Sushi Go! – danie lekko kaloryczne

Gra autorstwa Phila Walkera-Hardinga wydana w Polsce przez Rebel to bardzo szybka karcianka biorąca sobie za temat komponowanie własnego posiłku w restauracji sushi. I o dziwo, temat ten doskonale zgrano z podstawowym konceptem rozgrywki: zbieraniem zestawów kart oraz draftem.

Gra przeznaczona jest dla 2 do 5 graczy i nie powinna zająć nam więcej niż 15 minut. Ponad sto kart zapakowano w gustowne blaszane pudełeczko. Ilustracje kart prezentują różne rodzaje japońskich dań – dań uśmiechających się i wpatrujących się małymi oczkami w gracza. Intensywnie kolorowe ilustracje kart oraz kolorowe strony instrukcji sugerują gierkę wesołą i relaksującą, skierowaną przede wszystkim do młodszego odbiorcy, a także do odbiorcy imprezowego. Sushi Go! to zabawny filler.

Złap i podaj dalej

Gra oparta jest na mechanice draftu oraz set collection. Z przetasowanej talii kart rozdajemy każdemu graczowi 7 – 10 kart – w zależności od liczby grających. Cała rozgrywka składa się z trzech rund. Zadanie gracza polega na wybraniu ze swojej ręki 1 karty i zatrzymaniu jej dla siebie. To danie sushi, które decyduje się położyć na swoim talerzu – wszyscy gracze jednocześnie odkrywają wybrane karty. Następnie, tak jak w restauracji sushi, taśma z wyborem dań przesuwa się – gracze przekazują resztę swoich kart graczowi po lewej stronie i znowu dokonują wyboru jednej z kart. Pierwsza runda rozgrywki kończy się po wyczerpaniu kart na ręce – wówczas następuje pierwsze podliczenie zdobytych punktów. Po trzeciej rundzie wygrywa gracz z najwyższą liczbą punktów.

Własna kompozycja sushi

Poszczególne rodzaje posiłków sushi punktują w różny sposób. Weźmy takie sashimi – dopiero zestaw trzech identycznych kart przyniesie nam punkty. Dużo punktów. Pojedyncza karta ani nawet zestaw dwóch kart nie będą jednak warte nic. Czy inni gracze obserwując nasze wybory pozwolą nam na skompletowanie takiego zestawu? Podobnie tempura – tu wystarczy już komplet dwóch kart, by zgarnąć punkty. Pierożki gyoza pozwolą zebrać dużo punktów, ale zaserwowane w sporej grupie: czym ich więcej, tym lepiej. Nigiri z kolei, jest na tyle pożywnym daniem, że już pojedyncza karta przyniesie punkty, lecz jeśli uda nam się najpierw wyłożyć kartę wasabi, wartość nigiri ułożonego na niej zostanie potrojona. Futomaki premiują gracza, który zebrał na kartach najwięcej ich symboli oraz gracza z drugą najwyższą liczbą tych symboli.

Tak więc wybór własnej kompozycji dań to decydowanie się na pewną strategię; wybór zestawów, które chcemy skompletować. Niezbędne jest obserwowanie wyborów rywali i przeszkadzanie im w zdobyciu pożądanych smakołyków. Istotna jest też kolejność zagrywanych kart, szybkie zapamiętanie jakie karty pojawiły się w danej rundzie oraz ocena prawdopodobieństwa ich zdobycia. Także pamięć o tym, że w każdej turze gracze mają coraz mniej kart do wyboru. Podczas posiłku wspomóc możemy się pałeczkami – karta z ich wizerunkiem zagrana przed nami pozwala w kolejnej turze pozostawić sobie dwie karty z ręki zamiast jednej.

A co na deser?

A na deser… pudding. Różowe karty oblanego czekoladą i przybranego truskawką (oraz uśmiechniętego) puddingu dokonują ostatecznej weryfikacji zwycięzcy. Podliczane dopiero na końcu całej rozgrywki pozwalają obżartuchowi, który zjadł ich najwięcej zdobyć dodatkowe 6 punktów, zaś temu, kto zebrał ich najmniej – odejmują 6 punktów od ostatecznego wyniku. To mechanizm premiujący łasuchów.

Wrażenia po konsumpcji

Sushi Go! to danie bardzo lekkostrawne. To co podoba mi się w nim najbardziej to fakt jak zręcznie połączono temat siedzenia w restauracji sushi z mechaniką draftu i kolekcjonowania kart. Faktycznie przypomina to dobieranie pojedynczych kąsków sushi z przesuwającej się przed graczem taśmy. To sprawia, że gra może być dobrym prezentem dla wielbicieli sushi oraz ogólnie osób lubiących tematy związane z jedzeniem. I to nawet dla osób niegrających. Sushi Go! jest grą szybką i wyjątkowo prostą. Przygotowanie rozgrywki polega tylko na przetasowaniu kart i ich rozdaniu, zaś zasady można wyjaśnić w minutę. Gra sprawia wręcz wrażenie zbyt prostej i tu leży chyba też główny powód, czemu Sushi Go! niespecjalnie mnie do siebie przekonuje.

Ta gra nie ma dla mnie zbyt wiele treści. Rozgrywa się wręcz sama. Wiele zależy tu od losu. Sama bardzo lubię małe gierki, sprytne gierki, takie z oryginalnym pomysłem, błyszczące dzięki własnej prostocie. W Sushi Go! nie znajduję jednak nic nowatorskiego. Ale ja ogólnie nie przepadam za draftem w grach. A już szczególnie nużą mnie gry oparte właściwie wyłącznie na nim. Doceniam jednak w Sushi Go! to, że jest wyjątkowo szybka i nie pretenduje do miana dużej gry, jak choćby 7 Cudów Świata.

Dziecięce grafiki kart kierują tę grę do młodszego odbiorcy lub do graczy szukających gier imprezowych i w takich gronach gra powinna się dobrze sprawdzić. Zdecydowanie lepiej działa w większym składzie, na 4 lub 5 osób. Więcej wówczas się dzieje, więcej kart wchodzi do rozgrywki, tym samym mamy większy wybór. Jest też zwyczajnie weselej. Rozgrywka dwuosobowa mnie znudziła, zaś specjalny wariant z tzw. graczem widmem wydał nam się żmudny i dość sztuczny. W większym składzie gra jest sprawnym sympatycznym fillerkiem dobrym do bardzo relaksujących rozgrywek.

Podsumowując, dla mnie ta lekka gra okazała się jednak zbyt lekka i trochę nudna. I podobnie jak prawdziwe sushi – z niedługim terminem przydatności do spożycia, bo z rozgrywki na rozgrywkę obojętniała mi coraz bardziej. Jednak gra znajduje swoich fanów. Innym graczom podoba się jej tempo, prostota, dobrze oddany temat i sympatyczne grafiki. Uważam, ze gracze, którzy lubią gry z draftem powinni ją bardzo docenić. Gra pozwala też trochę pokombinować, poprzeszkadzać rywalom, zastanowić się nad prawdopodobieństwem zebrania określonych zestawów kart w każdej rundzie. To dobry tytuł na prezent dla osób lubujących się w tematach związanych z gastronomią; dobry tytuł do pogrania z wielopokoleniową rodziną lub na imprezach – jako dodatek do prawdziwego sushi. Niewielka poręczna puszka pozwala grę zabrać ze sobą wszędzie i jedyne co w tym wykończeniu gry doskwiera to brak notatnika do podliczania punktacji. Jest on niezbędny do rozgrywki, bo zapamiętanie wyników poszczególnych graczy po każdej z rund byłoby raczej trudne. Grę poleciłabym fanom 7 Cudów Świata, bo powinni docenić lekkość i bezpretensjonalność tego tytułu. Osobom obojętnym na uroki draftu i szukającym czegoś intrygującego nawet w małych gierkach, zaleciłabym jednak większą ostrożność przy tym daniu. Na pewno Sushi Go! warto przynajmniej skubnąć i sprawdzić, czy to danie dla nas, jeszcze przed zakupem. To gra, która powinna sprawdzić się przede wszystkim jako imprezowy filler w gronie czterech lub pięciu osób.