontaktu z duchem potrzebne na pewno będą: dwa sznurki czarny i biały (duchowi łatwo jest je skręcić, pozaplatać i coś ważnego w ten sposób przekazać), talia kart tarota (o uniwersalnej symbolice), tabliczka rozmów ouija, pisak suchościeralny i pergamin (po którym duch będzie prowadził naszą rękę z flamastrem), specjalistyczny duchomierz, nawiedzone lustro, a to przecież tylko niektóre z możliwych metod kontaktu.

Paranormalni detektywi (2 – 6 osób, ok. 45 min) to superśmieszna gra imprezowa wymagająca nie lada dedukcji, w której rzeczywiście przy niewielkiej dozie wyobraźni czuć spotkanie z duchem. W ducha wciela się jeden z graczy, podczas gdy reszta próbuje odgadnąć w jaki sposób oraz z jakiego powodu został on zamordowany lub zginął. Sednem gry są najróżniejsze sposoby pokazywania i przekazywania ukrytych informacji, z których wiele kojarzy się z seansami spirytystycznymi lub filmami grozy. Rozwiązania zagadek wcale nie są banalne, zaś atmosfera tajemnicy jest wręcz namacalna. Gra jest pięknie i klimatycznie zilustrowana, a sama rozgrywka to prawdziwa kupa śmiechu.

 

3)      Jedną z ciekawszych strategii na przeżycie upalnych dni jest zaszycie się w ciemnym i chłodnym wnętrzu kościoła. Olbrzymia, cicha, wypełniona cieniami i refleksami barwnych witraży przestrzeń to też doskonałe miejsce na zadumę i kontemplację. Gdybyście mieli akurat problem ze znalezieniem w pobliżu jakiegoś kościoła… w co wątpię… no ale gdyby… to jest taka gra…

Sagrada (1 – 4 osób, ok. 30 min) to gra kościana, w której gracze dobierać będą pojedyncze kolorowe kości ze wspólnej puli, by tworzyć przed sobą przepiękny witraż. To witraż, w którym każdą kolejną kość dokładać trzeba obok innej już tam wstawionej, jednocześnie pamiętając, że kości tego samego koloru ani tej samej wartości nie mogą stykać się ze sobą. Jakby tego było mało, każdy gracz pracuje na pewnej zdefiniowanej karcie wzoru, która nakazuje mu ułożenie kości określonych kolorów lub wartości we wskazanych miejscach. A to wszystko należy jeszcze sprzęgnąć z wymaganiami kart celów, po to by zarobić punkty zwycięstwa. Pomocą służą karty narzędzi, za których wykorzystanie należy jednak zapłacić. Sagrada zachwyciła mnie oprawą graficzną i estetyką, świetnym rozwiązaniem wsuwania karty wzoru w swoją planszetkę i układania kolorowych transparentnych kostek, intuicyjnością zasad oraz wykorzystaniem ciekawego tematu w tej bardzo logicznej przecież łamigłówce. Z biegiem czasu uwidoczniły się w niej też pewne minusy. Przede wszystkim irytuje tu zbyt wysokie punktowanie za cele indywidualne (sumę wartości kości wskazanego koloru), a także znacząca losowość, które na dłuższą metę powodują, że brakuje mi w niej większej głębi.

 

4)      Podczas upałów konieczne jest spożywanie dużych ilości płynów. Na szczęście w środku skwarnego dnia głód nam raczej nie doskwiera. A to się doskonale składa, bo jest taka gra, która nie może być rozgrywana na głodnego. To idealna gra na upały, gdyż w każdych innych warunkach wywołuje mocne ssanie żołądka przez swoje aż zbyt sugestywne ilustracje. Każdy kto ją zobaczył próbował zeżreć karton.

Pizzeria (1 – 6 graczy, ok. 25 min) to gra oparta na mechanizmie „ja dzielę, ty wybierasz”. I teraz wyobraźcie sobie ten mechanizm dzielenia i porcjowania w grze, której głównym elementem jest… pizza. Całość działa nieskazitelnie. W każdej rundzie jeden z graczy dzieli tekturową pizzę na dowolne nierówne części (tyle, ilu jest graczy) tekturowym nożem, tak by następujący po nim gracze mogli wybrać sobie jedną z części. Ostatnia, niewybrana część przypadnie dzielącemu. Celem rozgrywki jest zebranie zestawów identycznych kawałków pizzy i zdobycie punktów za uzyskanie przewagi w liczbie kawałków danego rodzaju. Niektóre z kawałków, zamiast zbierać, można od razu zjadać (punkty zyskamy wówczas za liczbę listków bazylii na zjedzonych kawałkach). Gra jest wzbogacona o wariant rozszerzony z tablicami oferty specjalnej, które zmieniają nieco reguły podstawowe. Pizzeria zupełnie mnie zaskoczyła prostotą i genialnością projektu. Temat dopasowano tu do mechaniki idealnie; gra ma ponadprzeciętnie piękne i realistyczne grafiki. Wydaje się być lekką i całkiem zabawną grą rodzinną, ale zaskakuje koniecznością sprytnego pomyślenia i pokombinowania oraz ciekawą interakcją. Znakomity tytuł.

 

5)      Powszechnie wiadomo, że podczas upałów człowiek myśli z trudem. Głębokie strategie i dogłębne analizy wymagają komfortowych warunków. Upalne dni kojarzą się raczej z wakacyjnymi rozrywkami prosto z dzieciństwa i zabawami choćby w pstrykanie kapsli. Gry w pstrykanie zagościły już na dobre w świecie nowoczesnych planszówek, lecz ta zabawa pochodzi wprost z Olimpu.

Palec boży (2 – 4 osób, ok. 30 min) to przede wszystkim świetna zabawa. Pierwsze co rzuca się w oczy to piękna oprawa graficzna gry, nietypowe pudełko i rewelacyjna mata do gry zamiast planszy. To niby gra zręcznościowa oraz imprezowa, ale znajdziemy tu wiele ciekawych rozwiązań projektowych: głosowanie graczy nad prawami rządzącymi daną rundą, przeróżne moce bogów, a nawet kontrolę obszaru. Można ją potraktować jako fajną zabawę w pstrykanie, ale ja znalazłam tu sporo subtelności. Podoba mi się delikatny humor kart, wykorzystanie pospolitego pstrykania do zdobywania przewag w obszarze, różne sposoby pstrykania i prawa boskie zmieniające co rundę reguły zabawy. Bawi mnie sam temat znudzonych olimpijskich bogów zsyłających swych proroków i szukających wyznawców, a jednocześnie próbujących wyrugować kult przeciwnika i wypstrykać jego proroków z planszy. Palec boży jest grą zabawnie chaotyczną; zdecydowanie lepszą do rozgrywania na więcej osób. Co może wadzić, to nierówne moce olimpijskich bogów, długie nie mieszczące się nigdzie opakowanie gry oraz dużo mniej emocjonująca rozgrywka w dwie osoby.

 

6)      A gdy już naprawdę nie ma innej rady i całkowicie polegliśmy w starciu z gorącym klimatem i parzącym słońcem spróbujmy przynajmniej zakryć tę spoconą, obrzmiałą i czerwoną twarz maską. Maską wenecką, karnawałową. Łatwiej nam będzie w niej blefować i złośliwie odpowiadać na niemiłe zagrywki przeciwników.

Masques (2 – 4 osób, 40 min) to również starsza pozycja, znana też pod nazwą Intrigo, w której gracze próbują zyskać polityczne wpływy dla swej weneckiej rodziny. Każdy z graczy reprezentuje jeden z weneckich rodów, zaś rozgrywka toczy się w komnatach pałacu dożów, ułożonego z kwadratowych kart naprzemiennie opatrzonych monetą lub symbolem wpływu. Między kolejnymi kartami komnat pozostawia się miejsce na zagrywanie kart postaci. Te zagrywane są przez graczy z ręki, jako członkowie różnych rodzin o różnej sile lub jako wynajęte karty rzezimieszków mających za zadanie wyrugować przeciwników z bardziej intratnych miejsc w pałacu. Na końcu rundy rozpatruje się każdą z kart komnat oraz dwie sąsiadujące z nią karty postaci. Bonus przypisany komnacie otrzymuje ten z weneckich rodów, który posiada większą siłę na sąsiadujących z komnatą kartach.

Masques to gra w malutkim pudełeczku, bardzo łatwa w transporcie, choć wymagająca nieco powierzchni stołu do rozegrania, lecz wyjątkowo zmienna i dynamiczna w samej rozgrywce. To gierka pozwalająca na wbijanie sobie noża w plecy (czasami dosłownie, z wykorzystaniem karty zabójcy), w której wiele ciekawych decyzji płynie stąd, iż gracze zagrywając z ręki losowe karty postaci, równie często jak własne zmuszeni są zagrywać karty rywali. Dobrego przemyślenia wymaga więc czas zagrania kart, konkretna lokacja, mądre wykorzystanie kart neutralnego rodu Wenecjan oraz złośliwe korzystanie z ciekawych kart rzezimieszków pozwalających sporo namieszać. Grę wygrywa ten z rodów, który zyska przynajmniej po jednym symbolu w każdym z pięciu rodzajów wpływów, lub jako pierwszy uzyska cztery symbole w jednym rodzaju wpływu. Uwielbiam interakcję w tej gierce (jest lepsza w większym gronie niż w duecie), jej ciągłą zmienność, ruchliwość postaci, silne moce rzezimieszków, konieczność patrzenia na to, jakie symbole zbierają rywale i próby skoszenia potrzebnego im żetonu sprzed nosa. Dla wielbicieli ciekawych gier w małych pudełkach oraz pasjonatów dotkliwej interakcji to gra na pewno warta wypróbowania.

 

7)      Lato to czas wielkich festiwali filmowych, gwiazd, celebrytek, prezentowania filmów długometrażowych, krótkometrażowych, czy autorskich. A gdyby tak zmontować taki film u siebie na wsi? Bez żadnych nudnych przydługich ujęć. Szybki, krótki, zabawny. Zagra kto chce – może sąsiad, rolnik Wiesiek ze swoim niesfornym psiakiem? A że tam kura wejdzie czasem w kadr albo ten napuszony kogut? Kto by się tym przejmował, najwyżej zrobi się cięcie.

Gra z jajem (2 – 8 osób, 20 min) to tytuł, który przywrócił mi wiarę w kategorię tzw. gier imprezowych. Nie sądziłam dotąd, że można zrobić grę, która będzie i przezabawna i wymagająca w rozgrywce. Jest też minimalistyczna i całkiem dobrze osadzona w temacie. Reguły są bardzo proste. Jeden z graczy (reżyser) wykłada karty jedną na drugą na środku stołu. W podstawowej wersji gry są to karty jajek, kur i lisów. Wykładane karty tworzą film. Pozostali gracze zajmują się liczeniem jajek. Kto naliczy 5 jajek robi cięcie, czyli przyklepuje film dłonią. Cały szkopuł w tym, że nawet gdy mamy do czynienia tylko z trójką podstawowych typów kart (aktorów): jajek, kur i lisów – jajko pojawia się i znika, liczba jaj ciągle się zmienia! Dlaczego? Gdy kura usiądzie na jajku, ono znika, nie liczy się już w naszej zabawie, gdy lis przyjdzie po kurze, która siedziała na jajku, ono znowu jest dostępne… Wszystko zależy od kolejności zagrywanych przez reżysera kart-aktorów i od tego jak na siebie wzajem oddziałują – a oddziałują nawet na karty, które pojawiły się kilka ujęć wcześniej, nie tylko bezpośrednio przed sobą. Gracze zmuszeni są zatem coraz więcej spamiętać.

Gracze niezgadzający się z cięciem rywala najczęściej żądają powtórki w zwolnionym tempie. Wówczas liczymy wspólnie jaja, kadr po kadrze, i coraz bardziej widzimy, że Gra z jajem to gra typu memory (?!). W kolejnych rozgrywkach czekają na nas dodatkowi aktorzy: a to pies, który odgania następnego lisa, a to rolnik, który szuka żo… jajek i zabiera je wszystkie (najpewniej dla żony), a to dżdżownica, która odciąga od jajka następną kurę, a to strusie jajo, które liczy się podwójnie, jednak jest tak wielkie, że żadna kura na nim nie usiądzie. I tak dalej – gra z wszystkimi postaciami ociera się niemal o szaleństwo. Gra z jajem rozbawiła mnie jak mało która, a co ważne jest to też doskonała pozycja do rozgrywek dwuosobowych. Gra imprezowa na dwie osoby? Działa świetnie! Podoba mi się połączenie tematu z pomysłem na grę: kolejne klatki filmu, kolejni aktorzy, modyfikacje reżysera. Gra jest całkiem regrywalna dzięki dowolnemu dołączaniu nowych kart, postaci, czy modyfikacji. Żeby w nią dobrze grać trzeba być bardzo bystrym, to znakomita gra imprezowa, bardzo śmieszna, mała i sprytna.

 

 

0 Udostępnień