Niepożądani goście

Do tej pory sądziłam, że niepożądani goście raczej się nie zapowiadają. Ci się zapowiedzieli. Pewnego dnia znalazłam w swojej skrzynce pocztowej urzędowe pismo, które okazało się być… wezwaniem na warszawską komendę celem złożenia zeznań. Trzęsące się ręce i przestraszony umysł usiłujący gorączkowo przypomnieć sobie, co ja też ostatnio zmalowałam, nie ułatwiały zrozumienia wezwania: „Wzywa się Pana(ią) do złożenia zeznań w dniu 24.11.2021 r. …”.  Na dole dopisek czerwoną czcionką: „Wezwany powinien posiadać dowód osobisty lub inny ważny dokument stwierdzający jego (jej) tożsamość”. Tyle wyłapuje oko w pierwszym kontakcie z pismem. Pieczątka jest, wszystko się zgadza, co to za jakaś Naczelna Komenda?

Paradoksalnie uspokoiłam się dopiero, gdy wczytując się w treść pisma odkryłam, iż zeznania składać mam w charakterze podejrzanej o zabójstwo. Co jak co, ale zabić, to nikogo nie zabiłam.

Ale… jeśli nie ja… to kto?!

Kto zabił?

Kto zabił Woodruffa Waltona to pierwsze z pytań, na które udzielamy odpowiedzi grając w najnowszą grę Naszej Księgarni pod tytułem Niepożądani Goście. To gra detektywistyczna, której autorem jest Ron Gonzalo García; obsypana wieloma nagrodami, gdyż jej pierwsze wydanie ukazało się kilka lat temu w Hiszpanii. Gra przeznaczona jest dla 1 do 8 graczy, na około godzinę rozgrywki. Kusi zróżnicowanymi poziomami trudności i możliwością rozegrania ponad tysiąca śledztw. Tu potrzebne jest małe wtrącenie: w fizycznym pudełku z grą znajdziemy 39 śledztw oraz reguły rozgrywki dla 2 – 8 graczy, jednak skorzystanie z darmowej aplikacji daje dostęp do olbrzymiego zestawu śledztw oraz umożliwia rozgrywki jednoosobowe.

W grze wcielamy się w detektywów, którzy pracując w rezydencji zamordowanego milionera, próbują ustalić kto go zabił. Muszą także znaleźć odpowiedź na pytanie: jaki był motyw zabójcy? Jakie było narzędzie zbrodni? Trudniejsze poziomy rozgrywek stawiają jeszcze większe wyzwanie – okazuje się, że morderca mógł mieć wspólnika! Kto nim był i jakimi pobudkami się kierował? Rozgrywka oparta jest na talii kart, które zawierają wiele potrzebnych i niepotrzebnych informacji uzyskanych z przesłuchań podejrzanych i służby zatrudnionej w rezydencji, raportów policji i odkryć biegłego badającego miejsce zbrodni.

Od razu wyjawię, że oryginalność gry płynie z faktu, iż – jak w prawdziwym śledztwie – niektórzy z podejrzanych mogą kłamać! Postacie podejrzane, te mające coś za uszami oraz ich wspólnicy, najczęściej będą mijać się z prawdą. I bądź tu mądry, detektywie. Gracze faktycznie muszą użyć dedukcji, logicznego rozumowania, by przyłapać podejrzanych na kłamstwie. Drugim oryginalnym rozwiązaniem tej gry jest konieczność współpracy detektywów. Gracze zdobywają różne informacje w trakcie śledztwa, chcąc jednak dotrzeć do większej ilości danych muszą podzielić się zdobytą wiedzą z przeciwnikami. Tu nie ma nic za darmo.

Masz informację o tym, co zdarzyło się w kuchni? Och, to świetnie, opowiadaj!

A co za to dostanę?

To pytanie zastopowało mnie w pierwszej rozgrywce. Naiwnie sądziłam, że wszyscy chcemy tego samego: rozwikłać zagadkę zabójstwa. Tymczasem okazało się, że ci wszyscy pozostali, politowania godni, detektywi, to moi rywale. I każdy z nich z obmierzłym uśmieszkiem pyta: a co ja z tego będę miał? Informacja za informację. Tu liczy się wymiana.

Każdy z graczy dysponuje arkuszem śledztwa, na którym przedstawiono szczegółowy plan rezydencji wraz z danymi na temat możliwych narzędzi zbrodni znajdujących się w poszczególnych pomieszczeniach oraz przejść i połączeń między pokojami. Na arkuszu znajdziemy również podobizny podejrzanych wraz z motywami, które mogły skierować daną osobę na drogę zbrodni. Poza tym wylistowano tu ślady pozostawiane przez każde narzędzie zabójstwa. Do każdej rozgrywki wchodzi 70 kart wybranych zgodnie z numeracją wskazaną dla danego śledztwa, spośród grubej talii 243 kart. Każdy z graczy rozpoczyna grę z 6 kartami na ręce. Najpierw każdy notuje informacje z kart na swoim arkuszu śledztwa. Następnie rozgrywana jest pierwsza faza gry – rozgrywana jest tyle razy, ilu graczy bierze udział w rozgrywce. Każdorazowo rozpoczynać ją będzie inny gracz.

Pierwszy gracz prowadzi dochodzenie: wskazuje strzałkami na ogólnodostępnym planie rezydencji dwa dowolne elementy dochodzenia, które go interesują. Mogą nimi być tak pomieszczenia, jak i podejrzani. Pozostali gracze sprawdzają wówczas, czy dysponują kartami dotyczącymi wskazanych elementów. Gracze, którzy mają takie karty mogą (ale nie muszą) zaoferować prowadzącemu dochodzenie karty na wymianę. Wykładają wtedy zakrytą kartę lub karty przed sobą, zaznaczając zarazem ich łączną wartość punktową (liczbę w lewym górnym rogu karty, która wskazuje na ile cenna może być dana informacja). Gracz prowadzący dochodzenie może (ale nie musi) przyjąć dowolną liczbę ofert, jednak musi oddać w zamian oferującemu karty ze swojej ręki, i to takie karty, których łączna wartość będzie równa lub wyższa wartości kart z przyjmowanej oferty. Gracze znów odnotowują nowe informacje na swoich arkuszach. Faza ta przeprowadzana jest tyle razy, ilu jest graczy.

W fazie drugiej, gracz może zdecydować o podjęciu próby rozwiązania śledztwa – zapisuje wówczas swoje odpowiedzi na arkuszu i samodzielnie sprawdza w rozwiązaniach zawartych na ostatnich stronach instrukcji, czy udzielił prawidłowych odpowiedzi. Jeśli nie – odpada z gry (chyba, że gracze korzystają z aplikacji, wtedy gracz pozostaje w grze, bo aplikacja nie ujawnia prawidłowego rozwiązania). W fazie trzeciej rozgrywki gracze zatrzymują w ręce 3 wybrane karty, a resztę odkładają do tekturowej szufladki z napisem ściśle tajne. I tak to się toczy – na początku kolejnej rundy wszyscy dostają 3 nowe karty z talii danego śledztwa. Rozgrywkę wygrywa gracz, który jako pierwszy rozwiąże zagadkę zabójstwa milionera.

Sednem gry jest jednak właśnie faza, w której gracze wymieniają się posiadanymi kartami. Tutaj musimy zdecydować, jakich kart za skarby świata nie chcemy przekazywać rywalom; tutaj musimy też iść z samym sobą na kompromisy – jeśli nie oddamy niczego rywalom, niczego też się nie dowiemy.

Przebrzydłe kłamczuchy

Rozegrałam dotąd dziesięć rozgrywek w Niepożądanych gości, na wszystkich poziomach trudności. Tym, co szybko rzuca się w oczy podczas przechodzenia na bardziej zaawansowane poziomy śledztw jest potrzeba coraz to lepszej dedukcji. Od razu polubiłam w tej grze to, że tu nie wystarcza samo spisywanie informacji z kart (może z wyjątkiem gry na poziomie wprowadzającym i bardzo łatwym). Tutaj naprawdę musimy łączyć fakty oraz próbować odtwarzać drogę podejrzanych przez pomieszczenia rezydencji. Musimy nauczyć się wykluczać kolejne narzędzia zbrodni, korzystając nie tylko z bezpośrednich danych kart, ale również eliminować je dzięki analizie planu rezydencji. Podoba mi się taka praca z „mapą”. Na trudniejszych poziomach istotne stają się zeznania podejrzanych i ich chorobliwe donosicielstwo. Każdy z nich mógł mieć powód do zabicia milionera. To, że miał motyw jeszcze nie oznacza, że to zrobił. Warto zauważać i kojarzyć, który z podejrzanych na kogo donosi, a na kogo nie. Wiele kart podaje pozornie sprzeczne informacje. Jak w prawdziwym śledztwie musimy zastanawiać się nad prawdopodobieństwem zdarzenia, eliminować fakty już nieprawdopodobne, uściślać dane, które mamy. I tak oto rozgrywka przeistacza się w fantastyczną, wciągającą zabawę.

Co ciekawe, na wyższych poziomach zaawansowania jest nie tylko trudniej, ale i zabawniej. Nagle okazuje się, że tu wszyscy ze wszystkimi wchodzą w jakieś konszachty, każdy wydaje się kłamać, kamerdyner ma jakieś omamy, zaś Angelica twierdzi, że w chwili zbrodni była z każdym z pozostałych podejrzanych i to jeszcze w bibliotece. Tak na marginesie, ta Angelica to straszna kłamczucha (i na pewno za dużo nie czyta). Przed rozgrywkami warto dobrze przyswoić sobie i zrozumieć ważne wskazówki, wylistowane w instrukcji gry, gdyż zrozumienie tego, które informacje są twardymi dowodami, a które wskazują tylko na pewne prawdopodobieństwo jakiegoś wydarzenia jest bardzo ważne dla dobrej gry. Służba i śledczy zawsze mówią prawdę, podobnie jak podejrzani, którzy są niewinni. Zabójca i jego, nie zawsze obecny, wspólnik, będą nas zwodzić, ale dość subtelnie. Ci cali podejrzani to w ogóle zbiór ciekawych indywiduów. Karty profili interesująco nakreślają ich sylwetki, ale wystarczy popatrzeć na zdjęcia: w każdym czai się jakiś demon (w jednym przypadku nawet zdublowany). Nie dziwi więc, że wystarcza nam ta siódemka, by zapewnić rozrywkę i zmienność na kolejne i kolejne sprawy.

System

Podsumowując i oceniając grę Niepożądani goście, tak naprawdę należy podsumować i ocenić pewien system, który został tu zastosowany. Zwróćcie uwagę, że to gra detektywistyczna z tysiącem śledztw do rozwiązania, jednak wszystkie te śledztwa dotyczą … tego samego. Ta sama zbrodnia, ten sam trup, ci sami podejrzani, te same narzędzia zbrodni… a ta gra się nie nudzi!

Jak to możliwe?

Ocena systemu

Ten system robi wrażenie. Nie pytajcie mnie, jak autorowi udało się tak zaprojektować tę grę, by z talii dwustu kilkudziesięciu kart móc tworzyć kolejne i kolejne warianty przebiegu zbrodni. Grunt, że to działa. Grunt, że się nie nudzi (!) Przyjrzyjmy się zatem poszczególnym elementom systemu i sprawdźmy, czy system gdzieś się nie zacina.

Na pierwszy ogień idzie instrukcja, która dobrze zapoznaje nas z grą i co najważniejsze pokazuje, w jaki sposób robić notatki. To bardzo ważny samouczek, bo połowa sukcesu w rozgrywce to umiejętne zaznaczanie zdobytych informacji i właściwe zrozumienie ich znaczenia. Do polskiej wersji wkradło się kilka drobnych nieścisłości: zamienione ikonki zeznań i ustaleń śledczych, informacja o tym, na którym poziomie śledztwa należy odpowiedzieć na rozszerzony zestaw pytań (średnim, czy trudnym), nieścisłość dotycząca wymiany kart w rozgrywce 2-osobowej, w której znane obojgu detektywom karty odkładane są w odkrytym stosie i nie wracają już do obiegu. Poza tym instrukcja robi swoją robotę należycie.

Tok naszego śledztwa zależeć będzie od kolejności otrzymywania poszczególnych kart z informacjami, nie można zatem wykluczyć pewnej roli losowości w szybkości rozwiązania danej sprawy, ale prawdą jest też, że żadnej sprawy nie uda nam się rozwiązać zbyt szybko. Wymiana kart jest tu niezbędna. Ostatecznie najważniejsze będą nasze zdolności dedukcji, łączenia faktów, wskazywania kluczowych elementów podczas dochodzenia, a także prowadzenie schludnych notatek na arkuszu. Do dobrej rozgrywki potrzebne jest dobre zorganizowanie gracza i czytelność zapisu.

Zorganizowanie wymagane jest również od właściciela gry, gdyż przed każdą nową rozgrywką musi wybrać 70 kart zgodnie z numerkami wskazanymi dla danej sprawy, a po rozgrywce, no cóż, umieścić je z powrotem w rosnącej kolejności w odpowiednich przegródkach pudełka. Przy partiach rozgrywanych jedna po drugiej, może być to nieco nużące, ale naprawdę dobrze zaprojektowano tu wypraskę, dzięki której gruba talia kart dzieli się na kilka, łatwiejszych do zarządzania, części.

Nieco kuleć może gładkość przebiegu rozgrywki. Otóż Niepożądani goście to gra dedukcyjna, w której musimy skoncentrować się nad otrzymywanymi danymi i czasem coś przemyśleć lub naraz skorygować dotychczasowe podejrzenia. Zamyślamy się zatem nad swymi arkuszami. Czasem myli się graczom, w jakiej części rozgrywki się znajdują: kto jako ostatni prowadził dochodzenie, czyja kolej nadeszła. W rozgrywkach wieloosobowych zaś zapamiętanie tego, jakie karty dostaliśmy od innych graczy, graniczy z cudem. To prowadzi nas wprost do kwestii skalowalności gry i w tym punkcie będę miała do systemu Niepożądanych gości najwięcej zastrzeżeń.

Zaczynając od pozytywów. Niepożądani goście to wyśmienita gra dla dwóch osób. W takich rozgrywkach zastosowany tu system wymian kart pomiędzy graczami naprawdę zachwyca. Geniusz tkwi w tym, że karty podlegające wymianie, znane obu graczom, nie wracają już do obiegu, wypadają z rozgrywki. Dodatkowo, gracz prowadzący dochodzenie wskazuje aż cztery interesujące go elementy sprawy, zamiast dwóch, co bardzo usprawnia przekazywanie kart i wymianę danych. To świetne rozwiązanie i na taki skład mogę gorąco polecić tę grę bez żadnych zastrzeżeń. W rozgrywkach wieloosobowych pojawia się pewien kłopot z kartami, które w kolejnych wymianach mogą łatwo wrócić na rękę gracza, który już je widział. Zbyt dużo wymian tymi samymi kartami może prowadzić do pewnego znudzenia rozgrywką. Jasnym jest, że gracze dążąc do wygranej nie będą chcieli dzielić się bardziej wartościową wiedzą i zachomikują te cenniejsze karty. Wiele jednak zależy od samych graczy i ich podejścia do rozgrywki.

Na koniec zostawiłam sobie słowo komentarza o oprawie graficznej gry. Całość utrzymana jest w sepii, która dobrze tej grze służy. Bardzo podobają mi się ilustracje gry, nie mam zastrzeżeń do wykonania, czy też czytelności komponentów: arkusze śledczych są odpowiednio duże, zasłonki gracza też są bardzo estetyczne, zaś ikonografia kart bardzo czytelna. I powtórzę jeszcze raz: świetnie pokazano tu sposób zapisu poszczególnych danych, świetnie zaprojektowano karty – tak, iż gracz nie musi szukać na nich informacji, a zawsze wie kogo i czego dotyczą oraz jak i w którym miejscu arkusza powinien otrzymaną informację odnotować.

Podsumowując, Niepożądani goście to właściwie cały system śledztw oparty o pokaźną talię kart. Myślę, że wielu miłośnikom gier detektywistycznych bardzo on się spodoba. Jest unikalny, bardzo prosty w obsłudze, zaś rozgrywki są wciągające. Niepożądani goście to również gra z bardzo ciekawą interakcją związaną z wymianą informacji między graczami i pełna dylematów dotyczących ujawniania cennych danych. Podoba mi się, że tu naprawdę musimy uruchomić nasze zdolności dedukcyjne i przeprowadzić logiczną analizę każdej sprawy. Mi najbardziej przypadły do gustu rozgrywki dwuosobowe, w których system wymian kart wydaje się działać najsprawniej. Tak, czy siak, Niepożądani goście to bardzo pożądana gra dla wszystkich porządnych detektywów. Szczerze polecam.

 

 

Bardzo dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia za przekazanie gry do recenzji

 

0 Udostępnień